Sport.pl

Budowlane przegrały z Muszynianką. Smutne święta łódzkich kibiców

Siatkarki Budowlanych po raz kolejny przegrały mecz, w którym prezentowały się naprawdę dobrze.
SIATKÓWKA. Niedziela była znakomitym dniem, by nareszcie odnieść zwycięstwo. Po pierwsze, od kilku meczów w grze łodzianek widać było poprawę, a o tym, że przegrywają, decydowały niuanse. Po drugie, siatkarki Budowlanych zapewne od dawna myślą o prezentach świątecznych, a trzy punkty byłyby najlepszym upominkiem, jakim mogłyby obdarować i siebie, i kibiców.

Rywal, którym w niedzielę w Atlas Arenie była Muszynianka, to rewelacja tego sezonu. Nikt nie spodziewał się, że podopieczne Bogdana Serwińskiego pierwszą rundę fazy zasadniczej zakończą jako wiceliderki. Przed sezonem prędzej można było się na drugim miejscu Orlen Ligi spodziewać siatkarek Budowlanych. One zajęły jednak dopiero siódmą pozycję.

Łodzianki w meczu z Muszyną znów pokazały, że drzemie w nich ogromny potencjał. W pierwszym secie Budowlane grały idealnie. Świetnie przyjmowały piłkę (aż 71 proc. dobrego odbioru), a do tego znakomicie grały w ataku z pierwszej piłki, a tego im ostatnio brakowało. Pomagała im też dobra zagrywka, a najwięcej punktów Budowlane zdobyły przy serwisach Sanii Popović, Sylwii Pyci i Magdaleny Śliwy. Rozgrywająca łodzianek w drugiej części seta, podobnie jak w poprzednich meczach, nie ustrzegła się jednak błędów. Ale i tak gospodynie wygrały w imponującym stylu 25:15.

Drugą partię Budowlane zaczęły słabiej. Brakowało asekuracji, a Muszyna z akcji na akcję lepiej czytała grę łodzianek. Trener Błażej Krzyształowicz zdecydował się znów wstawić na boisko drugą rozgrywającą Emilię Kajzer, by nieco zmienić styl gry. Skorzystały na tym Popović, która wyraźnie lepiej atakuje przy wyższych piłkach, oraz znakomicie spisująca się w ofensywie Sieczka. Co ważne, Budowlane cały czas trzymały solidne przyjęcie. W końcówce błysnęła Kajzer, która nie dość, że powalczyła z rywalkami na siatce, to dobrze zagrywała. Efekt? 2:0 dla Budowlanych.

W trzecim secie łodzianki niestety zgubiły rytm w przyjęciu. Sytuację ratować miały Martyna Grajber i Dorota Ściurka, jednak wówczas ucierpiała siła ataku Budowlanych. Przewaga Muszyny była tak duża, że mimo ambitnej postawy w końcówce siatkarki czekał czwarty set, a kibice zaczęli się denerwować.

Po pierwszych akcjach kolejnej partii Budowlane trochę uspokoiły fanów, bo widać było, że gra sprawia im ogromną frajdę. Wydawało się, że siatkówką będą się tak bawić do końca meczu. Nic bardziej mylnego. Po idealnym przyjęciu nie pozostało w zasadzie nic, a atakujące Budowlanych mogły zapomnieć o dobrej wystawie. No, ale przecież mecz łodzianek nie może odbyć się bez tie-breaku...

Paradoksalnie Budowlane przegrały spotkanie przez... element, który wcześniej był ich najsilniejszą stroną. W łódzkiej drużynie kompletnie siadło przyjęcie, co wykorzystały siatkarki z południa Polski, które grały konsekwentnie i pokonały gospodynie.

Trudno już zliczyć mecze, które Budowlane przegrywają, choć wcale nie powinny. - Świąt sobie raczej nie zepsułyśmy. Już nie róbmy takiej tragedii - powiedziała po meczu Martyna Grajber, przyjmująca Budowlanych. - Krąży nad nami jakieś fatum, ale miejmy na uwadze to, że zdobyłyśmy dwa punkty z wiceliderem. Postaramy się przełamać w kolejnym meczu.



Więcej o: