Marcin Chudzik, prezes Budowlanych: "Chcemy pokazać się w Europie"

- Piąte miejsce jest dobrym wynikiem, ale pozostał pewien niedosyt - tak podsumowuje sezon w siatkarskej Orlen Lidze Marcin Chudzik, prezes Budowlanych Łódź.
Jarosław Bińczyk: Drużyna skończyła sezon na piątej pozycji. Czy to dobry wynik, czy też przed sezonem miał pan większe ambicje?

Marcin Chudzik: Generalnie to dobry wynik, zwłaszcza gdy porównamy budżety drużyn, które były za nami. Zwłaszcza Muszyniankę, finansowo znacznie silniejszą od Budowlanych. Także BKS Bielsko-Biała miał spore aspiracje. Ale niedosyt jest, ponieważ mecze z czwartym w Orlen Lidze MKS Dąbrowa Górnicza pokazały, że wcale nie byliśmy gorsi. Przypominam, że w końcówce sezonu wygraliśmy z nim 3:1 w lidze i 3:0 w Pucharze Polski. Gdyby obowiązywały stare zasady, a więc mecze play-off między czwartym i piątym zespołem, to my awansowalibyśmy do najlepszej czwórki.

Czego zabrakło do wyprzedzenia MKS w fazie zasadniczej?

- W dużej mierze zaważyła na tym kontuzja Daiany Muresan, która nie mogła grać przez pół sezonu. Jej brak osłabiał zespół. Jest jednak i pozytyw tej sytuacji, bowiem dzięki pechowi Rumunki wypromowała się Julka Twardowska. A to wielki plus dla polskiej siatkówki, bo to młoda i zdolna zawodniczka. Jednak z jedną atakującą gra się trudniej, trenerzy nie mają możliwości manewru. Zespół był osłabiony. A przecież Muresan doznała kontuzji właśnie w meczu w Dąbrowie Górniczej. Z nią prowadziliśmy 1:0, a kiedy zeszła, przegraliśmy 2:3.

Z pana słów wynika, że trzy czołowe kluby - Chemik Police, Atom Trefl Sopot i Impel Wrocław - były poza zasięgiem.

- Poza zasięgiem były Police, z ogromnym budżetem przekraczającym 20 milionów złotych. Ta drużyna musiała wygrać wszystko i wygrała. Ale nasze mecze z Wrocławiem czy Sopotem, przegrane po 2:3, były zacięte i pokazały, że byliśmy w stanie nawiązać z nimi walkę. Na razie tylko w pojedynczych meczach, jednak byliśmy blisko.

W tym bardzo dobrym sezonie dla Budowlanych zabrakło mi takiego spektakularnego sukcesu, jakim byłoby pokonanie kogoś z wielkiej trójki.

- Zgadza się, bo nie udało nam się pokonać ani Chemika, ani Atomu, ani Impelu. Byliśmy blisko w dwóch spotkaniach, o których mówiłem wcześniej, czy w półfinale Pucharu Polski, przegranym z Policami 1:3, a przecież niewiele zabrakło nam do doprowadzenia do tie-breaka.

Pierwszy sezon Budowlanych w ekstraklasie zakończyliście z Pucharem Polski i czwartym miejscem w tabeli. Ostatni można porównywać z tamtym?

- Ciężko porównywać zawodniczki, które grały kiedyś i teraz, bo czasy były inne. Pamiętajmy jednak, że wtedy nie było takiej potęgi, jak teraz jest Chemik Police, tak wyraźnie przewyższającej rywali wielkością budżetu. Wtedy mistrzostwa zdobywały Muszyna czy Bielsko, tylko trochę bogatsze od nas. Nie było aż tak wielkiej przepaści. Ciężko o sportową rywalizację na równym poziomie.

Czego Budowlanym brakuje, by dołączyć do ścisłej czołówki i nawiązać do najlepszych tradycji łódzkiej siatkówki?

- Najprościej powiedzieć, że bogatego sponsora i sprowadzenia trzech bardzo dobrych zawodniczek. Uważam jednak, że potrzeba nam trochę więcej czasu. Jeśli uda nam się utrzymać osiem czy dziewięć siatkarek, to nasz zespół w przyszłym sezonie powinien być jeszcze silniejszy. Nie wiem, czy już wystarczy na Wrocław i Sopot, ale z pewnością będziemy silniejsi.

Tym bardziej, że Impel Wrocław ma być słabszy niż w tym sezonie...

- Tego nie wiem, trzeba by zapytać wrocławskiego prezesa. Uważam, że wzmocnimy się na pozycji atakującej, bo rozmawiamy z zawodniczką solidną i stabilną w grze.

Czyli transfer Daiany Muresan nie był trafiony?

- Kiedy grała, byliśmy z niej bardzo zadowoleni, bowiem spisywała się bardzo dobrze. Trudno jednak być zadowolonym z transferu kogoś, kto nie zagrał w 60 procentach meczów. Muresan jest naprawdę bardzo dobrą siatkarką, która na boisku spisywała się lepiej niż jej poprzedniczka Sanja Popović.

Marzenie o powrocie do europejskich pucharów spełniło się. Ale nie zapominajmy, że to dodatkowe wydatki. Stać Budowlanych na nie?

- Usiądziemy do rozmów z władzami Łodzi i województwa, naszymi sponsorami i mam nadzieję, że znajdziemy pieniądze. Nie wyobrażam sobie, byśmy teraz mieli się wycofać. Nie możemy tego zrobić naszym kibicom, którzy zasługują, by zobaczyć Budowlanych w pucharach. Pamiętam, że w Lidze Mistrzów na spotkanie z Villa Cortese przyszło do Atlas Areny ponad sześć tysięcy ludzi. Puchar CEV jest słabiej obsadzony niż Liga Mistrzów, więc jest okazja zajść daleko.

Uważa pan, że sportowo dacie radę?

- Jeśli wzmocnimy się dobrą atakującą, gwarantuję, że postawimy się każdemu. Czołowe polskie zespoły, do których zaliczają się Budowlani, nie odstają od europejskiej czołówki. Nie mówię o awansie do finału, ale pierwsze fazy rozgrywek powinniśmy przejść bez kłopotów.

Mówił pan o kibicach... Jest pan zadowolony z frekwencji?

- Niestety, rzadko mogliśmy grać w piątek czy sobotę, a to są najlepsze dni dla kibiców. Ale w Atlas Arenie w weekendy odbywają się koncerty czy targi, więc zostawały nam poniedziałki. Różnica we frekwencji wynosiła od 30 do 50 proc. Poza tym spotkania z silnymi rywalami też lepiej przyciągają kibiców. Przy całym szacunku do naszych rywali, ale mecze z 11. czy 12. zespołem w tabeli nie są magnesem.

Jeśli już jesteśmy przy Atlas Arenie, to mieliście duże problemy z treningami. Czy przed kolejnym sezonem myśli pan o tym?

- Przed meczami wyjazdowymi kilka razy trenowaliśmy w Bełchatowie, bo w Łodzi nie było gdzie. To pokazuje, jak konieczne jest zbudowanie w Łodzi małej hali. Mam nadzieję, że ona powstanie. Wcześniej jednak jakieś rozwiązanie trzeba znaleźć, bo z tego, co słyszę, może być jeszcze gorzej niż w tym roku. Rozmawiamy z prezesem Maciaszczykiem [prezses MAKiS, operatora Atlas Areny - przyp. red.] i mamy nadzieję, że potraktuje Budowlanych priorytetowo, bo przecież jesteśmy jedynym łódzkim zespołem, który zagra w europejskich pucharach. Czekamy też na otwarcie Centrum Sportu Politechniki Łódzkiej, bo tam też będzie hala nadająca do treningów siatkarskich.

Mówi się wiele o powiększeniu Orlen Ligi, a o grę w niej stara się ŁKS Commercecon. To jeszcze bardziej skomplikuje sytuację w Łodzi.

- Decyzja o powiększeniu jeszcze nie zapadła, jednak większość prezesów klubów jest temu przeciwna. U nas brakuje zawodniczek, bo w szkoleniu od kilku lat jest kryzys i młodzież nie napływa do ligi. Jeśli dołożymy dwa kluby, to potrzeba przynajmniej 24 siatkarek. Tylu nie mamy, bo w zespołach, które są w dole tabeli, już teraz ich brakowało. Powiększenie jeszcze obniży poziom sportowy Orlen Ligi.

Skoro przeszliśmy na sprawy personalne, to zapytam o zmiany w Budowlanych. W którą stronę pójdziecie: w odmłodzenie czy też sięgnięcie po siatkarki o znanych nazwiskach?

- W jedną i drugą. Zostają z nami cztery najzdolniejsze młode zawodniczki: Grajber, Twardowska, Tobiasz i Gromadowska dojdą też kolejne. Wzmocnią nas też dwie siatkarki o głośnych nazwiskach, mam nadzieję, że do połowy maja będę mógł powiedzieć, o kogo chodzi.

Czy Heike Beier i Pavla Vincourova zostaną w Łodzi?

- Pavla na pewno, a z Heike trwają rozmowy, bo ma oferty z kilku klubów. Jestem jednak dobrej myśli, bo jest bardzo zadowolona z sezonu spędzonego w Budowlanych.

A kto na pewno odchodzi?

- Dorota Medyńska, Muresan i raczej Ola Liniarska. Trzon drużyny powinien więc zostać.

A co z trenerem? Trwają spekulacje, że dojdzie do zmiany?

- W tym sezonie nasz zespół prowadzili wspólnie Jacek Pasiński i Błażej Krzyształowicz. Ten drugi zajmował się treningami, a Jacek - meczami. Błażej jest w Łodzi czwarty sezon, więc przyszedł chyba czas, by dostał szansę samodzielnej pracy. I chyba tak się stanie.