PGE Skra Bełchatów znów była drużyną i pokonała lidera

PGE Skra Bełchatów w tym sezonie gra bardzo nierówno. Potencjał ma jednak wielki, co pokazała, pokonując lidera PlusLigi.
Do zakończenia zasadniczej części PlusLigi pozostało jeszcze pięć kolejek. Pewna występu w finale jest już Zaksa Kędzierzyn-Koźle, która ma aż 12 punktów przewagi nad PGE Skrą i tylko kataklizm mógłby zepchnąć ją na trzecie miejsce.

Kędzierzynianie mogą więc spokojnie czekać na przeciwnika w walce o złoto. Mają też wpływ na jego wybór, czego przykładem było ich poprzednie spotkanie z Lotosem Treflem, przegrane dziwnie łatwo. Trudno się jednak temu dziwić, bo chyba każdy, kto bliżej interesuje się polską siatkówką, wolałby grać z gdańszczanami niż z Asseco Resovią czy PGE Skrą.

Bełchatowska drużyna ostatnio "robiła wszystko", by stracić szanse na finał. W poprzedniej serii osiągnęła dno, przegrywając z Łuczniczką. Opowieści o fantastycznym występie rywali szybko zostały zweryfikowane przez Jastrzębski Węgiel, który wygrał w Bydgoszczy. Zresztą sami siatkarze z Bełchatowa chyba nie wierzyli w to, co mówili po porażce. Karol Kłos zadeklarował w środę, że "takiej Skry już nie będzie".

Oglądając mecze z Ziraatem Bankasi Ankara w Lidze Mistrzów i niedzielny Zaksą, można było kolejny raz przekonać się, ile dla zespołu znaczy Mariusz Wlazły. W hali lidera atakował z przeciętną 45-procentową skutecznością, lecz w ważnych momentach się nie mylił. Z wyjątkiem ostatniej akcji pierwszego seta, kiedy został zablokowany.

Znów słabo zaczął mecz Facundo Conte, więc Nicolas Uriarte kłopoty swojego rodaka maskował, wykorzystując środkowych. A Andrzej Wrona i Srecko Lisinac byli bezbłędni. O sukcesie Zaksy zdecydowały proste pomyłki bełchatowian w najważniejszych akcjach. Dwie - w rozegraniu i przyjęciu - popełnił bardzo nerwowo grający Kacper Piechocki. Szczęścia nie miał też Miguel Falasca, który chciał utrudnić zagrywkę i w miejsce Lisinaca wprowadził Karola Kłosa. Ten jednak przestrzelił, co ostatnio zdarza mu się stanowczo za często, zwłaszcza w trudnych końcówkach.

Jednak niepowodzenie nie załamało DRUŻYNY z Bełchatowa. Wlazły, jak przystało na kapitana, mobilizował kolegów, którzy walczyli jak w Pucharze Polski. Lisinac i Wrona byli nie do zatrzymania na środku, Piechocki pozbył się nerwowości, dzięki czemu wreszcie zaczął przyjmować i bronić jak przystało na libero czołowego zespołu. Powoli rozkręcał się Conte. Gdyby jeszcze Nicolas Marechal był skuteczniejszy w ataku... Francuz więcej punktów zdobywał w sytuacjach, gdy musiał wykorzystywać swoje wielki umiejętności techniczne, niż gdy teoretycznie sytuacja była teoretycznie prostsza.

W trzecim secie, przegranym przez PGE Skrę, przekonaliśmy się, ile w siatkówce znaczy zagrywka. Bełchatowianie zrezygnowali z ryzyka, co przy tak błyskotliwym rozgrywającym, jakim jest Benjamin Toniutti musiało się skończyć źle. Zawodnicy Zaksy raz za razem popisywali się efektownymi atakami, najczęściej przy pojedynczym bloku lub bez niego. Naprawdę czasami lepiej popsuć serw, niż pozwolić rywalom się rozkręcić. Zresztą w wygranych partiach goście popełnili więcej błędów w zagrywce niż gospodarze.

Na szczęście dla PGE Skry rozegrał się Conte, którego skuteczność rosła z 25 proc. w pierwszej partii, do 65 proc. w całym meczu. To on stał się liderem zespołu, dzielnie wspierany przez Wlazłego. A gdy robiło się ciężko, zawsze miał w odwodzie niesamowitego i bezbłędnego Lisinaca.

Zaksa broniła się dzięki znakomitej postawie Kevina Tillie. W tie-breaku zatrzymał go dopiero Wrona, wprowadzony za Uriarte, by podwyższyć blok. I tak jak w dramatycznym finale Pucharu Polski kędzierzynianie nie wytrzymali nerwowo: Sam Deroo uderzył w aut, choć miał przed sobą tylko Marechala.

W dwóch ostatnich setach bełchatowianie nie popełnili ani jednego błędu w ataku i tylko dwukrotnie dali się zablokować. To pokazuje, jak wielkie możliwości ma ta drużyna, bo przecież presja była wtedy ogromna. Wyróżnienie dla MVP meczu otrzymał niesamowity Lisinac (93 proc. w ataku).

PGE Skra została więc w grze o finał i po raz pierwszy od dawna zawdzięcza to sobie, a nie potknięciom rywali. Chociaż znów pomogło jej Cuprum Lubin, z którym zmierzy się w sobotę w hali Energia. Bełchatowianie wrócili na drugie miejsce w tabeli (43 pkt), ale Lotos Trefl (41) ma jeszcze mecz zaległy.

<b>Zaksa - PGE Skra 2:3 </b>

Sety: 25:23, 19:25, 25:21, 23:25, 12:15

Zaksa: Toniutti 3, Deroo 18, Wiśniewski 8, Konarski 22, Tillie 15, Gladyr 8, Zatorski (libero) oraz Rejno 1, Bociek 1

PGE Skra: Uriarte 3, Conte 19, Wrona 8, Wlazły 16, Marechal 11, Lisinac 15, Piechocki (libero) oraz Kłos 3

Pozostałe wyniki: Indykpol AZS Olsztyn - Effector Kielce 3:0, Cerrad Czarni Radom - BBTS Bielsko-Biała 3:2, Cuprum - Lotos Trefl 3:0, Łuczniczka - Jastrzębski Węgiel 0:3, MKS Będzin - AZS Częstochowa 3:1. Mecz AZS Politechnika Warszawska - Asseco Resovia zakończył się po zamknięciu tego wydania "Wyborczej".

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 59 65:21 21 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 58 64:22 19 4
3 Jastrzębski Węgiel 48 53:31 17 6
4 PGE Skra Bełchatów 48 55:30 16 7
5 Trefl Gdańsk 35 46:41 11 11
6 GKS Katowice 32 47:53 10 13
7 Cerrad Czarni Radom 31 41:42 10 11
8 MKS Ślepsk Suwałki 28 38:49 10 12
9 Indykpol AZS Olsztyn 26 39:45 9 12
10 Aluron Virtu CMC Zawiercie 26 34:48 9 13
11 MKS Będzin 24 36:50 9 13
12 Cuprum Lubin 23 33:53 8 15
13 Asseco Resovia 21 32:57 6 17
14 BKS Visła Bydgoszcz 12 26:67 2 21

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały