Sport.pl

Konrad Piechocki przed sezonem PlusLigi: " PGE Skra gra o wszystko"

- Z mojego 18-letniego doświadczenia w klubie wynika, że dobra atmosfera w szatni jest niezbędna do osiągania sukcesów. Gdy szatnia żyła, były wyniki - mówi Konrad Piechocki, prezes PGE Skry Bełchatów
Jarosław Bińczyk: Czy to, co stało się z drużyną przed sezonem, można nazwać rewolucją?

Konrad Piechocki: Może nie rewolucją, ale dość radykalnym odmłodzeniem. Postanowiliśmy wrócić do korzeni i stworzyć zespół bardziej polski. Myślę, że to się udało. Jeśli mówimy o rewolucji, to na pewno taka była wśród przyjmujących. Jest trzech nowych, a nawet czterech, bo w ostatnich dwóch sezonach praktycznie nie mieliśmy do dyspozycji Michała Winiarskiego [był kontuzjowany - przyp. red.]. Wzięliśmy dwóch młodych Polaków: Artura Szalpuka i Bartosza Bednorza, a także Nikołaja Penczewa, doświadczonego już w polskiej lidze, choć wciąż młodego.

Czy zmiany są wymuszone problemami, jakie powstały w końcówce poprzedniego sezonu, czy też były już planowane?

- Może nie wymuszone, ale doszliśmy do wniosku, że poprzednia formuła drużyny już się wyczerpała. Już dwa sezony temu były problemy, a w poprzednim nastąpiło zmęczenie materiału. Dlatego zmiany były konieczne.

Czyli fatalna atmosfera w kadrze przyspieszyła decyzję o rewolucji w kadrze?

- Dokładnie tak.

Człowiek najlepiej uczy się na błędach. Czy budując obecną drużynę, braliście pod uwagę atmosferę w szatni? Czy pod tym kątem dobieraliście siatkarzy?

- Z mojego 18-letniego doświadczenia w klubie wynika, że dobra atmosfera w szatni jest niezbędna do osiągania sukcesów. Gdy szatnia żyła, były wyniki. Dziś wszyscy pracują bardzo podobnie, mają dostęp do tych samych materiałów, zatrudniają świetnych trenerów. Przewagę robi zjednoczona grupa. Nie wszyscy muszą się w niej kochać, ale bez dobrej atmosfery nie będzie sukcesu. Pamiętam, że na początku tworzenia potęgi Skry przede wszystkim zwracaliśmy uwagę na sportową jakość drużyny. Gdy doszliśmy do wysokiego poziomu sportowego, kluczowe było dobieranie zawodników pasujących charakterologicznie. Często zdarzało się, że rezygnowaliśmy z transferu, bo znaliśmy zawodnika i przewidywaliśmy, że może się u nas nie sprawdzić. Dziś, po ostatnich zmianach, uważam, że nie ma kto popsuć atmosfery w naszej grupie.

Wspomniał pan o bardziej polskim zespole... Czy to pomoże w stworzeniu kolektywu lepszego niż w poprzednich rozgrywkach?

- Wróciliśmy do korzeni. Przypominam, że kiedyś w podstawowej szóstce reprezentacji Polski, która zdobywała mistrzostwo Europy, było aż pięciu siatkarzy Skry. Teraz może być podobnie. Mamy bardzo doświadczonych Wlazłego i Winiarskiego, młodszego od nich Kłosa, a także młodych Szalpuka, Bednorza i Piechockiego. Także sztab trenerski w większości tworzą Polacy.

Dlaczego sięgnęliście akurat po Bednorza czy Szalpuka, siatkarzy występujących na tej samej pozycji?

- Obaj to młodzi chłopcy z ogromnym potencjałem. Obaj grają podobnie, ale Philippe Blain pokazał już w kadrze, gdzie przecież współpracował ze Stephanem Antigą, że mogą grać razem. Obaj wiedzą, że rywalizacja na pewno im nie zaszkodzi, a dzięki wyrównanej kadrze jakość wykonywanej pracy na treningach jest podobna do meczowej. Penczewa obserwowaliśmy od kilku lat i przekonaliśmy się, że ma duże umiejętności, ale i dobry charakter.

Obserwując sparingi, zwróciłem uwagę, że skład się zmienia, ale i tak różnicę robi jeden siatkarz: Mariusz Wlazły. Może już czas, by znaleźć alternatywę?

- Przyzwyczaiłem się do tego, że Mariusz zawsze jest najlepszy (śmiech ). A poważnie, to wszyscy interesujący się siatkówką wiedzą, jaką klasę prezentuje nasz kapitan. Zespół jest tak mocny, jak dobry jest zawodnik grający na tej specyficznej pozycji. Na Mariuszu od lat ciąży wielka odpowiedzialność, ale - jak widać po naszych wynikach - doskonale radzi sobie z presją. Jest kapitanem drużyny i w tej grupie ludzi jest liderem.

Nie zawsze tak było. W poprzednim sezonie nie wszyscy koledzy go wspierali.

- Niestety, to prawda, ale wszystko wróciło już do normy.

Straciliście Facundo Conte, jednego z najlepszych przyjmujących na świecie. Nie żal panu?

- To prawda, że na świecie mało jest zawodników tej klasy, ale jestem pewien, że uda się nam tę stratę zniwelować choćby poprzez lepszą atmosferę w zespole. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale wierzę w wielki potencjał naszych siatkarzy. Nie wydaje mi się, żebyśmy byli gorszą drużyną niż w poprzednim sezonie.

Co będzie siłą nowej PGE Skry?

- Myślę, że bardzo wyrównany skład, dzięki czemu rywalizacja będzie ogromna. Podczas ostatniego turnieju w Szczecinie można było przekonać się, jak wielkie postępy zrobił Marcin Janusz. Nasz młody rozgrywający nabiera pewności i zaczyna wykorzystywać swój duży potencjał. Jest zmiennikiem Nicolasa Uriarte, jednak pokazuje, że wcale nie musi być gorszy. Na środku mamy Srecko Lisinaca i Karola Kłosa, zaliczających się do piątki najlepszych na świecie. Uzupełnia ich Jurij Gladyr, który jest w stanie nam bardzo dużo pomóc. Zaś Mariusz Marcyniak zrobił w ubiegłym roku największy postęp w drużynie. O przyjmujących już mówiłem, a układ wśród libero pokazał, że doświadczony Milczarek rywalizuje, ale i świetnie się uzupełnia z młodym Kacprem Piechockim. Atakujący...

No właśnie, muszę przerwać. Czy sprzedaż Drażena Luburicia do Hiroszimy Thunders nie zaburzy harmonii w zespole?

- Troszeczkę na pewno, lecz z drugiej strony życie wielokrotnie pokazało, że trzeba wykorzystywać okazje. Wszyscy kibice znają przypadki zawodników, którzy zrezygnowali z jednej szansy, a drugiej nie dostali. Luburić będzie miał możliwość rozwoju sportowego, a PGE Skra sobie poradzi. Przy okazji jesteśmy też zadowoleni z tego, ile Japończycy nam zapłacą.

Kto przyjdzie zamiast Luburicia? Bartosz Kurek?

- Przepraszam, ale nie słyszałem pytania (śmiech ).

No dobrze, to kiedy poznamy następcę Serba?

- Przed niedzielnym meczem z Zaksą Kędzierzyn-Koźle wszystko powinno się wyjaśnić.

Zewsząd słyszę opinie o spadku zainteresowania siatkówką w Polsce. W PGE Skrze też jest to odczuwalne?

- Bełchatowski kibic jest już ukształtowany i nie obraża się na siatkówkę. Nie można jednak nie zauważyć spadku frekwencji na meczach, bo liczby nie kłamią. Niestety, to jest prawda. Z danych, jakie dostaliśmy na spotkaniu prezesów klubu po poprzednim sezonie, wynika, że frekwencja i oglądalność transmisji spadły. To proces trwający dłużej, dlatego trzeba szybko znaleźć przyczyny.

Może to wpływ niedawnych decyzji związku, który ustalił tak wysokie ceny biletów na mecze reprezentacji, że ludzi nie było na nie stać. I obrazili się na siatkówkę.

- Na pewno przyczyną mniejszego zainteresowanie nie są tylko wysokie ceny biletów na mecze reprezentacji Polski, choć na pewno miało to jakiś wpływ. Podobnie jak brak wyników reprezentacji w dwóch ostatnich sezonach, a po mistrzostwie świata ambicje zostały mocno rozbudzone. Według mnie w Polsce nie ma potencjału na 16 drużyn w PlusLidze, więc jej poziom się jeszcze bardziej spolaryzuje. Chociaż będę bronił przyjęcia zespołów z Katowic i Szczecina, bowiem to duże miasta i dużym potencjałem.

Sebastian Świderski, prezes Zaksy, uważa, że poziom ligi się wyrówna, ale będzie to równanie w dół.

- Zgadzam się.

Czy kryzys frekwencyjny ma wpływ na zainteresowanie sponsorów?

- My nie mamy z tym problemów, a wejście do ligi Katowice i Szczecin z pewnością posłuży popularyzacji siatkówki. Z drugiej strony na ich przykładzie widać, jak ciężko coś odbudować. W Szczecinie po 13 latach siatkówka wróciła na salony, a kompletu na trybunach nie było, choć przeciwnikiem podczas inauguracji był mistrz Polski. Skra ma oddanych i wiernych sponsorów. Jest nam bardzo miło, że niektórzy są z nami nawet od 15 lat, jak na przykład Centrum Elektryczne Ania czy Inkom. Ale głównym sponsorem jest oczywiście PGE, z którą podpisaliśmy trzyletnią umowę, gwarantującą nam stabilizację.

Ostatnie pytanie: o co w tym sezonie walczy PGE Skra?

- O wszystko. Potencjał naszej drużyny uprawnia nas do myślenia o odzyskaniu mistrzostwa Polski.

Rywale będą ci sami, czy Asseco Resovia i Zaksa Kędzierzyn-Koźle? A może ktoś inny włączy się do walki o medale?

- Nie chcę nikomu odbierać szans, ale innym drużynom trudno będzie włączyć się do walki o tytuł. Oczywiście będą niespodzianki, ale trzy czołowe zespoły mają największe szanse na medale.

Więcej o:

PlusLiga 2019/20

lp. Drużyna Pkt Sety Zw. Por.
1 PROJEKT Warszawa 14 15:4 5 0
2 ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 12 12:2 4 0
3 PGE Skra Bełchatów 12 14:7 4 1
4 Aluron Virtu CMC Zawiercie 12 15:11 4 2
5 Jastrzębski Węgiel 12 12:9 4 3
6 Indykpol AZS Olsztyn 10 13:8 4 1
7 Cerrad Czarni Radom 9 12:9 3 2
8 Trefl Gdańsk 8 10:6 3 1
9 Asseco Resovia 7 10:13 2 4
10 GKS Katowice 6 11:14 1 4
11 Cuprum Lubin 5 10:16 2 4
12 MKS Ślepsk Suwałki 3 5:10 1 3
13 BKS Visła Bydgoszcz 1 3:18 0 6
14 MKS Będzin 0 3:18 0 6

  • Półfinały
  • Ćwierćfinały