Sport.pl

Konrad Piechocki, prezes PGE Skry Bełchatów o fukcji wiceprezesa PZPS i siatkarskim roku

Zapłaciliśmy najwyższą cenę za zdobycie przez Polskę mistrzostwa świata. To nie jest użalanie się, ale fakty - mówi Konrad Piechocki, prezes PGE Skry Bełchatów i wiceprezes PZPS
Jarosław Bińczyk: Dostał pan nietypowy prezent na święta, jakim jest funkcja wiceprezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Jak to się stało?

Konrad Piechocki: Członkiem prezydium związku jestem już drugą kadencję. Po zmianach i odwołaniu pana Andrzeja Lemka zostałem rekomendowany na stanowisko wiceprezesa. Dołożono mi nadzór nad rozgrywkami ligowymi.

Czy to oznacza, będzie miał pan wpływ na rozgrywki? Nie obawia się pan zarzutów o sprzyjanie PGE Skrze, której jest pan prezesem?

- Nie, bo mam nadzorować rozgrywki szczebla centralnego, czyli I ligę i niższe. Ekstraklasa już dawno została oddana Polskiej Lidze Piłki Siatkowej, która prowadzi i zarządza PlusLigą i Orlen Ligą.

Czy awans na wiceprezesa PZPS jest pierwszym krokiem do kierowania całym związkiem? Według nieoficjalnych informacji jest pan poważnym kandydatem na nowego prezesa...

- Najpierw trzeba zostać delegatem na czerwcowy zjazd (śmiech ), czyli dostać mandat w okręgu.

Były już jakieś wstępne rozmowy?

- Żadna decyzja jeszcze nie zapadła, nikt mi niczego nie proponował.

Wróćmy do nowej funkcji: co chciałby pan zmienić w niższych ligach? Co prawda rozgrywki już trwają, ale zapewne ma pan jakieś przemyślenia?

- Czasu mam niewiele, bo do końca kadencji, czyli do czerwca. Nie jest to dla mnie nic nowego, bo przecież pracując w prezydium, znam temat.

Może pomóc pan drużynom pierwszoligowym, które narzekają na to, że brakuje im motywacji, bo zajęcie pierwszego miejsca nie gwarantuje awansu.

- 4 grudnia spotkaliśmy się z prezesami klubów z pierwszej ligi i rozmawialiśmy między innymi o sportowych awansach. Uważam, że dla drużyn pierwszoligowych sprawa awansu wcale nie jest zamknięta. Na początku stycznia PLPS zamierza przeprowadzić audyt w drużynach z pierwszej czwórki, które - jak zakładamy - powinny grać o czołowe lokaty i starać się o awans. W ten sam sposób sprawdzona zostanie też większość klubów z PLPS. Wtedy przekonamy się, czy pierwszoligowcy są w stanie spełnić wymagania sportowe i organizacyjne.

Jakie są najważniejsze?

- Budżet w wysokości minimum 2 mln zł, odpowiednia hala, oświetlenie. Nie wiem, co stwierdzą zewnętrzni audytorzy, ale dla mnie najważniejsze jest, by nie obniżać jakości naszych rozgrywek. Mamy już przykłady, że nowe zespoły świetnie się wkomponowały, jak Cuprum Lubin. Można powiedzieć, że PlusLiga zyskała na włączeniu tego zespołu. I na to liczymy w przyszłości.

Czy zamknięcie ligi, którego konsekwencją jest brak spadków i awansów, spowodowało, że poziom siatkówki się podniósł?

- Kiedy zapadała decyzja o zamknięciu, byłem przekonany, że jest dobra. Były wtedy sygnały z samorządów, które wtedy finansowały przynajmniej trzy kluby, że nie chcą podejmować ryzyka, gdy drużyna może spaść. Wtedy uważałem, że tym klubom potrzebna jest gwarancja gry w ekstraklasie, by złapały stabilizację, mogły poszukać sponsora. Dziś jestem przekonany, że możliwość awansu z pierwszej ligi jeszcze bardziej zmobilizuje kluby z PlusLigi i Orlen Ligi. Chętni są, m.in. GKS Katowice czy Morze Szczecin. Jeśli chodzi o tę ostatnią drużynę, to niestety w poniedziałek zmarł jej trener Dejan Brdjović, ojciec naszego zawodnika Aleksy [obecnie jest wypożyczony do Gazpromu Jugry Surgut - przyp. red.].

Przejdźmy do tematów interesujących większą liczbę kibiców. Czego zabrakło polskiej siatkówce w 2015 roku?

- Przede wszystkim trochę szczęścia, bo chyba nikt nie może powiedzieć, że graliśmy źle w Pucharze Świata. A oprócz szczęścia zabrakło wygrania jednego seta więcej. Może to dziś trochę głupie tłumaczenie, ale Polska stała się ofiarą kuriozalnych przepisów obowiązujących w światowej siatkówce. Chyba tylko w naszej dyscyplinie mistrz świata może nie zagrać na igrzyskach olimpijskich.

Regres jest jednak spory, po poprzedni rok kończyliśmy w euforii po zdobyciu złotego medalu mistrzostw świata.

- To prawda, ale nie zapominajmy, że w Pucharze Świata, który był najważniejszą imprezą w tym roku, graliśmy naprawdę dobrze. Powtórzę się: jesteśmy ofiarą kuriozalnego regulaminu. Przecież cztery lata temu na igrzyska kwalifikowały się trzy czołowe zespoły, a teraz tylko dwa.

Za dwa tygodnie polską reprezentację czeka turniej kwalifikacyjny do igrzysk. Jesteśmy w stanie zająć pierwsze miejsce, gwarantujące bilet do Rio de Janeiro?

- Wrócę jeszcze do wcześniejszej wypowiedzi. Nie może być tak, że mistrzostwo Europy nie daje awansu. A jeśli chodzi o szanse, to wierzę, że jesteśmy w stanie wygrać turniej w Berlinie.

Nasza reprezentacja jest słabsza niż rok temu, bo z gry w niej zrezygnowali m.in. Mariusz Wlazły i Michał Winiarski. Szczerze, czy od tego czasu nie miał pan nacisków, by przekonać obu zawodników do powrotu do kadry, żeby pomogli w awansie na igrzyska?

- Nie, mogę zapewnić, że nie było żadnych nacisków. Stephane Antiga ma świetny kontakt z oboma chłopakami i sam załatwia takie sprawy.

A szefowie związku nie naciskali, by prezes PGE Skry wpłynął na swoich podopiecznych?

- Oczywiście, że mówiliśmy o tym, ale były to rozmowy nieformalne.

Rozmawiał pan z Wlazłym i Winiarskim o powrocie do reprezentacji?

- Tak, ale ich stanowisko było jasne. Zna pan Mariusza Wlazłego, który jest konsekwentny i nie zmienia zdania. Michał Winiarski przez ten rok borykał się z kontuzją i nie myślał o reprezentacji Polski.

Skoro już jesteśmy przy PGE Skrze, to jaki to był dla niej rok?

- Należy go oceniać tylko dobrze. Przy tak wielkich problemach kadrowych kończymy rok w dobrych nastrojach. Jesteśmy na drugim miejscu w tabeli PlusLigi, awansowaliśmy do fazy play-off Ligi Mistrzów.

Ale rok to dwa sezony...

- Już kilka razy to mówiłem, ale powtórzę się: brąz smakował jak złoto. Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale zapłaciliśmy najwyższą cenę za zdobycie przez Polskę mistrzostwa świata. To nie jest użalanie się, ale fakty. Wlazły, Winiarski i Karol Kłos byli kluczowymi zawodnikami reprezentacji podczas mundialu, grali najwięcej. Zapłacili za ten wysiłek w lidze. Śmieję się, że Winiarski w lidze rozegrał cztery i pół meczu, Karola brakowało przez cały play-off, a Mariusz i tak nadspodziewanie długo trzymał formę, ale w końcu i jego dopadły problemy. Proszę z każdej drużyny wyjąć trzech kluczowych zawodników, to trzeciego miejsca nie można traktować jako porażki.

Wreszcie awansowaliście do finałów Ligi Mistrzów i to w świetnym stylu. Ale turniej w Berlinie zakończył się klapą?

- Liga Mistrzów to odrębny temat. Przez trzy czwarte rozgrywek pokazywaliśmy wspaniałą siatkówkę, wyrzucając za burtę mistrza i wicemistrza Włoch, co nie zdarza się często. Sam finał w Berlinie to duże rozczarowanie, bo jechaliśmy tam z dużymi nadziejami [PGE Skra zajęła czwarte miejsce - przyp. red.]. Z drugiej strony widać było, że zespół gaśnie w oczach. Można powiedzieć, że w Bełchatowie zabrakło prądu (śmiech ).

A czego pan najbardziej żałuje w 2015 roku?

- Mimo wszystko najbardziej żal finału Ligi Mistrzów. W drodze do niego odnieśliśmy naprawdę wielki sukces, eliminując Maceratę oraz Perugię. Pokazaliśmy, że jesteśmy bardzo stabilnym klubem, czołowym w Europie.

Nie jest tajemnicą pańska dobra znajomość z Aleksandarem Boriciciem, nowym prezesem europejskiej federacji. Czy szykują się w niej zmiany?

- Absolutnie tak, niedawno o tym rozmawialiśmy. Przede wszystkim chodzi o dwie podstawowej kwestie: pierwsza to system kwalifikacji, bo nie może być tak, że mistrz świata nie jedzie na igrzyska olimpijskie. Druga, ta wisienka na torcie, to zmiany w Lidze Mistrzów.

Na czym będzie polegać reforma?

- Będą to rozgrywki bardziej elitarne, czyli prawdopodobnie zagra w nich 16 zespołów. Wprowadzone zostaną kwalifikacje.

Na koniec poproszę pana o życzenia świąteczne dla kibiców i wszystkich ludzi związanych z siatkówką.

- Kibicom życzę zdrowych i spokojnych świąt, a w nowym roku jak najwięcej radości, także z awansu reprezentacji Polski na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Jeśli chodzi o fanów PGE Skry, chciałbym, żeby po sezonie cieszyli się z odzyskania mistrzostwa Polski. To jest nasz najważniejszy cel.

Więcej o:

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 PROJEKT Warszawa 14 15:4 5 0
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 12 12:2 4 0
3 PGE Skra Bełchatów 12 14:7 4 1
4 Aluron Virtu CMC Zawiercie 12 15:11 4 2
5 Jastrzębski Węgiel 12 12:9 4 3
6 Indykpol AZS Olsztyn 10 13:8 4 1
7 Cerrad Czarni Radom 9 12:9 3 2
8 Trefl Gdańsk 8 10:6 3 1
9 Asseco Resovia 7 10:13 2 4
10 GKS Katowice 6 11:14 1 4
11 Cuprum Lubin 5 10:16 2 4
12 MKS Ślepsk Suwałki 3 5:10 1 3
13 BKS Visła Bydgoszcz 1 3:18 0 6
14 MKS Będzin 0 3:18 0 6

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały