PGE GKS - Ruch Chorzów. Osłabieni bełchatowianie muszą wygrać

W sobotę o godz. 13.30 piłkarzy PGE GKS czeka jeden z najważniejszych meczów w tym sezonie. Rywalem będzie zajmujący ostatnie bezpieczne miejsce w tabeli Ruch Chorzów.
Po przegranym pojedynku, a raczej bitwie, z Koroną Kielce drużyna z Bełchatowa przypominała bardziej ekipę po kibolskiej ustawce niż piłkarski zespół. Do Bełchatowa zawodnicy wrócili mocno potłuczeni. Po brutalnym ataku Mateusza Stąporskiego w nogi Adriana Basty obrońca PGE GKS naderwał ścięgno w stawie skokowym. Czeka go teraz kilkutygodniowa przerwa. Z kolei po agresywnym wślizgu Tomasza Lisowskiego na łydce Michała Maka pozostało siedem szram. Całe szczęście, że po spotkaniu z "bandą Ojrzyńskiego" żaden z bełchatowskich zawodników nie musiał ogłaszać końca kariery... - Nie poradziliśmy sobie z agresją Korony - mówił po spotkaniu trener Kamil Kiereś.

W najbliższym spotkaniu z powodu kartek nie zagrają Szymon Sawala i Patryk Rachwał. Ten drugi przez Komisję Ligi został zdyskwalifikowany na dwa mecze za czerwoną kartkę, jaką otrzymał w meczu z Koroną. To oznacza, że nie wystąpi także w następnym niezwykle ważnym meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Warto odnotować, że oprócz braku dwóch wymienionych defensywnych pomocników zabraknie także kontuzjowanego Piotra Witasika. Wiele wskazuje na to, że dziurę w środku pola będzie musiał wypełnić Łukasz Grzeszczyk razem z Grzegorzem Baranem. - Mamy wiele problemów, ale nie mam zamiaru się teraz żalić. To nie w moim stylu. Mimo pewnych kłopotów z Ruchem musimy wygrać. Mogę zapewnić, że zagramy na pełnym ryzyku. Jesteśmy w takiej sytuacji, że po prostu nie mamy innego wyjścia - mówi szkoleniowiec bełchatowian.

Przede wszystkim piłkarze PGE GKS mają problem ze zdobywanie goli. W pięciu wiosennych meczach trafili tylko raz. W spotkaniu ze Śląskiem zwycięską bramkę z rzutu karnego strzelił Łukasz Madej. - Najwyższy czas na mecz, w którym padnie więcej goli. Spotkanie z Ruchem jest dla nas kluczowe w kontekście utrzymania. Zwycięstwo przybliży nas do utrzymania - twierdzi Grzeszczyk.