Sport.pl

PGE Skra Bełchatów - Indykpol AZS Olsztyn 1:3. Pycha została boleśnie ukarana

Nie wiadomo, co w PGE Skrze robiono podczas długiej przerwy, bo w pierwszym meczu w Nowym roku drużyna prezentowała się dużo gorzej niż przed pauzą. Efektem jest wstydliwa porażka z Indykpolem AZS Olsztyn
2016 rok zaczął się nieszczęśliwie dla bełchatowskiego klubu. Okazało się bowiem, że uraz Michała Winiarskiego jest poważniejszy niż się wydawało. Mistrzowi świata odnowił się bowiem uraz pleców, z powodu którego stracił początek sezonu. Nie wiadomo, kiedy wróci do zdrowia, a przed przerwą świąteczno-noworoczną był w coraz lepszej formie. Brak Winiarskiego to ogromna strata, bo choć jego zmiennicy: Nicolas Marechal i Israel Rodriguez to zawodnicy o mniejszym potencjale, to gorsi od byłego reprezentanta Polski. A że pomylił się też szkoleniowiec, kandydat na mistrza stracił punkty.

PGE Skra zaczęła mecz mocno rozkojarzona. W szóstce nie było Facunda Conte, a obaj przyjmujący grali fatalnie. Nie tylko oni, bo Kacper Piechocki zlekceważył piłkę przebijaną daleko zza boiska i wpadła ona w końcową linię. Efektem było prowadzenie gości 17:10! To było za dużo i trener przywołał z rezerwy drugiego z Argentyńczyków. Eksperyment kosztował jednak bełchatowian stratę seta. Okazało się, że lekceważenie przeciwnika może być bardzo kosztowne. Poza tym podopieczni Miguela Angela Falaski oddali rywalom aż siedem punktów po pomyłkach i pięć po blokach, które większość trenerów też uznaje za błędy!

Kubeł zimnej wody, jakim była strata partii, dobrze podziałała na gospodarzy, którzy kolejną zaczęli znacznie lepiej. Wreszcie zaczęli skuteczniej ustawiać blok i przede wszystkim grać z większą koncentracją. Okazało się, że naciśnięci olsztynianie nie są w stanie przeciwstawić się bełchatowskiemu walcowi. Walcowi, który jeszcze nie jest w stanie bezwzględnie miażdżyć wszystkich przeszkód na swojej drodze. Dlatego krótko po drugiej przerwie technicznej przewaga spadła z sześciu do trzech punktów (18:15). Większość atutów była jednak po stronie PGE Skry, a różnicę robiły zagrywki Nicolasa Uriarte.

Drużyna z Bełchatowa grała jednak tak, jak w większości spotkań w pierwszej części rozgrywek: falami. Kapitalne akcje przeplatała fatalnymi, w których jej zawodnicy sprawiali wrażenie, jakby dzień wcześniej spotkali się po długiej przerwie. Często brakowało asekuracji w sytuacjach, jakie zazwyczaj nie sprawiały żadnych kłopotów. Gdy tylko udawało im się unikać najprostszych pomyłek, uzyskiwali przewagę, bo w siatkówkę grają dużo lepiej od olsztynian. Ci zaś ratowali się zagrywką i bardzo dobrymi rozegraniami Pawła Woickiego, który często gubił blok bardzo ryzykowanymi, ale skutecznymi akcjami, jak choćby ze środkowymi.

Co z tego, że w trzecim secie PGE Skra prowadziła trzema punktami, skoro znów po kilku juniorskich pomyłkach podarowała gościom zwycięstwo. Okazało się, że doniesienia o świetnej formie, w jakiej Marechal wrócił z Berlina, były mocno przesadzone, ponieważ reprezentant Francji był tylko uzupełnieniem szóstki, niestety tym najsłabszym.

Zamiast jednak zareagować agresją na stratę punktów, siatkarze PGE Skry pogubili się całkowicie. Słabo przyjmowali, w ataku byli bezradni. Ze zdobywaniem punktów kłopoty miał nawet Mariusz Wlazły. Falasca chwytał się desperackich ruchów, wprowadzając do gry zmęczonego kwalifikacjami olimpijskimi Karola Kłosa i Marcela Gromadowskiego. Jego drużyna przegrywała bowiem 16:19, a jeszcze gorsze było to, że zupełnie stanęła.

W hali zrobiło się cicho. Nadzieję przywrócił Marechal, który wreszcie wstrzelił się zagrywką. Pozostali bełchatowianie robili co mogli, by pomóc przeciwnikom. Po 20. punkcie serwy popsuli Conte i Gromadowski. Ten drugi zresztą ani razu nie zaserwował dobrze. Gdy Kłos zagrał bezpiecznie, pomylili się zawodnicy z Olsztyna (Bartosz Bednorz) i PGE Skra miała trzy setbole. Nie wykorzystała żadnego, choć okazji miała kilka. A że do trzech razy sztuka, zemsta gości była bezwzględna i to oni zasłużenie wygrali, sensacyjnie zdobywając trzy punkty.

Bełchatowski zespół utrzymał się na drugi9m miejscu w tabeli, ale do prowadzącej Zaksy Kędzierzyn-Koźle traci już pięć punktów, a Lotos Trefl Gdańsk wyprzedza jednym, zaś Asseco Resovię już tylko trzema.

PGE Skra - Indykpol AZS 1:3

Sety: 22:25, 25:20, 22:25, 27:29

PGE Skra: Uriarte 2, Rodriguez 2, Lisinac 10, Wlazły 20, Marechal 7, Wrona 3, Piechocki (libero) oraz Conte 19, Kłos 2, Gromadowski 2, Marcyniak

Indykpol AZS: Woicki 4, Stoilović 16, Koelewijn 11, Adamajtis 9, Bednorz 21, Zajder 5, Potera (libero) oraz Zniszczoł

Więcej o:

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 PROJEKT Warszawa 14 15:4 5 0
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 12 12:2 4 0
3 PGE Skra Bełchatów 12 14:7 4 1
4 Aluron Virtu CMC Zawiercie 12 15:11 4 2
5 Jastrzębski Węgiel 12 12:9 4 3
6 Indykpol AZS Olsztyn 10 13:8 4 1
7 Cerrad Czarni Radom 9 12:9 3 2
8 Trefl Gdańsk 8 10:6 3 1
9 Asseco Resovia 7 10:13 2 4
10 GKS Katowice 6 11:14 1 4
11 Cuprum Lubin 5 10:16 2 4
12 MKS Ślepsk Suwałki 3 5:10 1 3
13 BKS Visła Bydgoszcz 1 3:18 0 6
14 MKS Będzin 0 3:18 0 6

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały