Co GKS Bełchatów może stracić przez aferę korupcyjną. Pieniądze, punkty, sponsora...

Według prokuratury i CBA w sezonach 2003/04 i 2004/05 piłkarze GKS-u Bełchatów zrzucali się na kupowanie meczów. Wśród oskarżonych są m.in. byli reprezentanci Polski Radosław M. i Łukasz G.oraz mistrz Polski Dariusz P. W klubie czekają na kary i drżą o przyszłość
Śledztwo w tej sprawie prowadzą wrocławska prokuratura i Centralne Biuro Antykorupcyjne. Według nich w sezonach 2003/04 i 2004/05 piłkarze GKS-u zrzucali się na łapówki wręczane arbitrom. Podejrzanych jest ponad 20 zawodników. Każdy piłkarz ma postawiony jeden zarzut korupcyjny, ale bardzo rozbudowany. W gronie oskarżonych jest też ówczesny trener bełchatowskiego zespołu Mariusz K.

Ze śledztwa prokuratury oraz CBA wynika, że GKS Bełchatów przez dwa sezony kupował mecze, aby awansować do I ligi (dzisiejszej ekstraklasy). Piłkarze ze swoich premii składali się na łapówki dla sędziów oraz obserwatorów PZPN-u. Arbitrzy za pieniądze mieli drużynie z Bełchatowa pomagać na boisku, a obserwatorzy przymykać na to oczy i wystawiać im wysokie oceny. Sumy - jak na polską aferę korupcyjną - nie były zbyt duże. Łapówki wręczane przez GKS wynosiły od 5 do 25 tys. złotych.

Jednak w sezonie 2003/2004 przekupstwo niewiele dało. Wówczas zdecydowanie bardziej skuteczni w ustawianiu meczów byli rywale - Pogoń Szczecin oraz Zagłębie Lubin. Te kluby - oczywiście też dzięki ustawianiu meczów - zajęły dwa pierwsze miejsca i wywalczyły awans. W kolejnym sezonie GKS już nie dał sobie wydrzeć awansu. Tym razem działano skutecznie. Pierwsze miejsce na koniec rywalizacji zajęła Korona, ale druga pozycja dała Bełchatowowi awans do I ligi. W barażu o awans walczył trzeci Widzew, ale przegrał z Odrą Wodzisław. Jak się później okazało, te kluby też nie grały czysto. Widzew został zresztą za to ukarany. W 2005 roku PZPN zablokował jego sportowy awans do ekstraklasy.

Informacja o śledztwie w sprawie korupcji w bełchatowskim klubie spadła na GKS jak grom z jasnego nieba. - To dla nas jak bomba! Jeszcze niedawno cieszyliśmy się z utrzymania, a później z uzyskania licencji. A teraz takie coś... Dziwne, że dowiadujemy się o takich rzeczach dopiero po dziewięciu latach - mówi Michał Antczak, rzecznik PGE GKS.

I dodaje: - Będziemy wnioskować do wrocławskiej prokuratury o uzyskanie jak najwięcej informacji, jaką posiada o naszym klubie. Szczególnie chodzi nam o zawodników, którzy są w to zamieszani i nadal grają w naszej drużynie. Chcemy poznać ich nazwiska i ich status w tej sprawie. Nie wiemy bowiem, czy któryś z naszych piłkarzy jest oskarżony, podejrzany czy ma być tylko przesłuchiwany w charakterze świadka.

Zaskoczenia nie kryli też piłkarze. - Dowiaduję się tego od pana. Naprawdę jestem zaskoczony. Proszę mi dać trochę czasu, bym mógł to przemyśleć i skomentować - powiedział Radosław M., obecnie piłkarz Widzewa.

Jacek P., który grał w GKS-ie w tamtych sezonach i występuje w nim do tej pory, nie chce komentować sprawy. - To dla mnie mało sympatyczna sprawa. Jestem na wtorek umówiony z szefami klubu na spotkanie. Na razie nic więcej nie mogę powiedzieć - stwierdził tylko.

Czy w GKS-ie była korupcja? Jacek P. kategorycznie nie zaprzecza. - Poczekajmy na konkrety. Na razie to tylko medialne doniesienia. Nic więcej powiedzieć nie mogę - kończy.

Oskarżenia o korupcję już teraz mogą mieć jednak duże konsekwencje dla niektórych piłkarzy. Wisła Kraków, w której występuje Łukasz G., już wezwała go na rozmowę. W przeszłości klub z Krakowa szybko rozstawał się z zawodnikami zamieszanymi w korupcję, choćby z Wojciechem Łobodzińskim.

Dla Radosława M., który wiosną strzelił jednego gola dla Widzewa, łódzki klub może być ostatnim w karierze. Ostatniego dnia czerwca wygasa jego kontrakt. - Jeszcze nie zapadła decyzja, czy zostanie przedłużony - mówi Michał Kulesza, rzecznik prasowy klubu z al. Piłsudskiego.

Los byłego gracza Palermo wydaje się jednak przesądzony, bo trenerzy poważnie zastanawiali się, czy warto jeszcze na niego stawiać. Wiadomość o oskarżeniu o korupcję pewnie rozwiąże ten dylemat.

- Nie chcemy tego komentować ani tym bardziej ferować wyroków. Poza tym sprawa nie dotyczy naszego klubu - mówi Kulesza.

Pewne jest, że podpisując kontrakt z Widzewem, Radosław M. podpisał też klauzulę antykorupcyjną, tym samym zapewniając, że nigdy nie brał udziału w kupowaniu i sprzedawaniu meczów. Do tego zobowiązał się, że jeśli korupcja zostanie mu udowodniona, a sąd skarze go prawomocnym wyrokiem, to Widzew będzie mógł domagać się od niego aż miliona złotych odszkodowania. Podobną klauzulę podpisał w przeszłości trener Janusz Wójcik. Wyrok w jego sprawie jednak jeszcze nie zapadł. Jeśli zostanie skazany, Widzew ma zgłosić się po pieniądze.

W GKS-ie czekają za to na wyjaśnienie sprawy i... kary. Degradacji nie muszą się obawiać, bo PZPN już ich nie stosuje. - Ale i tak mogą nam grozić surowe konsekwencje, w postaci ujemnych punktów albo finansowe - mówi Antczak. Zagłębie Lubin, któremu po raz drugi udowodniono korupcję, zostało ukarane trzema minusowymi punktami i 300 tys. zł grzywny. Odwołało się jednak od tej decyzji. - W klubie zmieniały się władze i piłkarze, a to prawdopodobnie my będziemy cierpieć za coś, co wydarzyło się siedem lat temu - kończy rzecznik GKS-u.

W Bełchatowie spekuluje się, że afera korupcyjna może mieć wpływ na dalszą współpracę ze sponsorem, Polską Grupą Energetyczną. Obecna umowa kończy się za rok, a szanse na podpisanie kolejnej w obecnej sytuacji bardzo się zmniejszyły.

Więcej o: