Marcin Chudzik, prezes Budowlanych Łódź: Zderzamy się z coraz bogatszymi klubami Orlen Ligi [WYWIAD]

Mamy w Łodzi duże firmy jak: Indesit, Bosch Siemens, Dalkia czy Rossmann, ale niestety nie angażują się w sport. I to jest problem tego miasta - mówi prezes Budowlanych Łódź.
Rozmowa z Marcinem Chudzikiem, prezesem Budowlanych Łódź

Damian Bąbol: Po raz drugi z rzędu siatkarki Budowlanych zakończyły sezon na miejscach 7-8. To porażka?

Marcin Chudzik: Zrobiliśmy krok do przodu. Co prawda zajęliśmy tylko jedną pozycję wyżej [w ubiegłym roku łodzianki były ósme - przyp. red.] niż w poprzednim sezonie, ale runda rewanżowa pokazała, że potrafimy grać na wysokim poziomie. Do rozgrywek play-off przystąpiliśmy z szóstej pozycji. W drugiej części zasadniczej, poza wyjazdowymi porażkami z MKS Dąbrowa Górnicza i Muszynianką, ze wszystkimi wygraliśmy. W rundzie finałowej zabrakło nam trochę szczęścia. Od razu trafiliśmy na bardzo mocny Impel Wrocław. Jeśli najpierw zmierzylibyśmy się z PTPS Piła albo Pałacem Bydgoszcz, to pewnie gralibyśmy o piąte miejsce.

Sponsorzy i kibice pewnie czują się rozczarowani, ale może te oczekiwania przed sezonem były zbyt wygórowane?

- Jeśli spojrzymy na tabelę, to nasze siódme miejscu odzwierciedla naszą sytuację finansową. Do sportu staram się podchodzić bardzo matematycznie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że pieniądze na boisku nie grają, ale nie ma sensu się oszukiwać. Na ogół jest tak, że te najbogatsze zespoły spotykają się w finałach rozgrywek. Bez odpowiedniego budżetu i składu trudno jest walczyć. Jeśli nie uda nam się pozyskać dodatkowych funduszy, a budżet będzie oscylował w granicach 2-2,5 mln zł, to drużynę wzmocnimy młodymi zawodniczkami. Tyle tylko, że kibice muszą sobie wtedy zdawać sprawę, że czeka nas trudna walka o utrzymanie.

Jest szansa, że budżet na przyszły sezon będzie większy niż w tym roku?

- Gdyby udało się go dopiąć do około 4 mln zł, to myślę, że przy mądrej budowie zespołu, a nie szastaniu pieniędzmi, będziemy w stanie powalczyć nawet o pierwszą czwórkę.

Będzie ciężko. Do Orlen Ligi właśnie awansował kolejny finansowy potentat, czyli Chemik Police.

- Cztery lata temu wróciliśmy do ekstraklasy tylko dzięki wsparciu prywatnych sponsorów. Nie dostawaliśmy jeszcze żadnych dotacji z miasta. Pierwsze pieniądze otrzymaliśmy dopiero po awansie. Z roku na rok w Orlen Lidze zderzamy się z coraz bogatszymi klubami. W przyszłym sezonie beniaminek z Polic będzie multimilionerem. Jego budżet wyniesie około 12 mln, czyli więcej ile... ma cały łódzki sport. Wciąż krezusem będzie Atom Trefl Sopot, którego sponsorem jest PGE [około 10 mln - przyp. red.]. Budżety Muszynianki, MKS, Aluprofu i Impelu wynoszą od 6 do 8 mln. Trudno z nimi rywalizować.

Skąd się bierze taka finansowa przepaść między Budowlanymi, a klubami, które pan wymienił?

- Wszystkie te drużyny otrzymują pomoc dwutorowo. Najwięcej płacą sponsorzy tytularni, w tym często spółki skarbu państwa. Do tego dochodzi pomoc z miast. Dąbrowa Górnicza przekazuje na klub 2,5 mln zł, Wrocław 2 mln. Oczywiście my się cieszymy, że Łódź, jako nasz największy sponsor, też nas wspiera. Dzięki temu siatkówka w ogóle istnieje. Ale musimy sobie zdawać sprawę, że jeśli chcemy zrobić krok do przodu, znowu zapełnić Atlas Arenę i powalczyć o powrót do europejskich pucharów, to przy obecnych środkach nie damy rady.

Przydałaby się jeszcze trochę mniejsza hala. Puste miejsca w Atlas Arenie nie wyglądają zbyt dobrze.

- Nie jest aż tak źle. W tym sezonie mieliśmy największą frekwencję w lidze, wynoszącą ponad 3 tys. osób. Ale w tak dużym obiekcie jak obiekt przy al. Bandurskiego, to po prostu ginie. W Łodzi brakuje hal na 3-4 tys. kibiców. Był taki projekt, aby powstała przy Atlas Arenie, ale po upadku firmy Budus nic z tego nie wyszło. Na szczęście jeszcze nie wszystko stracone. Za mniejsze pieniądze, bo za około 25 mln zł, można wyremontować starą halę przy ul. Skorupki. To byłby idealny obiekt dla ligowej siatkówki.

ŁKS właśnie upadł, Widzew przeżywa ciężki okres, a w Budowlanych też się nie przelewa. Nie ma pan chwili zwątpienia i myśli, żeby dać sobie spokój i zająć się czymś innym?

- Wiele osób mi mówi: "Daj spokój z tą siatkówką, zajmij się biznesem i zacznij zarabiać pieniądze, a nie tylko dokładasz do tego sportu". Uważam, że jak już coś się zrobiło w Łodzi, to szkoda to stracić. Poza tym do 2009 r. czekaliśmy kilkanaście lat, żeby odbudować siatkówkę w tym mieście i nagle mamy zawijać interes? Trzeba usiąść do okrągłego stołu wspólnie z władzami miasta, firmami i zastanowić się nad przyszłością łódzkiego sportu. Mamy przecież duże przedsiębiorstwa jak: Indesit, Bosch Siemens, Dalkia czy Rossmann, które niestety nie angażują się w sport. To jest problem miasta.

Więcej o: