Sport.pl

Michał Winiarski z PGE Skry Bełchatów: "Jeszcze pokażę moją grę!"

- Pierwszy raz od sześciu czy siedmiu lat nie narzekam na plecy. Są już naprawione, dlatego przed sezonem jestem pełen optymizmu - mówi Michał Winiarski z PGE Skry Bełchatów
Jarosław Bińczyk: Stęsknił się pan za treningami?

Michał Winiarski: Bardzo... (śmiech ).

Naprawdę czy to żart?

- W domu nie mogłem doczekać się poniedziałku, kiedy zaczynaliśmy zajęcia. Nie będę opowiadał całej mojej historii, bo z pewnością jest znana, ale od dwóch i pół miesiąca sam trenowałem, a teraz zaczynam przygotowania z drużyną, pełen nadziei i optymizmu.

Przed pierwszym treningiem słyszeliśmy, że od ponad tygodnia przychodził pan już do klubu, żeby ćwiczyć.

- Przychodziłem dużo wcześniej. Mieszkam w Bełchatowie, więc w klubie bywam bardzo często. Od dwóch miesięcy trenowałem, by odbudować się fizycznie do stanu sprzed operacji. Przede wszystkim robiłem dużo ćwiczeń mających wzmocnić mięśnie odpowiedzialne za kręgosłup. Ćwiczyłem pod kierunkiem osobistego trenera przygotowania fizycznego z Krakowa Marcina Zontka i prowadzącego mnie osteopaty Filipa Pięty.

No właśnie, takie pytanie musi paść: jak się pan czuje po wielkich kłopotach i operacji?

- Świetnie.

Tak jak na przykład dziesięć lat temu, kiedy nic panu nie dolegało?

- Naprawdę tak się czuję. Nie chcę jednak popadać w hurraoptymizm, bo nieraz już tak było, a kończyło się różnie... Teraz wydaje się, że od strony medycznej jest wszystko w porządku. Zabieg się udał, a prowadzący mnie lekarz jest bardzo zadowolony. Można powiedzieć, że pierwszy raz od sześciu czy siedmiu lat nie narzekam na plecy. Są już naprawione, dlatego przed sezonem jestem pełen optymizmu. Ważne teraz, by przepracować cały okres przygotowawczy. Jeśli uda mi się go przejść bez żadnych przygód, będzie super.

Na pozycji przyjmującego w PGE Skrze zrobiła się spora konkurencja, bo przyszli Nikołaj Penczew, Artur Szalpuk i Bartosz Bednorz.

- Konkurencja u nas zawsze była duża. W zeszłym sezonie byli przecież Facundo Conte czy Nico Marechal. Z rywalizacji trzeba się cieszyć. Bardzo ważny jest szeroki i skład i możliwość rotacji, ponieważ sezon jest długi i ciężki, a przecież liga została powiększona. Grania będzie dwa razy więcej, więc im nas jest więcej, tym lepiej.

Jest pan już legendą polskiej siatkówki, czy może pan ocenić Szalupka i Bednorza? Czy któryś z nich może się stać nowym Winiarskim?

- Nie jestem od oceniania, bo wszystko zweryfikuje boisko. To młodzi i perspektywiczni gracze, mogący stanowić o przyszłości siatkówki. Jest też w drużynie doświadczony, choć wciąż młody Niko Penczew, mający za sobą świetne występy w Rzeszowie. Mamy więc szeroki skład i naprawdę silny zespół.

Słyszałem opinię, że największym wzmocnieniem PGE Skry będzie powrót zdrowego Michała Winiarskiego.

- Bardzo bym chciał, żeby tak było. Jeśli jestem zdrowy i przepracuję okres przygotowawczy, to wiem, na co mnie stać. A mimo że kończę 33 lata, czuję się bardzo dobrze i mam nadzieję, że jeszcze pokażę grę, do jakiej przyzwyczaiłem.

Ogląda pan mecze reprezentacji Polski na igrzyskach w Rio de Janeiro?

- Widziałem dwa pierwsze sety z Egiptem. Później przełączyłem na ręczną, bo byłem już pewny, że mecz zmierza w dobrym kierunku. Było tak, jak wszyscy przewidywaliśmy, że Egipt nie będzie wymagającym rywalem dla chłopaków. Nasi siatkarze wyszli na boisko bardzo zmotywowani, zagrali bardzo dobrze. Choć to pierwszy mecz, to zwycięstwo nastraja optymistycznie, w przeciwieństwie do chłopaków z ręcznej, którzy źle weszli w turniej.

Czy może powtórzyć się historia z mistrzostw świata, które zaczęliście od efektownego sukcesu i utrzymaliście poziom do końca?

- Każde zwycięstwo buduje, tym bardziej w tak dużym turnieju. Każdy ma swoją historię i to, co było wcześniej, jest nieważne. Teraz przeciwnicy będą trudniejsi, a jeśli uda się pokonać Iran, w co wierzę, to nakręcimy się jeszcze bardziej [rozmawialiśmy przed spotkaniem z Iranem - przyp. red.].

Kto jest faworytem turnieju olimpijskiego?

- Nie mam takiego, naprawdę.

Może Włosi, którzy zaczęli bardzo efektownie od rozbicia Francji?

- Turniej olimpijski ma tę specyfikę, że jest bardzo nieobliczalny. Pamiętam Londyn, gdzie zdecydowanym faworytem były Stany Zjednoczone, które w grupie lały wszystkich faworytów. Wyszły z pierwszego miejsca, po czym odpadły w ćwierćfinale i wróciły do domu [przegrały z Włochami - przyp. red.]. Trzeba pamiętać, że igrzyska są trudnym turniejem nie tylko pod względem fizycznym, ale i logistycznym. Nie wiem, ile chłopaki muszą jeździć do hali, ale my w Londynie - broń Boże, nie chcę się tłumaczyć - ale przed meczem z Australią [niespodziewanie przegranym 1:3 - przyp. red.], musieliśmy wstać o 5.30, by o 6 zjeść śniadanie, jechaliśmy półtorej godziny, by o 8 zacząć rozgrzewkę, a o godz. 9 mecz. Po dziesięciu dniach turnieju trzeba być mocno skoncentrowanym, żeby wszystko dobrze szło. Nam się w Londynie nie udało. Dlatego na igrzyskach nie ma meczów ze zdecydowanymi faworytami, bo w grę wchodzi więcej czynników niż tylko forma.

Ćwierćfinał będzie kluczowy?

- Wcześniej już mówiłem, że on będzie najważniejszy. Przechodząc go, jesteśmy już w strefie medalowej i jest już łatwiej.

Co jest silną stroną polskiej reprezentacji?

- Myślę, że zespół, bo widać, że chłopaki stanowią kolektyw. Poza tym mamy wyrównaną 12, a kilku chłopaków, mimo młodego wieku, jest już doświadczonych. Jeśli nakręcimy się i unikniemy głupich kontuzji, mogących pokrzyżować plany, wierzę, że awansujemy do czwórki, a potem zobaczymy...

Więcej o:

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 VERVA Warszawa 51 56:17 18 2
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 49 53:17 16 3
3 PGE Skra Bełchatów 46 50:19 15 4
4 Jastrzębski Węgiel 41 45:25 15 4
5 Trefl Gdańsk 28 38:36 9 10
6 GKS Katowice 28 42:43 9 10
7 MKS Ślepsk Suwałki 25 34:45 9 11
8 Cerrad Czarni Radom 25 35:41 8 11
9 Aluron Virtu CMC Zawiercie 21 27:42 7 12
10 Cuprum Lubin 21 30:48 7 14
11 Indykpol AZS Olsztyn 20 33:45 7 12
12 Asseco Resovia 20 29:45 6 13
13 MKS Będzin 19 29:45 7 12
14 BKS Visła Bydgoszcz 11 22:55 2 17

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały