Kamil Kiereś, trener PGE GKS-u: "Będę musiał odbudowywać drużynę z gruzów"

Mam nadzieję, że odejście Marcina Żewłakowa nie okaże się lawiną odejść pozostałych czołowych piłkarzy - martwi się Kamil Kiereś, trener PGE GKS-u Bełchatów.
Damian Bąbol: W środę dowiedzieliśmy się, że Marcin Żewłakow odszedł do Korony Kielce. To kolejny podstawowy piłkarz, na którego nie będzie mógł pan liczyć w nowym sezonie.

Kamil Kiereś: Spodziewałem się tego. Po zakończeniu sezonu szczerze porozmawiałem z Marcinem. Wiedziałem, że podczas Euro będzie komentował mecze i do tego czasu chciał wiedzieć, na czym stoi. Kończył mu się kontrakt z GKS-em. My jednak nie byliśmy w stanie zaproponować mu nowej, korzystnej oferty. Sytuacja w naszym klubie jest mało przejrzysta. Pewne sprawy finansowe nie są jeszcze do końca jasne. Poza tym Marcin w rozmowie ze mną powiedział, że jeżeli GKS nie będzie dobrze zorganizowany, a otrzyma konkretną propozycję z innego klubu, to pewnie ją przyjmie. Szkoda, że od nas odszedł. Chciałem, żeby dalej występował w naszym zespole, bo był jego mocnym punktem. Niestety, realia finansowe zburzyły te plany. Podziękowałem Marcinowi za dotychczasową świetną współpracę. Życzę mu powodzenia w nowym klubie.

W ciągu kilku dni rozleciał się panu prawie cały trzon drużyny.

- To prawda. Trzech zawodników podejrzanych o korupcję rozstało już się z klubem [Łukasz Sapela, Grzegorz Fonfara, Jacek Popek - przyp. red.], a Filip Modelski odszedł do Jagiellonii Białystok. Teraz doszedł jeszcze Żewłakow. To prawie połowa podstawowej jedenastki. Sytuacja jest trudna, nie da się tego ukryć. Będę musiał budować drużynę z gruzów i ta praca będzie mozolna.

Co z Dawidem Nowakiem i Kamilem Kosowskim?

- Z tymi piłkarzami jest podobna sytuacja jak z Marcinem Żewłakowem. Ze wszystkimi rozmawiałem. Znam ich zdanie na temat przyszłości. Wiedzą doskonale, że mogą odejść. Żaden z nich jednak nie stwierdził kategorycznie, że za wszelką cenę chce opuścić Bełchatów. Nie wiem, jak to się skończy... Mam nadzieję, że przejście Marcina do Korony nie zapoczątkuje lawiny odejść pozostałych graczy.

Ma pan kandydatów, którzy mogliby zastąpić tych, którzy odeszli?

- W trakcie trwania rundy wiosennej obserwowaliśmy zawodników z niższych lig. Zebraliśmy dużą wiedzę i mamy kilka pomysłów. Tyle tylko, że do ich realizacji potrzebujemy zielonego światła od władz klubu. Bez tego nie ruszymy. Wszyscy też musimy się uzbroić w cierpliwość. Tegoroczna letnia przerwa jest wyjątkowo długa, dlatego wiele decyzji kadrowych jest odkładanych w czasie.

Jak wyobraża sobie pan przyszłość PGE GKS-u?

- Obecnie nie jest wesoło. Na szczęście nikt w klubie nie chodzi ze spuszczoną głową. Tak jak mocno walczyliśmy o utrzymanie, tak teraz chcemy przeprowadzić klub przez trudny okres i wyprowadzić go na prostą. Może nie wrócą już czasy finansowego eldorado, ale wierzę, że drużyna może funkcjonować na zdrowych zasadach na poziomie ekstraklasy. Nasz klub ma być przede wszystkim miejscem na promowanie się zawodników.

Trudno skupić się na budowaniu nowej drużyny, kiedy dookoła niej nagromadziło się tak wiele problemów.

- Na pewno jedną z ważniejszych spraw jest uporanie się ze sprawą korupcyjną. Do mediów poszedł też jasny przekaz, że każdy z naszych zawodników jest na sprzedaż, że mogą odchodzić, jeśli tylko mają lepsze oferty. Zdaję sobie sprawę, że mogę stracić kolejnych piłkarzy, ale najważniejsze są dla mnie deklaracje. Chcę dokładnie wiedzieć, na kogo mogę liczyć i na jakie pozycje muszę szukać nowych. Wierzę jednak, że do całkowitej tragedii nie dojdzie i nie stracę całego trzonu drużyny. Chciałbym też, żeby to jak najszybciej wszystko się wyjaśniło. Główny sponsor i władze PGE GKS-u też muszą określić kierunek klubu. To wszystko pozwoli nam sprecyzować nasze możliwości i plany.

Na razie nie słychać nic o ewentualnej karze dla PGE GKS-u za aferę korupcyjną. Myśli pan, że to cisza przed burzą czy raczej sygnał, że surowy werdykt może was ominąć?

- Nie wiem. Ale jeśli jakaś niespodzianka jest na nas szykowana, to chciałbym, żeby jak najszybciej została ogłoszona. Gorzej będzie, jak już uda nam się coś zbudować, a zostaniemy ukarani w trakcie rozgrywek. Oby nie skończyło się to tak jak w przypadku Zagłębia Sosnowiec, które po piątej kolejce zostało poinformowane, że otrzymało minusowe punkty. Wierzę jednak, że do całkowitej tragedii nie dojdzie i nie stracę całego trzonu drużyny.