Siatkarki Beef Master Budowlanych rozpoczynają sezon. Są po wielkich zmianach

Drużyna Beef Master Budowlanych zaczyna piąty sezon w kobiecej ekstraklasie. Choć nie należy do faworytów, z pewnością stać ją na sprawienie niejednej niespodzianki.
Poprzednie rozgrywki łódzkie siatkarki skończyły na siódmym miejscu. Patrząc na potencjał tamtego zespołu, to był chyba szczyt możliwości. Nic dziwnego, że latem w klubie doszło do prawdziwej rewolucji. W kadrze zostały tylko cztery zawodniczki, nowy jest trener i główny sponsor, firma Beef Master.

Budowlanych poprowadzi Adam Grabowski, aktualny mistrz Polski z Atomem Treflem Sopot. Jego poprzednik Maciej Kosmol przeniósł się do Legionovii. W zespole zostały cztery siatkarki: libero Agata Durajczyk, środkowe Aleksandra Sikorska i Sylwia Pycia oraz przyjmująca Dorota Ściurka. - To taki trend w naszej siatkówce - mówi o radykalnych zmianach łódzki szkoleniowiec. - Na pewno to nie jest nic dobrego - uważa Grabowski.

Ale akurat Budowlanym powinno to wyjść na dobre. Mimo budżetu niższego od większości rywali, udało się pozyskać kilka wartościowych zawodniczek. Najbardziej znana jest dwukrotna mistrzyni Europy Magdalena Śliwa, która poprzednie rozgrywki Orlen Ligi zakończyła na drugim miejscu z MKS-em Dąbrowa Górnicza. Jej koleżanką klubową była przyjmująca Natalia Nuszel. Lepsze od niej były Anita Kwiatkowska i Noris Cabrera, które wiosną cieszyły się ze złotych medali. Ukraińska środkowa Olga Trach grała ostatnio w lidze greckiej, zaś rozgrywająca Ewa Cabajewska w AZS-ie Białystok. Kandydatką na świetną siatkarkę jest 18-letnia przyjmująca Martyna Grajber. Ostatnim nabytkiem jest Kanadyjka Tabi Love, najwyższa skrzydłowa w lidze. 22-letnia siatkarka ma 196 cm wzrostu i może grać zarówno jako atakująca, jak i przyjmująca.

Kadra Budowlanych jest niezła, ale do czołowych, a przede wszystkim bogatszych, zespołów Orlen Ligi trochę jej brakuje. Choć pieniądze na boisku nie grają, to z ponadtrzykrotnie wyższym budżetem można zdziałać więcej. Podobno Chemik Police skusił Małgorzatę Glinkę sumą znacznie wyższą niż milion złotych za sezon. To więcej niż połowa tego, co razem zarabiają łódzkie zawodniczki. Nic dziwnego, że beniaminek jest głównym kandydatem do mistrzostwa.

Łodzianki zaczynają rozgrywki wyjazdowym spotkaniem z Aluprofem Bielsko-Biała (w piątek o godz. 18, transmisja w Polsacie Sport). Ostatni raz obie drużyny spotkały się z ćwierćfinale poprzedniego sezonu. Zdecydowanie lepsze okazały się wtedy bielszczanki, w trzech spotkaniach, tracąc tylko dwa sety. Jednak później straciły m.in. rozgrywającą Joannę Wołosz. Zastąpiła ją była podopieczna trenera Grabowskiego Dorota Wilk. - O rozgrywających z Bielska [drugą jest Marta Szymańska - przyp. red.] wiem chyba więcej niż o swoich - śmieje się szkoleniowiec. Jego zdaniem BKS Aluprof to mimo zmian silny przeciwnik, a kluczem do osiągnięcia dobrego wyniku będzie zatrzymanie czeskiej atakującej Heleny Horki. Przeciwko Budowlanym zagra też aktualna wicemistrzyni Europy Niemka Heike Beier.

- Nie wiem, czy nasza drużyna jest silniejsza od poprzedniej. To się dopiero okaże w lidze, bo dotychczas graliśmy tylko w turniejach - mówi szkoleniowiec. - Oczywiście Olga Trach czy Tabi Love mogłyby dołączyć do nas wcześniej.

Za tydzień Budowlani zagrają w Łodzi z Impelem Wrocław.