PGE Skra Bełchatów: Drugi taki Puchar Polski Roberta Milczarka

Robert Milczarek z PGE Skry Bełchatów

Robert Milczarek z PGE Skry Bełchatów (MAŁGORZATA KUJAWKA)

- Tułałem się przez lata po różnych klubach i nie myślałem, że jeszcze uda mi się coś w karierze zdobyć. A jednak - cieszy się Robert Milczarek, libero PGE Skry Bełchatów
W 2005 roku PGE Skra wygrała finałowy turniej Pucharu Polski w Olsztynie, pokonując w finale miejscowy AZS, rekordzistę pod względem zdobytych trofeów. Na najlepszego zawodnika wybrano wówczas 22-letniego Roberta Milczarka, skrzydłowego bełchatowskiej drużyny. Po 11 latach Milczarek znów się cieszył z sukcesu, który - jak sam mówi - ma dla niego szczególne znaczenie. Dlaczego? - W międzyczasie też zdobywałem Puchar Polski, byłem drugi w Lidze Mistrzów, ale mój wkład w tamte osiągnięcia był żaden, bo albo leczyłem kontuzję, albo siedziałem za bandami. Cieszę się, że teraz miałem swój udział w tym zwycięstwie. Wcześniejsze sukcesy mogę wpisać sobie do CV, ale tak naprawdę zdobyłem pierwszy puchar i ostatni - opowiada "Wyborczej" libero z Bełchatowa.

Milczarek pochodzi z Tomaszowa. W młodości miał dylemat: zostać piłkarzem czy siatkarzem. W tej pierwszej dyscyplinie był powoływany do reprezentacji województwa, a jego ojciec był znanym sędzią. Wybrał jednak siatkówkę. Na początku był przyjmującym, ale doznał kontuzji barku, przez co bardzo długo pauzował. W 2008 roku odszedł do AZS Politechniki Warszawskiej, następnie występował w Siatkarzu Wieluń, znów w PGE Skrze, Effectorze Kielce, Lotosie Treflu Gdańsk, MKS Będzin, by przed sezonem wrócić do Bełchatowa w roli libero.

O miejsce w szóstce rywalizuje z Kacprem Piechockim. Młody wychowanek bełchatowskiego klubu zagrał w dwóch pierwszych spotkaniach i zaczął finałowe. Milczarek zastąpił go w trzecim secie i został na boisku. Bardzo dobrze przyjmował trudne serwy zawodników Zaksy Kędzierzyn-Koźle i jeszcze lepiej bronił. A PGE Skra dokonała cudu, bo w czwartym i piątym secie była już w sytuacji niemal beznadziejnej. - Było bardzo ciężko, ale nie poddaliśmy się. Trudno kogoś wyróżnić, bo wszyscy mieli wkład w to zwycięstwo - chwali kolegów libero. - Mariusz Wlazły i Facundo Conte grali kapitalnie. Facundo w końcówce tie-breaku atakował z czwartego metra i zdobył punkt. To coś niesamowitego. Mariusz chciał grać mimo skurczów. Sędzia go wstrzymał, a Marcel Gromadowski, który go zastąpił, zdobył dwa ważne punkty!

Postawa PGE Skry w turnieju finałowym była zaskoczeniem, bo w tym roku jej gra nie porywała. - Nawet ten pierwszy mecz z SMS Spała był jakiś ciężki. Przełamaliśmy się z Resovią i później już jakoś poszło. Pokazaliśmy charakter - twierdzi Milczarek.

Bełchatowianie nie mieli czasu na świętowanie, bo w poniedziałek po południu trenerzy zarządzili zajęcia. Powodem są dwa bardzo trudne spotkania, jakie czekają drużynę w tym tygodniu. W środę zmierzą się w Rzeszowie z Asseco Resovią, a w sobotę w Gdańsku z Lotosem Treflem. - Nie widziałem po chłopakach wielkiego zmęczenia. Bywały mecze, po których było gorzej. Po ostatnich zwycięstwach mamy przewagę psychiczną nad rywalami - uważa 32-letni libero.

Okazało się, że uraz, jakiego doznał w finale Wlazły, nie jest groźny. To tylko skurcz, jakie kapitanowi PGE Skry zdarzały się często. Wcześniej podobne kłopoty miał z łydkami i plecami, a teraz z mięśniami brzucha. Na środowy pojedynek z Asseco Resovią powinien być gotowy.

Drużyna już we wtorek rano wyjeżdża do Rzeszowa. Stamtąd w czwartek rano leci samolotem do Gdańska, a do domu wróci w nocy z soboty na niedzielę. W przyszłą środę w Atlas Arenie zagra z Ziraatem Bankasi Ankara w 1/12 Ligi Mistrzów.

Skomentuj:
PGE Skra Bełchatów: Drugi taki Puchar Polski Roberta Milczarka
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX