PGE Skra Bełchatów - Asseco Resovia 3:1. PGE Skra w finale Pucharu Polski. Złe miłego początki!

Facundo Conte i Andrzej Wrona z PGE Skry Bełchatów

Facundo Conte i Andrzej Wrona z PGE Skry Bełchatów (TYMON MARKOWSKI)

W półfinale Pucharu Polski PGE Skra Bełchatów pokonała we Wrocławiu Asseco Resovię i w niedzielę stanie przed szansą zdobycia trofeum po raz siódmy
W poszukiwaniu zaginionej formy PGE Skra trafiła do Wrocławia, gdzie rozgrywany jest finał Pucharu Polski. Do półfinału awansowała bez kłopotów, pokonując mistrzów świata kadetów, czyli drużynę SMS Spała. W spotkaniu o finał zmierzyła się z Asseco Resovią, która też w tym sezonie nie gra na miarę swoich możliwości. W tym roku jednak to mistrz Polski prezentował się lepiej. Potwierdził to w pierwszym secie, którego wygrał bardzo wyraźnie. Bełchatowianie mieli ogromne problemy z przyjęciem zagrywki, zwłaszcza tuż po pierwszej przerwie technicznej, kiedy rozbił ich Thomas Jaeschke. Trener Miguel Falasca zastąpił Nicolasa Marechala Israelem Rodgriguezem, ale efektów nie było żadnych. Poza tym bełchatowscy siatkarze nie potrafili zatrzymać rywali blokiem, kończąc partię bez punktu w tym elemencie.

PGE Skra postawiła jednak na silną zagrywkę, nawet kosztem wielu błędów. W końcu zaczęło to przynosić to korzyści, a w roli głównej występował antybohater pierwszego seta - Marechal. Na pierwszej przerwie technicznej bełchatowianie przegrywali 6:8, tracąc kolejno cztery punkty, lecz na kolejnej prowadzili już 16:13, właśnie dzięki Francuzowi. Wtedy on i jego koledzy nabrali luzu w grze, którego brakowało im nie tylko w pierwszym secie, ale i we wcześniejszych pojedynkach tego sezonu. Marechal oprócz zagrywki poprawił skuteczność w ataku, wspomagając Facundo Conte. Świetną zmianę dał Andrzej Wrona, zastępując Karola Kłosa.

Belchatowscy siatkarze zaczęli też znakomicie bronić, a kontry zamieniali na punkty. Ich przeciwnicy byli bezradni, lecz trener Andrzej Kowal ma przewagę nad innymi polskimi zespołami, ponieważ dysponuje wyrównaną kadrą. W trzecim secie PGE Skra wygrywała 18:11, ale mocno postraszył ją rezerwowy Nikołaj Penczew, serwujący znakomicie. Gdy przewaga stopniała do trzech punktów (18:15), Falasca poprosił o czas, czym uspokoił swoich podopiecznych, którzy dokończyli działa zniszczenia i do finału brakowało im tylko seta.

Tak grającego bełchatowskiego zespołu w tym sezonie jeszcze nie widzieliśmy. Nie było w nim słabych punktów. Na siatce szaleli Srecko Lisinac i Wrona, Marechal grał tak, jak rok temu przeciwko Cucine Lube Civitanovie, dobrze przyjmował i bronił Kacper Piechocki. O dziwo, największe problemy miał Mariusz Wlazły. Dlatego Nicolas Uriarte większość piłek kierował do swoich lewoskrzydłowych. Co zaś nie zawodzili, zaś kapitan drużyny w końcówce dołożył swoją cegłę do sukcesu, kończąc kilka ważnych i trudnych akcji.

Czwarty set był najbardziej wyrównany, a jego początek był niczym przygotowanie artyleryjskie do boju. Do wyniku 6:5 widzieliśmy aż pięć asów (3:2 na korzyść PGE Skry). Najbardziej emocjonująca była końcówka. Asseco Resovia pokazała charakter, wyciągając ze stanu 21:24 po atakach Bartosza Kurka. Dwa ostatnie punkty zdobyła jednak PGE Skra, a wyróżnienie dla najlepszego zawodnika meczu otrzymał Conte!

W niedzielę o godz. 15 w finale drużyna z Bełchatowa zmierzy się z Zaksą Kędzierzyn-Koźle, która pokonała 3:0 broniący tytułu Lotos Trefl Gdańsk.

PGE Skra - Asseco Resovia 3:1

Sety: 18:25, 25:20, 25:18, 26:24

PGE Skra: Uriart 2, Conte 23, Lisinac 10, Wlazły 12, Marechal 15, Kłos 1, Piechocki (libero) oraz Rodriguez 1, Janusz, Gromadomski 2, Wrona 6

Asseco Resovia: Drzyzga 1, Jaeschke 7, Holmes 6, Kurek 21, Achrem 9, Paszycki 6, Ignaczak (libero) oraz Wojtaszek (libero) Penczew 5, Śliwka 3, Witczak, Dryja

Komentarze (4)
PGE Skra Bełchatów - Asseco Resovia 3:1. PGE Skra w finale Pucharu Polski. Złe miłego początki!
Zaloguj się
  • spectator_zm

    Oceniono 1 raz 1

    Kurek, mimo przebłysków genialnej gry, nie jest juz tym samym Kurkiem, który za kadencji Castellaniego sam praktycznie wygrał ME w Turcji.
    Patrząc w kontekście reprezentacji potrzebuje solidnego zmiennika, a takiego, niestety, nie ma. Antiga zdołował i zniechęcił całkowicie Jarosza stawiając na tego niedojdę Konarskiego, który ani razu nie dał porządnej zmiany Kurkowi.
    Jeśli chcemy cokolwiek zwojować na igrzyskach w Rio (mimo pewnych wątpliwości zakładam, że tam jednak zagramy), to Mariusz Wlazły musi dać się przekonać na powrót do reprezentacji! We dwóch z kurkiem byliby najlepszą chyba parą atakujących i mogliby wzajemnie się uzupełniać. Nie idzie jednemu, wchodzi drugi bez pogarszania jakości.
    Mam ciągle nadzieję, że Mariusz Wlazły, bez wątpienia najwybitniejszy nasz siatkarz ostatniej dekady, ciągle ma z tyłu głowy brak medalu olimpijskiego i to musi mu tkwić zadrą. Rio to już ostatnia szansa, by tę skazę na wspaniałym sportowym życiorysie usunąć, więc może dojdzie do wniosku, że warto jeszcze raz spróbować i zgłosić akces powrotu trenerowi Atidze?
    Decyzję musi jednak podjąć szybko, tak by być gotowym na majowy turniej kwalifikacyjny, gdyż trudno wyobrazić sobie, by liczył na powołanie tylko na igrzyska podczas gdy wywalczenie udziału w nich przypadło w udziale innym...

  • lob1

    Oceniono 1 raz 1

    W 3 secie Kurek był zmęczony i psuł na potęgę,na ławce rez..siedzi repr.polski Buszek ,Witczak i inni a trener czeka dalej na cud a cud się nie zdarzył.

  • jarek.jam

    Oceniono 3 razy 1

    Zespol polski, kapital polski, trener polski
    1 przyjmujacy Bialorusin, 2 przyjmujacy mlody Amerykanin
    3 przyjmujacy mlody Bulgar, 4 przyjmujacy mlody Polak

    p. Sliwka , niech pan ucieka gdzie pieprz rosnie
    tak jak Mika

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX