Ostre słowa Macieja Kosmola, trenera Budowlanych, po porażce w Pucharze Polski: - Pierwsza liga nie chciałaby tak grających siatkarek

Jeżeli dla kogoś występ w Pucharze Polski z pierwszoligową drużyną jest karą, to ja tego nie przyjmuję do wiadomości - mówi Maciej Kosmol, trener Budowlanych Łódź, po porażce 0:3 z pierwszoligowym Eliteski Kraków.
Rozmowa z Maciejem Kosmolem, trenerem Budowlanych Łódź

Damian Bąbol: Jak pan skomentuje to, co się wydarzyło w Krakowie?

Maciej Kosmol: Szansę gry otrzymały zawodniczki, które do tej pory miały mniej okazji, żeby się wykazać. Niestety, w ogóle jej nie wykorzystały.

Kiedy drużyna przegrała pierwszego seta do 14, nie myślał pan, żeby wprowadzić podstawowe siatkarki. Wtedy może udałoby się uniknąć tej kompromitacji...

- Oczywiście, że o tym pomyślałem, ale trzymałem się wcześniej ustalonego planu, że w Krakowie mają zagrać dotychczasowe zmienniczki. Chodziło o to, aby nieco odciążyć siatkarki, które ostatnio grały regularnie w lidze. Co mogę jeszcze powiedzieć? Dziewczyny, które wystąpiły w Krakowie, udowodniły, że jak na razie nie zasługują na grę w podstawowej szóstce. Naprawdę po tym, co pokazały w ostatnim meczu, nie wiem, czy jakaś drużyna z pierwszej ligi chciałaby je mieć u siebie w składzie. Jeżeli dla kogoś występ w Pucharze Polski z pierwszoligową drużyną jest karą, to ja tego nie przyjmuję do wiadomości. W każdym spotkaniu trzeba grać jak najlepiej się potrafi. W środę niektóre zawodniczki mogły udowodnić swoją wartość, ale zawiodły. Jedyną wyróżniającą się zawodniczką z grona tych, które ostatnio mniej występowały, była Paola Ampudia.

Celowo nie starał się pan na siłę wygrać tego meczu, wprowadzając na boisko czołowe zawodniczki?

- Tak. Poza tym uprzedzałem zespół, że w Krakowie będzie ciężko. Inna hala, inne piłki i zmotywowany przeciwnik. Tłumaczyłem, że pełna koncentracja będzie niezwykle ważna. Niestety, rady nie poskutkowały. Inna sprawa, że rywalki nie miały nic do stracenia i wszystko im wychodziło.

Sytuacja przed niedzielnym rewanżem jest fatalna. Musicie wygrać 3:0 i zdobyć 17 punktów więcej niż przeciwnik.

- W tej chwili nawet nie myślę o tym, czy awansujemy, czy nie. Najważniejsze jest dla mnie to, żebyśmy w niedzielę znowu tworzyli drużynę. Po prostu nie przystoi nam przegrywać w takim stylu. Nie mogę takiej postawy tolerować. Czeka nas poważna rozmowa, podczas której padnie pewnie wiele mocnych słów. Porażki w Krakowie nie można przemilczeć. Mam jednak nadzieję, że efekt będzie pozytywny.

Więcej o: