Pierwsze zwycięstwo PGE GKS w tym sezonie. Bełchatowianie pokonali Podbeskidzie Bielsko-Biała

Drużyna z Bełchatowa odniosła pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Na własnym stadionie pokonała Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1.
Przed spotkaniem, do którego oba zespoły podchodziły z tzw. nożem na gardle, na duże kłopoty kadrowe narzekał Jan Złomańczuk, trener PGE GKS. Z powodu plagi kontuzji nie mógł postawić aż na sześciu zawodników, którzy jeszcze niedawno byli poważnymi kandydatami do gry w pierwszym składzie. Z konieczności na lewej obronie musiał zagrać Kamil Kosowski.

Pojedynek znakomicie rozpoczął się dla bełchatowian, którzy już w 9. min objęli prowadzenie. Tomasz Wróbel szybko wznowił grę z rzutu wolnego, podając do Pawła Buzały, który w sytuacji sam na sam z Richardem Zajacem płaskim uderzeniem skierował piłkę do bramki.

Po stracie gola do ataku ruszyli goście. W 31. min po dobrze rozegranym rzucie rożnym naciskany przez obrońców PGE GKS Robert Demjan zdołał oddać strzał, ale na szczęście dla gospodarzy piłka trafiła w słupek. Bełchatowianie zepchnięci do defensywy jeszcze przed przerwą podwyższyli prowadzenie. Znowu asystę zaliczył Wróbel, który zagrał do Kamila Wacławczyka, a ten strzałem zza pola karnego pokonał zaskoczonego Zajaca.

Mimo że spotkały się zespoły, które w siedmiu kolejkach nie wygrały ani razu, to kibice w Bełchatowie nie narzekali na brak emocji. Obie drużyny często dochodziły do bramkowych sytuacji.

Podobnie było w drugiej połowie, w której raz PGE GKS, a raz Podbeskidzie miały wyraźną przewagę. Pierwsze minuty po zmianie stron należały jednak do gospodarzy, którzy byli bardzo blisko strzelenia drugiej bramki. Kiedy wszystko wskazywało na to, że kolejne trafienie dla bełchatowian to tylko kwestia czasu, wtedy kontaktowego gola zdobyli bielszczanie. W 65. min z lewej strony w pełnym biegu dośrodkował Krzysztof Król, akcję strzałem z woleja próbował zamykać Marek Sokołowski, a piłkę z bliska do siatki skierował Kamil Adamek.

W końcówce jeszcze kilka razy groźnie było w polu karnym PGE GKS, ale bełchatowianie nie dali sobie już wydrzeć pierwszego zwycięstwa w ekstraklasie. Po wygraniu z Podbeskidziem drużyna prowadzona przez Złomańczuka awansowała na 14. miejsce i tym samym wydostała się ze strefy spadkowej.