PGE GKS - Polonia. Wielkie emocje, trzy gole, "pudło roku" i zwycięstwo bełchatowian

Po raz kolejny kibice w Bełchatowie przeżyli ogromne emocje. Po bardzo ciekawym meczu PGE GKS wygrał z Polonią Warszawa i jest już blisko zapewnienia sobie utrzymania w ekstraklasie.
Drużyna z Bełchatowa dobrze zainaugurowała tegoroczne rozgrywki. W dwóch meczach zdobyła cztery punkty(1:0 z Lechem Poznań i 1:1 z Górnikiem Zabrze), ale przede wszystkim była chwalona za dobrą grę, znacznie lepszą niż w rundzie jesiennej. Widać, że trener Kamil Kiereś dobrze przygotował zespół.

Wysoką formę bełchatowianie potwierdzili także w pierwszej połowie sobotniego meczu. Już w 3. min przed znakomitą szansą do zdobycia gola stanął Kamil Wacławczyk, dla którego był to debiut w ekstraklasie. Młody pomocnik był kilka metrów od bramki, ale uderzył prosto w Michała Gliwę.

Oprócz Wacławczyka w podstawowym składzie PGE GKS znalazł się także Maciej Szmatiuk i Dawid Nowak. Tego ostatniego nie mogło zabraknąć na boisku od pierwszej minuty. Po pierwsze, jest w dobrej dyspozycji, a po drugie w trzech ostatnich meczach z warszawską drużyną strzelił jej cztery gole. - Dawid ma patent na Polonię - mówił Kiereś.

W pierwszej połowie 27-letni napastnik miał przynajmniej dwie stuprocentowe okazje do strzelenia gola. Najlepszą z nich zmarnował w 44. min. Po znakomitym podaniu z głębi pola, był sam na sam z Gliwą, ale zamiast strzelać, praktycznie podał piłkę do bramkarza.

Bełchatowianie mieli zdecydowaną przewagę, ale Polonia też stworzyła sobie kilka groźnych okazji. Najwięcej pracy Łukasz Sapela miał po strzałach z dystansu w wykonaniu polonistów. W ogóle spotkanie stało na bardzo wysokim poziomie i kibice na brak emocji z pewnością nie mogli narzekać.

Druga połowa zaczęła się fantastycznie dla gospodarzy. Po podaniu Tomasza Wróbla do piłki doszedł Kamil Kosowski, który płaskim uderzeniem pokonał bramkarza. Chwilę po strzale 35-letni skrzydłowy upadł trzymając się za plecy. Z powodu kontuzji musiał opuścić boisko. Zastąpił go Mateusz Mak, sprowadzony zimą z Ruchu Radzionków. Dla młodego pomocnika był to dopiero drugi występ w ekstraklasie, ale grał bez żadnych kompleksów. Ambitnie walczył o każdą piłkę i nie bał się strzelać z dystansu. Efekt? Drugie uderzenie zakończyło się golem. Po podaniu Miroslava Bożoka piłka trafiła pod nogi Maka, a ten nie dał żadnych szans bramkarzowi Polonii. "Gola strzelił Michał... Mateusz Mak!" - pomylił się spiker ogłaszając nazwisko strzelca gola, który do Bełchatowa przeszedł razem ze swoim bliźniakiem Michałem.

Zanosiło się na pewne zwycięstwo gospodarzy, ale warszawianie walczyli do końca. W 66. min po dośrodkowaniu Tomasza Brzyskiego gola głową zdobył Bruno Coutinho. Wielkie emocje były do końca spotkania. W 88. min "pudło roku" zaliczył Daniel Sikorski. Miał przed sobą prawie pustą bramkę, a mimo to fatalnie przestrzelił. Rezerwowi piłkarze Polonii wyskoczyli już z ławki i długo nie mogli uwierzyć, że nie doprowadzili do remisu.

Po bardzo emocjonującym spotkaniu bełchatowianie ostatecznie wywalczyli trzy punkty i zrobili milowy krok do utrzymania się w ekstraklasie.