Chora PGE Skra Bełchatów wyrwała zwycięstwo w Lidze Mistrzów

PGE Skra Bełchatów pokonała w Lidze Mistrzów Ziraat Bankasi Ankara, ale z taką grą nie ma co liczyć na sukces w rozgrywkach
Środa zaczęła się bardzo źle dla bełchatowskiej drużyny, bo na porannym treningu kontuzji doznał Mariusz Wlazły. - Spięło mu plecy. To nie jest coś groźnego, ale wymaga kilkudniowej przerwy - tłumaczył Wojciech Łucarz, lekarz PGE Skry. To nie był koniec złych wieści, bowiem chory jest Facundo Conte, drugi z liderów. Argentyńczyk wyszedł na boisko, ale co chwilę łapały go ataki kaszlu. Choć zazwyczaj jest dla swojego rodaka Nicolasa Uriarte opcją nr 1 w ataku, tym razem był oszczędzany.

Zapewne te wszystkie przeciwności sprawiły, że PGE Skra zaczęła mecz bardzo nerwowo. Zastępujący Wlazłego Marcel Gromadowski był tym razem zagubiony jak dziecko. Po kolejnym nieudanym ataku trener Miguel Falasca zmienił go na trzeciego przyjmującego - Nicolasa Marechala. Też chorego, dlatego nie zagrał w podstawowej szóstce. Francuz pokazał, że jest zawodnikiem uniwersalnym i już w pierwszej partii skończył dwa ataki z drugiej linii.

Ziraat Bankasi, co oznacza Bank Rolny, okazał się zespołem przeciętnym, a gdyby nie 10 punktów oddanych mu po błędach przez bełchatowian, pierwszego seta przegrałby dużo wyżej. Ale nawet takich nie wolno lekceważyć. Największym problemem zawodników z Ankary było przyjęcie zagrywki. W konsekwencji musieli atakować na podwójnym i potrójnym bloku, z czym nie radzili sobie zupełnie. W męskiej siatkówce 18-procentowa skuteczność w ataku się nie zdarza, a tak było w pierwszej partii. Lider gości - Szwed Marcus Nilsson - miał wynik zero przy siedmiu próbach.

Może fatalna postawa była wynikiem paraliżu głośnym dopingiem 10 tys. kibiców w Atlas Arenie. Szansę na sprawienie niespodzianki mieli ogromną, bo PGE Skra też nie grała dobrze. Gdy udawało jej się uniknąć pomyłek, uzyskiwała przewagę, by błyskawicznie ją stracić. Turcy w końcu przyzwyczaili się do hali, oswoili z dopingiem i pokazali, że jak rywal pozwala, to trzeba wykorzystać jego słabości. Ziraat w drugim secie najpierw odrobił czteropunktową stratę, doprowadził do dramatycznej końcówki i wreszcie ją wygrał po błędach w ataku Israela Rodrigueza i Marechala. Jednak najsłabszą stroną PGE Skry było przyjęcie - 30 proc. to wynik nawet nie zły, ale fatalny.

Zrobiło się nerwowo, bo przed bełchatowianami jeszcze rewanż w Ankarze, a w siatkówce wszyscy wiedzą, że w Turcji gra się bardzo trudno. Tylko jak to zrobić, skoro trzeba grać bez atakującego? Gromadowski wrócił na boisko, ale zamiast celować w boisko, robił wszystko, by w nie nie trafić. Okazało się, ze zgrał na własną prośbę, bo z powodu kontuzji stopy nie mógł skakać. Dobrze, że rozegrał w Conte, a Uriarte zaczął przy każdej okazji wykorzystywać środkowych. A że poziom przyjęcia wzrósł dwukrotnie, Srecko Lisinac i Karol Kłos zrobili różnicę.

Nie zmienia to jednak oceny, że PGE Skra walczyła z rywalami i sama z sobą. W czterech setach oddała Ziraatowi aż 41 punktów! Psuła ataki i zagrywki, oddawała seriami punkty. Gdy w czwartym secie zupełnie popsuło się przyjęcie, rozpędzeni goście wyszli na prowadzenie 20:16. I zapachniało sensacją, zwłaszcza że w bełchatowskim zespole nie było lidera wśród skrzydłowych, choć kaszlący Conte starał się jak mógł.

Na szczęście w PGE Skrze są środkowi. Kłos zagrywką zmniejszył straty, a Lisinac atakował z niesamowitych pozycji, mimo bloku. Gdy schodził, zastępował go Kłos, a Andrzej Wrona tak utrudnił serwami rozegranie, że gospodarzom udało się wyjść na prowadzenie. Wykorzystali czwartego meczbola, a ostatni punkt padł po asie Conte. Już dawno bełchatowianie tak się nie męczyli, choć są bezsprzecznie lepszym zespołem od Ziraatu Bankasi. Jeśli za dwa tygodnie w rewanżu zagrają tylko trochę lepiej, powinni spokojnie awansować do kolejnej rundy. A w niej trzeba będzie zagrać nawet nie o 100, ale o 300 proc. lepiej, bo rywalem będzie prawdopodobnie Zenit Kazań, który we wtorek pokonał w Gdańsku Lotos Trefl 3:1 i jest zdecydowanym faworytem rewanżu.



<b>PGE Skra - Ziraat Bankasi 3:1 </b>

Sety: 25:19, 26:28, 25:20, 27:25

PGE Skra: Uriarte 1, Conte 18, Kłos 12, Gromadowski 2, Rodriguez 16, Lisinac 17, Piechocki (libero) oraz Marechal 9, Stanković, Marcyniak, Wrona

Ziraat Bankasi: Koc 2, Rauwerdink 11, Savas 5, Nilsson 9, Fereira 12, Dagci 7, Kilic (libero) oraz Gungor, Venno 3, Remir, Ugur 1, Demir

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały