Jak PGE GKS Bełchatów traci dobre imię i zniechęca sponsora... [KOMENTARZ]

Dlaczego klub, który według ostatnich doniesień prokuratury, przekupił sędziów w walce o awans do ekstraklasy, nie robi praktycznie nic, żeby walczyć o swoje dobre imię?
W poniedziałek jak grom z jasnego nieba spadła informacja, że 29 piłkarzy byłym i obecnym piłkarzom GKS oraz ówczesnemu trenerowi zarzucono udział w korupcji. Wszyscy mieli się zrzucać na sędziów i obserwatorów. Dzień, w którym afera wyszła na jaw, z pewnością jest jednym z najgorszych w 35-letniej historii klubu. Wydawało się, że GKS, który ma kłopoty finansowe, a za rok kończy mu się umowa ze sponsorem - Polską Grupą Energetyczną - będzie walczył jak lew o poprawienie wizerunku. Czasu nie da się cofnąć, ale można przynajmniej pokazać determinację w walce o dobre imię. Jest jednak inaczej...

Najpierw szefom GKS nie spieszyło się z wydaniem oświadczenia, choćby kilkuzdaniowego. Wystarczyło podać, że klub jest zaskoczony, że zrobi wszystko, aby jak najszybciej wyjaśnić tę sprawę i stanowczo potępić to, co się działo siedem lat temu. Oficjalne stanowisko zostało opublikowane na stronie internetowej po ponad 30 godzinach! Na dodatek prezes klubu nie odbierał telefonów, a dodzwonienie się do rzecznika prasowego było bardzo trudne.

Piątkowy "Przegląd Sportowy" cytuje prezesa Marcina Szymczyka, który opowiada, że "Czeka na oficjalne potwierdzenie informacji prasowych. Jeśli okaże się, że nasi gracze mają postawione zarzuty, to natychmiast się z nimi rozstaniemy" - zapewnił. W ten sposób może czekać kilka lat, bo polski wymiar sprawiedliwości nie należy do najszybciej działających.

Wystarczyło tylko zatelefonować do wrocławskiej prokuratury. Prezes Szymczyk dowiedziałby się wtedy, że trzech piłkarzy, których jeszcze trzyma w klubie trzeba nazywać: Jackiem P., Łukaszem S., oraz Grzegorzem F. Ja potwierdziłem to w ciągu paru minut. Wszyscy są w gronie 29 zawodników, którym już postawiono zarzuty. A to znaczy panie prezesie, że według prokuratury są podejrzani o ustawienie - od trzech nawet do ponad 30 spotkań (tyle jest przypisywanych rekordziście). Jeśli nawet prezes stosuje zasadę domniemania niewinności, to mógł ich przynajmniej profilaktycznie zawiesić. Sprawiałby wtedy wrażenie, że coś robi.

Najlepiej, gdyby jednak wziął przykład ze Śląska Wrocław, który błyskawicznie rozwiązał kontrakt z Dariuszem P., eks-piłkarzem GKS. Ale mistrz Polski ma prokuraturę wrocławską pod nosem, więc łatwiej mu o informacje. Jeśli jednak władzom bełchatowskiego klubu zależy na zachowaniu dobrego imienia, to należało pofatygować się do Wrocławia. Prezes Szymczyk straciłby wtedy jeden dzień, ale zyskałby dobrą opinię w oczach sponsora i kibiców nie godzących się na korupcję.