Sport.pl

- Być może zabrakło nam wiary - Sylwia Pycia z Budowlanych Łódź opowiada o turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich

Reprezentacja Polski nie zdołała zakwalifikować się do Igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Sylwia Pycia z Budowlanych Łódź tłumaczy dlaczego.
ROZMOWA Z

SYLWIĄ PYCIĄ,

kapitan Budowlanych Łódź

Jarosław Bińczyk: Rozmowę muszę zacząć od pytania o zdrowie: Jak noga skręcona w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk?

Sylwia Pycia: Już dobrze. Na szczęście nie było to nic poważnego, kostka jest w porządku, szybko dochodzę do zdrowia.

Zagra pani w niedzielę przeciwko Aluprofowi Bielsko-Biała?

- Nie wiem, czy aż tak szybko się wyleczę (śmiech ). Jest dobrze, ale chyba nie aż tak... Zobaczymy, jak to będzie się rozwijało, bo do niedzieli zostało jeszcze parę dni.

Podobno doznała pani urazu w dziwnych okolicznościach, bo tuż przed końcem spotkania z Włochami?

- To był przypadek, bo weszłam na boisko i na sucho skoczyłam sobie do bloku. Podwinęła mi się noga i skręciłam kostkę. Okoliczności były dziwne, śmieszne i nietypowe, ale niestety, stało się.

W podobnych okolicznościach staw skokowy skręciła kiedyś Anita Włodarczyk podczas mistrzostw świata w Berlinie.

- Ciężko to wytłumaczyć, naprawdę... Byłam zimna, zmęczona. Wcześniej nie miałam z nią poważniejszego problemu, choć - jak to w siatkówce - kostki dość często się podkręcało.

Czego zabrakło, by awansować, albo chociaż nie stracić szansy na wyjazd na igrzyska olimpijskie?

- Kilku punktów i wygranych meczów. Być może zabrakło nam wiary do końca, być może pewności siebie na boisku. Na pewno nie brakowało nam umiejętności. Przyczyna tkwi raczej w mentalności. Kilka dni później oglądałam chłopaków, którzy przegrywając i będąc na teoretycznie straconej pozycji, nie poddali się, potrafili się podnieść i wygrali. My nie miałyśmy takie przeświadczenia, że jesteśmy w stanie zrobić podobnie, odbić się od dna, przezwyciężyć kryzysu. Brakowało nam pewności siebie.

Kilka lat temu siatkarze też przegrywali mecze, których nie powinni, bo wysoko prowadzili. Wszystko zmieniło się po kilku sukcesach.

- Na pewno nie ma skąd brać poczucia pewności, że jesteśmy mocne i żaden rywal nie jest nam straszny. Poczucie siły wynika z wcześniejszych zwycięstw i sukcesów. A gdy przeważają niepowodzenia, cały czas jest pod górkę, to ciężko o pewność siebie.

W Polsce podniosły się głosy, że w spotkaniu z Rosja nie wierzyłyście w wygraną, dlatego mimo prowadzenia 2:0 przegrałyście 2:3.

- Najbardziej szkoda tego meczu. Nie chcę oceniać Rosjanek, ale na boisku czułyśmy, że to przez naszą postawę nie były w stanie grać dobrze. I tego będę się trzymać. Niestety, później odpuściłyśmy i w porażce jest dużo naszej winy. Taktyka, którą stosowałyśmy w dwóch pierwszych setach, później przestała istnieć, zaczęłyśmy grać inaczej. Rosjanki grają bardzo prostą siatkówkę, są przewidywalne taktycznie, ale w swojej prostocie są niesamowicie skuteczne. Przeciwko nam wzmocniły zagrywkę, a w naszych głowach coś pękło i przegraliśmy dwie końcówki: trzeciego seta i tie-breaka.

To już koniec obecnej reprezentacji?

- Hmmm... W takim składzie, jaki był w Turcji, na pewno. Przez dwa lata nie ma większej imprezy, więc w naszej siatkówce wiele się może zmienić. Mam nadzieję, że pojawią się nowe twarze, ale wiele dziewczyn już w tej reprezentacji nie zobaczymy. Aczkolwiek mam nadzieję, że wiele zostanie i będą podporą nowej drużyny.

Selekcjonerowi zarzucano, że nie dał szansy młodym, źle wybrał kadrę.

- Trener Nawrocki postawił w Turcji na dość leciwy zespół, ale mam wrażenie, że wszystkie dostały szansę. Kilka dziewczyn zrezygnowało z gry z własnej woli. Najłatwiej jest krytykować, a recepty na lepszą grę nie widać.

A pani? Wróciła pani do kadry po ośmiu latach i to od pani trener zaczynał wystawianie składu.

- Oddałam swój ostatni skok do bloku zakończony fantastycznym lądowaniem (śmiech ). To, co przytrafiło mi się z reprezentacją w ubiegłym roku, było czymś zupełnie niespodziewanym. Było super, ale bądźmy realistami, nasz czas chyba już mija.

Kiedy z reprezentacji dochodziły głosy o nie najlepszej atmosferze. Trener Jacek Nawrocki twierdzi, że było wspaniale.

- Z mojej perspektywy mogę tylko przytaknąć trenerowi. Inna sprawa, że miałam wokół siebie moje dobre koleżanki, z którymi znamy się od wielu, wielu lat. Dzięki temu czułam się w tej grupie bardzo dobrze. Zwłaszcza podczas kwalifikacji, kiedy dołączyła do nas Ola Jagieło, Gabrysia Polańska, z którą na co dzień gram w Łodzi.

Przejdźmy do Budowlanych: czy stać was na medal?

- Po pierwszej rundzie wszystkim bardzo zaostrzył się apetyt (śmiech ). Nie lubię takich deklaracji... Mamy trochę problemów zdrowotnych, bo do gry nie wróciła jeszcze Daiana Muresan, ja mam kontuzję, a kostkę skręciła jeszcze jednak kolejna dziewczyna [Aleksandra Gromadowska - przyp. red.]. Przed nami cała runda.

Więcej spotkań rozegranie w niej u siebie.

- Tak, ale mam nadzieję, że będą nam lepiej grzać na sali, bo jak przyjdą mrozy, to jest bardzo zimno. Atlas Arena jest naszym olbrzymim atutem. Na kadrze rozmawiałam z dziewczynami i przyznały, że źle się w niej gra. Trudno się przyjmuje zagrywkę i rozgrywa. To jakaś nasza przewaga. Trzeba starać się wygrywać każdy kolejny mecz, ważne, by nie stracić punktów z drużynami z dołu tabeli.

Więcej o:
Komentarze (1)
- Być może zabrakło nam wiary - Sylwia Pycia z Budowlanych Łódź opowiada o turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich
Zaloguj się
  • amuzc

    Oceniono 1 raz -1

    " a w naszych głowach coś pękło...".
    Ciekawi mnie jak swoje porażki tłumaczą reprezentanci innych państw.
    Bo u nas, zarówno jeśli chodzi o żeńską jak i męską siatkówkę, zawsze tłumaczy się porażkę tzw "głową', mentalnością itd. Nigdy brakiem umiejętności, słabym wyszkoleniem, złym przygotowaniem czy chociażby złą taktyką.
    Zawsze i na wszystkie bolączki siatkówki dobra jest "głowa".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX