Sport.pl

Fatalna 91.minuta. PGE GKS Bełchatów bliżej pierwszej ligi

Kiedy zaczynał się doliczony czas meczu PGE GKS Bełchatów z Jagiellonią Białystok, gospodarze mogli czuć się utrzymani. Niestety, pomyłka Emilijusa Zubasamocno skomplikowała sytuację bełchatowian.
Drużyna z Bełchatowa musiała pokonać Jagiellonię, by przed ostatnią kolejką nie patrzeć na innych rywali. Dla fatalnie grających ostatnio gości spotkanie nie miało praktycznie żadnego znaczenia.

Kwadrans przed rozpoczęciem spotkania nad stadionem rozszalała się burza. Grad wielkości orzechów laskowych mógł być zagrożeniem dla zawodników, dlatego sędziowie opóźnili rozpoczęcie spotkania. Po intensywnych opadach przed bramkami postały ogromne rozlewiska, które praktycznie uniemożliwiały rozegranie meczu. Murawa przypominała boisko ze Stadionu Narodowego podczas meczu Polski z Anglią.

Służby porządkowe (w liczbie pięciu osób) wprawdzie zaczęły usuwać wodę z boiska, ale jak stwierdził Maciej Murawski, ekspert Canal+, przelewały z pustego w próżne, bo cały czas deszcz padał. Nim się spotkanie w Bełchatowie rozpoczęło, Podbeskidzie prowadziło z Pogonią już 2:0. Prawdopodobnie informacja z Bielska-Białej sprawiła, że na murawie pojawiło się zdecydowanie więcej osób, który usuwały wodę. W końcu spotkanie zaczęło się o godz. 18.50.

Podopieczni trenera Kamila Kieresia nie wystraszyli się ani pogody, ani też stawki spotkania, ale ruszyli do ataku. Już pierwsza ich akcja mogła zakończyć się strzeleniem gola, bo piłka niespodziewanie zatrzymała się w wodzie, ale Łukasz Skowron uprzedził Bartłomieja Bartosiaka. Piłką rządził jednak przypadek, dlatego składnej gry nie było. Bo nie mogło być.

Goście szukali szansy na gola po stałych fragmentach gry, ale ich dośrodkowania w pole karne były blokowane. W przerwie Łukasz Madej żałował, że w tak trudnych warunkach jego zespół musi rozgrywać spotkanie o życie.

W 48. min na stadion przy Sportowej dotarła informacja, że Podbeskidzie pokonało Pogoń 2:1, dlatego gospodarze nie mogli sobie pozwolić na stratę punktów. I natychmiast zaatakowali, ale po akcji Madeja Mateusz Mak w walce o piłkę nie utrzymał się na nogach w polu karnym.

Jagiellonia chciała także zdobyć gola i była blisko w 51. min, ale Karol Mackiewicz nie przewidział, że piłka zatrzyma się w kałuży przed bramką. W rewanżu gospodarze w 55. min wyprowadzili kontrę. Szybki Madej dokładnie dograł w pole karne do Szymona Sawali, który uderzeniem głową zdobył gola. Prowadzenie bardzo przybliżało bełchatowian do utrzymania w lidze. Chcieli zdobyć drugiego gola. I mogli w 77. min, gdy po strzale Patryka Rachwała bramkarz wypuścił piłkę, ale Sawala nie zdążył z dobitką.

W ostatnich minutach Jagiellonia zepchnęła gospodarzy do defensywy. W tym czasie mogła nawet wyrównać, ale po uderzeniu Dawida Plizgi piłka przeleciała nad poprzeczką.

Kiedy wydawało się, że w arcyważnym meczu PGE GKS odniesie bezcenne zwycięstwo, na boisku pojawił się Euzebiusz Smolarek. Niestety, doprowadził do remisu. Stracony gol sprawił, że gospodarze spadli na ostatnie miejsce w tabeli i teraz muszą zdobyć punkty w meczu z Piastem i liczyć, że Widzew pokona Podbeskidzie.

Zobacz skrót meczu PGE GKS Bełchatów - Jagiellonia

Więcej o:
Komentarze (2)
Fatalna 91.minuta. PGE GKS Bełchatów bliżej pierwszej ligi
Zaloguj się
  • fulko_de_lorche

    Oceniono 20 razy 16

    To teraz ogóry będą się modlić o zwycięstwo Widzewa - jak mówił Popiołek "koniec świata" ;P

  • sea1976

    Oceniono 7 razy 5

    Wystarczy wiosek w EX

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX