PGE GKS stracił punkty z Lechią Gdańsk i wykonał kolejny krok do pierwszej ligi

Fatalny błąd Macieja Wilusza, obrońcy PGE GKS, przesądził o tym, że bełchatowianie tylko zremisowali z Lechią Gdańsk.
Sobotnie spotkanie w Bełchatowie znacznie różniło się od poprzednich rozegranych w tym sezonie. W końcu na tzw. trybunie południowej (zajmowanej przez zagorzałych kibiców) pojawiło się całkiem sporo fanów. Tym razem nie protestowali, jak w meczu z Polonią Warszawa (0:5) i od początku głośno wspierali swój zespół. Poza tym PGE GKS obchodził 35-lecie istnienia klubu.

Inna sprawa, że pojedynek zapowiadał się bardzo ciekawie. Bełchatowianie są na dnie tabeli i jak wody potrzebują punktów, zaś gdańszczanie uchodzą za królów wyjazdów. Z sześciu meczów rozgrywanych na obcych boiskach wygrali aż pięć!

Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy już w 8. min powinni objąć prowadzenie. Po rajdzie prawą stroną boiska Tomasz Wróbel wyłożył piłkę do Kamila Wacławczyka, ale ten nie trafił w nią czysto. Trener Michał Probierz złapał się za głowę. To była stuprocentowa okazja. Lechia odpowiedziała groźnym uderzeniem z rzutu wolnego w wykonaniu Deleu. Adam Stachowiak nie dał się zaskoczyć.

Później znowu na boisku zaczęli dominować gospodarze. Częściej utrzymywali się przy piłce i starali się ją szeroko rozgrywać. Właśnie nad poprawą tego elementu dużo ćwiczyli przez ostatni tydzień.

W 35. min Wróbel minął dwóch rywali, wbiegł w pole karne i oddał mocny strzał, ale prosto w bramkarza Michała Buchalika. Drużyna prowadzona przez Probierza zasługiwała na gola i w końcu się na niego doczekała. Dwie minuty po zmianie stron bramkę strzelił Łukasz Madej, który wykorzystał podanie od Wróbla. To pierwsze trafienie 30-letniego pomocnika w PGE GKS. Wpisanie się na listę strzelców z pewnością podniesie mu nieco notę, bo w pierwszej połowie spisywała się beznadziejnie. Był kompletnie niewidoczny, a po każdym złym zagraniu irytująco wymachiwał rękoma i miał pretensje do kolegów.

Radość bełchatowian trwała tylko dziesięć minut. Fatalny błąd w polu karnym popełnił Maciej Wilusz, który zaczął się bawić z piłkę, w efekcie ją stracił i do tego sfaulował Ricardinho. Sędzia Paweł Raczkowski nie miał wątpliwości i wskazał "jedenastkę". Pewnie wykorzystał chwilę wcześniej poszkodowany Brazylijczyk. To drugi mecz z rzędu, w którym właśnie przez Wilusza PGE GKS stracił gola. W poprzedniej kolejce zawinił w przegranym spotkaniu z Zagłębiem w Lubinie.

Stracony gol nie załamał jednak gospodarzy, którzy do końca starali się zgarnąć komplet punktów. Tyle tylko, że nie można myśleć o zwycięstwie, kiedy w składzie znajduje się taki napastnik, jak Paweł Buzała, który potrzebuje chyba z dziesięciu sytuacji, żeby zdobyć gola. W 77. min nie wykorzystał idealnej okazji. Był sam na sam z Buchalikiem, ale tak długo prowadził piłkę, że w końcu zaplątała mu się między nogami. "Paweł Buzała!" - skandowali kibice Lechii, kiedy zawodnik schodził z boiska.

Drużyna z Bełchatowa nie wykorzystała ogromnej szansy wygrania pierwszego meczu od ponad miesiąca. W efekcie zrobiła kolejny krok do pierwszej ligi...