Sport.pl

Zaksa Kędzierzyn-Koźle - PGE Skra Bełchatów 2:3. Szanse na finał zachowane

PGE Skra Bełchatów pokazała, że potrafi grać pod presją. W meczu, którego nie mogła przegrać, pokonała na wyjeździe Zaksę Kędzierzyn-Koźle, zdecydowanego lidera PlusLigi
W sobotę bełchatowianie dostali nowe życie w grze o finał PlusLigi. Znów zawdzięczają to Cuprum Lubin, które pokonało Lotos Trefl Gdańsk, najpoważniejszego kandydata na rywala Zaksy. Żeby jednak wykorzystać prezent, trzeba było pokonać lidera i to w jego hali. Tylko jak to zrobić, skoro drużyna w 2016 roku gra po prostu słabo i straciła punkty z dużo gorszymi rywalami.

- Takiej Skry jak w meczu z Bydgoszczą [przegranym 0:3] już nie będzie - zapowiadał Karol Kłos. Gdyby tydzień temu bełchatowska drużyna zagrała tak, jak w pierwszym secie z Zaksą, to dziś miałaby trzy punkty więcej. Widać było jednak, że PGE Skra wciąż nie jest w najwyższej formie. Co z tego, że na otwierającej partii niemal przez cały czas prowadziła, nawet trzema punktami, skoro przegrała go w końcówce. Był to efekt błędów i to wcale nie wymuszonych przez nadzwyczajnie grających przeciwników. Zagrywkę popsuł Karol Kłos, który zmienił Srecko Lisinaca by utrudnić przyjęcie, następnie dwukrotnie pomylił się Kacper Piechocki: w odbiorze i wystawie, oddając Zaksie dwa punty. Na koniec po nieprecyzyjnym rozegraniu na blok nadział się Mariusz Wlazły.

Znów słabo zaczął mecz Facundo Conte, który skończył tylko jeden z czterech ataków, a bardzo nerwowo zachowywał się bełchatowski libero, mający tylko 25 proc. pozytywnego przyjęcia. Szkoda, bo gospodarze wcale nie byli lepsi, choć z pewnością górowali w ataku. Popełnili jednak więcej błędów, z tym, gdy jeszcze nie ważyły podwójnie.

Trzeba się zgodzić z Kłosem, że była to dużo lepsza PGE Skra od tej sprzed tygodnia. Przede wszystkim widać było walkę, nikt nie spuścił głowy po niepowodzeniu. W drugim secie bełchatowianie popsuli aż osiem zagrywek, czyli cztery razy więcej niż w pierwszym, ale znacznie lepiej zagrali w obronie. I to nie tylko w podbijając ataku, ale przede wszystkim w bloku, dzięki czemu mieli kontry. Wygrali też niemal wszystkie długie akcje, co odbierało rywalom pewność. No i mieli ogromny atut w postaci środkowych. W dwóch setach Lisinac i Andrzej Wrona wykonali w sumie 14 ataków, 13 z nich zamieniając na punkty.

Problem w tym, że bełchatowskiej drużynie rzadko w tym sezonie udaje się utrzymać wysoki poziom gry. Brakuje jej tego błysku, jaki prezentowali rok temu w meczach play-off Ligi Mistrzów. Gdy do skutecznego Wlazłego dołączył rozkręcający się Conte, to zaciął się Nicolas Marechal. Trzeciego seta PGE Skra przegrała z powodu zagrywki: dwie serie rywali - Jurija Gladyra i Grzegorza Boćka - sprawiły, że przegrywała 1:2. Goście w pewnym momencie starali się nie psuć serwów, czego efektem były znakomite ataki kędzierzynian. To pokazuje, że czasem warto zaryzykować, niż dać przeciwnikom się rozkręcić. Bo jak rozkręcą się tacy zawodnicy, jacy są z Zaksie, to trudno ich później powstrzymać.

Czwarta partia toczyła się pod dyktando PGE Skry. Już na pierwszej przerwie technicznej miała trzy punkty przewagi, a po drugiej było 17:14. Rozegrał się Conte, poziom - może nie najwyższy, ale solidny - trzymał Wlazły. Udało się nacisnąć rywali zagrywką, ale stanowczo za często bełchatowianie nie wykorzystywali przewagi sytuacyjnej, tracąc niepotrzebnie kilka punktów. Nie potrafili poradzić sobie z Kevinem Tillie, najlepszym zawodnikiem Zaksy. W końcówce Nicolas Uriarte wykorzystał największy atut swojej drużyny w ofensywie - Lisinaca, który zdobył dwa ostatnie punkty.

I w trzecim spotkaniu tych drużyn w tym sezonie zwycięzcę miał wyłonić tie-break. W lidze wygrała Zaksa, w finale Pucharu Polski - PGE Skra. Poprzednie przebiegały podobnie: zespół z Kędzierzyna wysoko prowadził, ale tylko raz dał się doścignąć. Tym razem było równo, a obie drużyny grały na dużym ryzyku, zwłaszcza w zagrywce. Goście odrobili stratę z początku (1:3), następnie prowadzenie dał im autowy atak Sama Deroo (11:10), a w kolejnej akcji Miguelowi Falasce wreszcie udała się zmiana. Wprowadzony do bloku Andrzej Wrona zatrzymał Tillie i tej przewago bełchatowianie już nie oddali, zachowując szansę na finał. Nagrodę dla najlepszego zawodnika meczu dostał Lisinac, który z 15 ataków zdobył 14 punktów!

Zaksa - PGE Skra 2:3

Sety: 25:23, 19:25, 25:21, 23:25, 12:15

Zaksa: Toniutti, Deroo, Wiśniewski, Konarski, Tillie, Gladyr, Zatorski (libero) oraz Rejno, Bociek,

PGE Skra: Uriarte, Conte, Wrona, Wlazły, Marechal, Lisinac, Piechocki (libero) oraz Kłos

Więcej o:

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 PROJEKT Warszawa 14 15:4 5 0
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 12 12:2 4 0
3 PGE Skra Bełchatów 12 14:7 4 1
4 Aluron Virtu CMC Zawiercie 12 15:11 4 2
5 Jastrzębski Węgiel 12 12:9 4 3
6 Indykpol AZS Olsztyn 10 13:8 4 1
7 Cerrad Czarni Radom 9 12:9 3 2
8 Trefl Gdańsk 8 10:6 3 1
9 Asseco Resovia 7 10:13 2 4
10 GKS Katowice 6 11:14 1 4
11 Cuprum Lubin 5 10:16 2 4
12 MKS Ślepsk Suwałki 3 5:10 1 3
13 BKS Visła Bydgoszcz 1 3:18 0 6
14 MKS Będzin 0 3:18 0 6

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały