Courtney Thompson, czyli dziewczyna z "Boat Builders": - Yeaaah! Kocham was, laski! [REPORTAŻ]

Po chwili Hugh McCutcheon zwrócił się do mnie i powiedział "Court... Zabieramy cię do Londynu!". Zamarłam z szoku. Chciałam wrzeszczeć, płakać ze szczęścia, ale nie mogłam nic z siebie wydusić. Nie ogarniałam tego, co się działo - opowiada Courtney Thompson, rozgrywająca Budowlanych Łódź.
Piątek. Dzień przed ostatnim meczem w tym roku Budowlanych z Impelem Gwardią Wrocław. Atlas Arena. Na termometrze tylko 16 stopni Celsjusza. Trwa trening łódzkiej drużyny.

"Yeaaah! Jeeedziemy! Kocham was, laski!".

Następna udana akcja i to samo: "Super! To jest to, to jest to! Tak dalej, dziewczyny!".

W pustej 10-tysięcznej hali doskonale słychać każdy odgłos, nawet ciche podpowiedzi trenera, nie mówiąc o głośnych motywujących okrzykach. Ale dla jasności ich autorem nie jest Maciej Kosmol, szkoleniowiec łódzkiej drużyny. Kryje się za nimi dziewczyna, a raczej wulkan energii, który nie potrafi ot, tak przybić piątki. Niemal zawsze po dobrze wykonanej akcji lub zdobytym punkcie podbiega do koleżanek i dodaje swoje głośne: "Come on, girls!". - Ale to naturalne. Taka właśnie jestem. Siatkówka to mój żywioł. Pochłania mnie w stu procentach - mówi 28-letnia Thompson.

Urodziła się w Bellevue, na przedmieściach waszyngtońskiego Seattle. Z powodu swoich 170 cm wzrostu raczej nie powinna niczego szukać w siatkówce. A jednak...

Przedświąteczny trening powoli dobiega końca, a Thompson sprawia wrażenie, jakby właśnie kończyła mocniejszą rozgrzewkę i chciała więcej. W klubie Amerykanka uchodzi za tytana pracy. Szczególnie widać to na siłowni, na której wyrabia niemal 200 proc. normy. Najpierw wykonuje ćwiczenia rozpisane przez Kosmola, a później ćwiczy według ustaleń Kiraly'ego Karcha, obecnego selekcjonera USA.

Kiedy kończy się trening dla całego zespołu, Courtney wchodzi w jego drugi zakres i ćwiczy np. mięśnie brzucha, grzbietu. Tyle że w jej przypadku nie są to zwykłe brzuszki, takie przy drabince. Kładzie się na ławeczce i z piłką lekarską podnosi się na obie strony. - Jest w tym dobra. W treningi wkłada całe serce. To niesamowicie pozytywna osoba i dobry duch zespołu. Na pewno nie żałujemy tego transferu - mówi Marcin Chudzik, prezes Budowlanych.

Kosmol: - Courtney prezentuje to, czego od niej oczekiwaliśmy. Byliśmy i wciąż jesteśmy realistami. Wiedzieliśmy, że to, iż na swoim koncie ma wiele sukcesów i olimpijski medal, nie oznacza, że będziemy wygrywali w każdym meczu.

Szefowie łódzkiego klubu zakontraktowali Amerykankę, kiedy jeszcze nie było wiadomo, czy pojedzie na igrzyska. A Thompson to kolekcjonerka tytułów. Jeszcze w tym roku występowała w portorykańskim Lancheras de Catano, z którym zdobyła dla klubu pierwsze w historii mistrzostwo kraju. Za występ w finale została wybrana na MVP. Nic dziwnego, że tamtejszy dziennik "El Nuevodia" określił ją największą bohaterką tego sukcesu. Dziennikarze pisali o niej, że dzięki swojej charyzmie, przywództwie i ogromnym zaangażowaniu zaskarbiła sobie serca wielu fanów. W Budowlanych Thompson też jest ulubienicą kibiców. To sympatia z wzajemnością, bo Amerykanka prawie przy każdej okazji chwali doping łódzkich fanów.

W poprzednich latach reprezentowała austriacki SVS Post Schwchat (mistrzostwo) i szwajcarski Volley Koniz (mistrzostwo i superpuchar).

Pierwszy poważny sukces osiągnęła w 2005 r. Jako reprezentantka uczelni University of Washington, w której studiowała administrację biznesu, sięgnęła po akademicki złoty medal NCAA (organizacji rozgrywek uczelnianych w USA).

Dla Thompson wygranie ligi uniwersyteckiej to po zdobyciu medalu na igrzyskach największe osiągnięcie w dotychczasowej karierze. - Matki pozostałych zawodniczek pisały listy do klubu, w których wychwalały Courtney jako idealny wzór dla swoich córek. A ona na każdy odpisywała. Jest kochana - mówi o Thompson Keno Gandera, trener z University of Washington.

Chciałam wrzeszczeć, płakać

O miejsce w kadrze USA na olimpijskim turnieju walczyła z Alishą Glass, ówczesną gwiazdą mistrza Polski Atomu Trefla Sopot. Oczywiście rywalizacja toczyła się o miano drugiej rozgrywającej. Pozycja doświadczonej i utytułowanej Lindsay Berg była bowiem absolutnie niepodważalna. Decydującym sprawdzianem był prestiżowy turniej Grand Prix, w którym Thompson razem ze swoją reprezentacją stanęła na najwyższym stopniu podium. Właśnie dobry występ w tych rozgrywkach przesądził o tym, że pojechała na igrzyska.

- Nie ma mowy, żebym zapomniała dnia, w którym Hugh McCutcheon powiedział mi, że jadę do Londynu. Podobnie jak całego tegorocznego lata, które było dla mnie bardzo intensywne, magiczne. Nigdy wcześniej nie przeżywałam takich emocji - opowiada Thompson. - Wyobraź sobie, że nagle spełnia się to, o czym marzyłeś i do czego dążyłeś przez całe swoje życie. Wariujesz ze szczęścia. I ze mną tak właśnie było. Kiedy walczyłam o wyjazd na igrzyska, to wiedziałam, że stoję przed życiową szansą i muszę zrobić wszystko, co w swojej mocy, aby ją wykorzystać.

I dodaje: - Wróciliśmy z Grand Prix. Od McCutcheona dostałyśmy dwa dni wolnego. O Boże! To były najbardziej stresujące, przerażające, a zarazem ekscytujące dni w moim życiu. Byłam cała spięta. Czułam, że z tych nerwów już nie kontroluję siebie. Wierz mi, taka trzęsawka to nic miłego. Na wtorek mieliśmy zaplanowane indywidualne rozmowy z selekcjonerem. I w końcu nadszedł ten dzień. Nie zapomnę też podróży samochodem na spotkanie z trenerem. Ręce mi się pociły na kierownicy, pragnęłam to mieć już za sobą. Dotarłam na miejsce. Usiadłam przed coachem. Starałam się ukryć emocje. Po chwili Hugh zwrócił się do mnie i powiedział "Court... Zabieramy cię do Londynu!". Szok! Wypuściłam z rąk kluczyki. W jednej chwili chciałam wrzeszczeć, płakać ze szczęścia, ale nie potrafiłam nic z siebie wydusić. W głowie szalało tysiące myśli. Nie ogarniałam tego, co się działo. Wow, to było naprawdę cool!

Thompson podkreśla też, że mentalnie była również przygotowana na negatywną decyzję McCutcheona. W stan depresyjny na pewno by jednak nie popadła. - Byłabym zawiedziona, to jasne. Ale znam siebie i wiem, że kiedy obudziłabym się następnego dnia, byłabym dalej tą samą osobą. Tym bardziej że wiedziałam, iż wcześniej zrobiłam wszystko, co tylko mogłam. Dałam z siebie wszystko, żeby wystąpić na igrzyskach - mówi siatkarka Budowlanych.

Z wyjazdu Thompson do Londynu szczęśliwi byli też szefowie łódzkiego klubu. Okazało się, że Chudzik razem z Kosmolem wykonali transferowy strzał w dziesiątkę. Szanse na to, że do sezonu 2012/2013 Budowlani przystąpią z olimpijską medalistką były ogromne, bo Amerykanki były faworytkami w wyścigu do podium.

Szły jak burza. W grupie nie doznały żadnej porażki, rozbijając kolejno: Koreę Południową, Brazylię, Chiny, Serbię i Turcję. W ćwierćfinale gładko rozprawiły się z Dominikaną, w półfinale nie dały szans Korei Południowej i dopiero w decydującym pojedynku zatrzymały się na Brazylijkach, z którymi przegrały 1:3. - Pędziłyśmy po złoto, a na koniec musiałyśmy się zadowolić srebrem. Po porażce byłam zła, mocno zawiedziona, bo nienawidzę przegrywać. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że zdobyłam coś, o czym marzy tysiące zawodniczek na całym świecie, i muszę to doceniać. Ten medal to najcenniejsza nagroda, jaką mam, i mój prawdziwy skarb - opowiada Thompson. - Ale spokojnie, nie mam bzika na jego punkcie. Nie myśl sobie, że codziennie zakładam go na szyję i wpatruję się w niego godzinami w lustrze.

Baseball, Waleczne Serce i "Notting Hill"

Thompson mieszka w Łodzi od ponad trzech miesięcy. Zarzeka się, że czuje się tutaj doskonale. Twierdzi, że miasto się jej podoba. Lubi Piotrkowską, Manufakturę, a przede wszystkim łodzian. - Są bardzo mili, otwarci i przyjaźni. Uwielbiam was! Naprawdę, wcale nie ściemniam. Pod tym względem jesteście o wiele fajniejsi niż np. Szwajcarzy, których też poznałam - mówi siatkarka.

Thompson to typ dziewczyny, której nie da się nie lubić. Trudno więc na siłę posądzać ją o brak szczerości w tym, co mówi. Z drugiej jednak strony trochę trudno się przekonać do jej zapewnień o tym, jak świetnie czuje się w Łodzi. Tym bardziej wiedząc, że jeszcze w tym roku mieszkała w raju nad Atlantykiem, w portorykańskim Catano.

Po igrzyskach w Londynie w amerykańskim portalu piszącym o siatkówce z północno-zachodniego Pacyfiku "Volleyblog Seattle" podał informację, że Thompson podpisała kontrakt z klubem z centralnej Polski. W redakcji nazwa "Budowlani" musiała wywołać spore poruszenie albo o pomoc w przetłumaczeniu został poproszony tzw. wujek Google. Zamiast oryginalnej pisowni, czyli Budowlani, pojawiło się zdanie, że "Thompson związała się z klubem Boat Builders". - Miałam wiele innych ofert, ale ostatecznie wszystkie pozostałe odrzuciłam. Najbardziej chciałam spróbować sił w silnej lidze. Polska ekstraklasa do takich właśnie się zalicza. Wysokość kontraktu i pieniądze nie odgrywały dla mnie najważniejszej roli. Serio - mówi Thompson. - Nie boję się wyzwań. W Łodzi dobrze współpracuje mi się z całym zespołem i trenerem. Wierz mi, że nie mam na co narzekać. Poza tym Łódź naprawdę jest spoko. Jedyne, za czym - od czasu do czasu - tęsknie, to za rodzicami i górami - dodaje.

Mama Linda i tata Steve to jej najwierniejsi kibice. Podczas igrzysk w Londynie wspierali na żywo swoją córkę na każdym meczu. Wszyscy mieszkają w Kent. To szóste co do wielkości miasto w stanie Waszyngton. Courtney ma dwóch starszych braci: Craiga i Trevora. Ten drugi przez cztery lata był kapitanem drużyny baseballowej Akademii Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych (USA Naval Akademy).

Siatkówka dla Thompson to ogromna frajda, ale nie tylko o sporcie można z nią porozmawiać. Uwielbia podróżować, a w wolnych chwilach od konsoli woli gry planszowe. Lubi dobrą muzykę, a w szczególności U2. Z filmów do tej pory najbardziej przypadły jej do gustu: "Braveheart" i "Notting Hill".

- W siatkówkę na wysokim poziomie chcę pograć jeszcze przynajmniej przez cztery lata, czyli do najbliższych igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Będę miała wtedy 31 lat. Marzę o występie w Brazylii - mówi Thompson. - Oczywiście najbardziej skupiam się na rzeczywistości, na jak najlepszej grze dla Budowlanych, ale nie ma dnia, żebym nie pomyślała o występie w Rio. Wiem, że każdy trening, każdy dobry mecz przybliża mnie do tego celu. W Londynie nabrałam ogromnego apetytu na jeszcze większy sukces i wiem, że jestem w stanie o niego powalczyć.