Sport.pl

Starcie słabeuszy w Bełchatowie. PGE GKS, najgorsza drużyna XXI w. vs. Podbeskidzie

Już na półmetku rundy jesiennej bełchatowianie muszą grać z nożem na gardle. Każdy inny wynik niż zwycięstwo z Podbeskidziem Bielsko-Biała będzie katastrofą. Początek meczu o godz. 13.30
Sytuacja piłkarzy PGE GKS w tabeli nie jest kiepska. Jest o wiele gorzej niż zła. Po siedmiu kolejkach tylko z jednym punktem bełchatowianie są na dnie ekstraklasy. To najgorszy start w historii tego klubu ze wszystkich 12. sezonów spędzonych w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mało tego, na tym etapie rozgrywek drużyna prowadzona przez Jana Złomańczuka jest najgorszą w ekstraklasie w XXI w!

Co prawda ostatnim zespołem, który po siedmiu kolejkach też miał na swoim koncie jeden punkt była Jagiellonia Białystok w sezonie 2009/2010. Tyle tylko, że nie można jej jednak porównywać do obecnej sytuacji PGE GKS. Trzeba pamiętać. że ówczesny zespół prowadzony przez Michała Probierza przystępował do ligi dziesięcioma minusowymi punktami. Drugiej takiej drużyny w ostatnim dziesięcioleciu po prostu nie było.

Aby wskazać jeszcze gorszą ekipę trzeba się cofnąć aż do ostatniego sezonu z... ubiegłego stulecia. Zespół słabeuszy tworzyli wtedy piłkarze Groclinu Grodzisk Wielkopolski, który na tym etapie był bez punktu. Ostatecznie, po kontrowersyjnej serii wygranych, Dyskobolia zdołała się utrzymać.

Póki co, nic nie wskazuje na to, żeby bełchatowianie mieli zacząć zwyciężać. PGE GKS gra słabo, a przede wszystkim popełnia fatalne błędy w obronie. Jakby tego było mało w ubiegły weekend, który był wolny ze względu na występy reprezentacji, drużyna doznała kolejnej porażki, przegrywając w sparingu z Koroną Kielce aż 2:5.

Mimo beznadziejnych wyników nikt w klubie z Bełchatowa nie wyobraża sobie, że sobotnie spotkanie z Podbeskidziem Bielsko-Biała może się zakończyć innym wynikiem niż wygraną PGE GKS. Każdy inny rezultat będzie katastrofą. Tym bardziej, że drużyna Roberta Kasperczyka także na swoim koncie nie ma jeszcze ani jednego zwycięstwa.

W Bełchatowie wraca się do pojedynku z poprzedniego sezonu, w którym to gospodarze rozgromili Podbeskidzie aż 6:0. Wynik z ubiegłego roku to chyba jedyny pozytywów przed najbliższym meczem. Kadra PGE GKS jest niemal całkowicie rozbita. Złomańczuk nie może liczyć na kontuzjowanych: Macieja Wilusza, Dawida Nowaka, Mateusza Maka i prawdopodobnie Macieja Szmatiuka. Szanse tego ostatniego na występ są minimalne.

W dodatku pod dużym znakiem zapytania stoi gra bramkarza Adama Stachowiaka i obrońcy Adriana Basty. Umiarkowany optymizm stara się zachowywać jeszcze Kamil Kosowski, 35-letni skrzydłowy. - Znaleźliśmy się w bardzo trudnym momencie. Myślę jednak, że główny problem znajduje się w naszych głowach - mówi Kamil Kosowski, pomocnik PGE GKS. - Ogromnie się staramy, aby w końcu zdobyć trzy punkty. Podbeskidzie mnie nie interesuje. Jeśli my zagramy to, co sobie założymy i skuteczność nie zawiedzie, to wygramy to spotkanie.

Więcej o: