Sport.pl

PGE Skra Bełchatów - Ziraat Bankasi Ankara. Ograniczyć błędy i zatrzymać olbrzyma

Dla PGE Skry Bełchatów w normalnym składzie i normalnej formie rewanżowy mecz w 1/12 Ligi Mistrzów byłby formalnością. Ale, niestety, nie jest...
Ziraat Bankasi Ankara jest zespołem przeciętnym, jednym ze słabszych, z jakim bełchatowianie mierzyli się w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Potwierdził to pierwszy mecz, dwa tygodnie temu rozegrany w Atlas Arenie. PGE Skra pozbawiona Mariusza Wlazłego, z Marcelem Gromadowskim, który z powodu kontuzji nie odrywał się od ziemi, z chorymi Nicolasem Uriarte i Facundo Conte, wygrała 3:1. To niezła zaliczka przed rewanżem, oznaczająca, że w najgorszym wypadku w Ankarze o awansie rozstrzygnie dodatkowy "złoty set", jeśli gospodarze wygraliby 3:0 i 3:1. Każdy inny wynik premiuje bełchatowian.

W lidze tureckiej Ziraat spisuje się słabo, a w ostatniej kolejce przegrał wysoko z Istanbul B. Sehir 0:3, ani razu w setach nie przekraczając 20 punktów. W tabeli zespół z Ankary jest piąty z dziewięcioma zwycięstwami i ośmioma porażkami. Ale już w Łodzi trener Fernando Munoz Benitez zapowiadał, że jego drużyna będzie silniejsza, ponieważ kontrakt podpisał Kubańczyk Leonardo Leyva Martinez. To 26-letni przyjmujący o doskonałych warunkach fizycznych (208 cm wzrostu). O jego możliwościach ofensywnych najlepiej świadczy rekord ligi koreańskiej w liczbie zdobytych punktów, a przecież grają tam tacy bombardierzy jak Orejol Camejo, Georg Grozer czy Paweł Moroz.

- Dobrze wiemy, że w Turcji gra się bardzo ciężko i trzeba być przygotowanym na żywiołowy doping kibiców - twierdzi Konrad Piechocki, prezes PGE Skry. Ale bełchatowska drużyna już tam wygrywała, choćby z Arkasem Izmir (by przegrać w rewanżu) czy Fenerbahce Stambuł. Ziraat Bankasi, czyli bank rolny, nie jest najpopularniejszym klubem w swoim mieście, bowiem więcej fanów ma Halkbank. Ale u siebie jest bardzo groźny, co pokazują rezultaty z fazy grupowej, w której stracił u siebie tylko jednego seta (z Friedrichshafen).

Najważniejsze jednak, by PGE Skra zagrała na swoim normalnym poziomie, przede wszystkim unikając przestojów. Przez nie w pierwszym spotkaniu była w ogromnych opałach, przegrywając drugiego seta mimo prowadzenia czterema punktami. Do Turcji poleciał z drużyną Wlazły, ale jego występ nie jest pewny. Szanse na to, że pomoże kolegom, oceniane są między 70 a 95 proc. Trener Miguel Falasca jest jednak w lepszej sytuacji niż w PlusLidze, ponieważ nie musi przejmować się limitem obcokrajowców. Dwa tygodnie temu grało czterech: Conte, Uriarte, Lisinac i Rodriguez. Piąty - Nicolas Marechal - ma polski paszport.

Pierwsze spotkanie pokazało, że kluczem do sukcesu powinno być uniknięcie błędów. W Atlas Arenie bełchatowianie popełnili ich aż 41, w tym 16 w ataku (14 z nich było dziełem Rodrigueza, Gromadowskiego i Marechala).

W razie awansu PGE Skra trafi zapewne na Zenit Kazań, który w pierwszym pojedynku pokonał w Gdańsku Lotos Trefl 3:1 i jest zdecydowanym faworytem.

Ziraat Bankasi - PGE Skra, godz. 18, transmisja w Polsacie Sport

Więcej o:

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały