Michał Mak nie strzelił, a ROW grał na wyjeździe. Remis w Bełchatowie nie powinien dziwić

Jak Michał Mak nie strzela, GKS nie wygrywa, jak ROW gra na wyjeździe, to remisuje - tak najkrócej można opisać sobotnie spotkanie w Bełchatowie, z którego wyniku nikt w pełni zadowolony być nie może.
W przedmeczowej zapowiedzi pisaliśmy, że w ostatnich tygodniach wygrane GKS są uzależnione od formy strzeleckiej Michała Maka. Młodszy z braci bliźniaków zdobywał po dwie bramki w każdym z ostatnich czterech wygranych spotkań, a w trzech zakończonych niepowodzeniem nie trafiał ani razu. Jak się okazało, zależność ta potwierdziła się także w sobotę w Bełchatowie.

Mimo że to prowadzący w tabeli gospodarze byli zdecydowanym faworytem, to pojedynek zdecydowanie lepiej zaczęli goście. Wysoki pressing i ofensywna gra chyba nieco zaskoczyła GKS, bo jego piłkarze nie potrafili przejąć inicjatywy. Odwaga gości dość szybko przyniosła efekt, bo już po niespełna pół godziny ROW prowadził 2:0. Najpierw precyzyjne dośrodkowanie Marcina Nowackiego z lewej strony zamienił na gola Daniel Ferugia, a trzy minuty później niezdecydowanie obrony gospodarzy wykorzystał Marek Krotofil, który po udanym pressingu przejął piłkę, wbiegł z nią w pole karne i było 2:0. - Graliśmy kolejny raz piłkę na tak, czyli taką, jaką ja lubię. W tym właśnie kierunku powinna piłka zmierzać, bo futbol jest dla ludzi, a nie tylko taktyka - mówił po meczu Ryszard Wieczorek, trener gości.

Przy dwubramkowym prowadzeniu ROW nie grał już jednak aż tak ofensywnie i oddał inicjatywę gospodarzom. Początkowo nieporadne ataki GKS z czasem zaczęły stwarzać coraz większe zagrożenie. I dość szybko doprowadzili do remisu. Kontaktowego gola zdobyli pięć minut przed przerwą, gdy Mateusz Mak wykorzystał swoją szybkość i błąd bramkarza Daniela Kajzera, który minął się z piłką. Skrzydłowemu GKS nie pozostało nic innego, jak skierować piłkę do pustej bramki. Pięć minut, ale po wznowieniu gry, było już 2:2. Po sprytnie rozegranym rzucie wolnym z boku pola karnego niepilnowany przez nikogo Kamil Wacławczyk oddał strzał z 17 m i dzięki odrobinie szczęścia (a konkretnie rykoszetowi) doprowadził do remisu.

Od tej pory spotkanie otworzyło się, bo obie drużyny nie chciały zadowolić się punktem. Kilka udanych i szczęśliwych interwencji zaliczył Damian Podleśny, ale znacznie groźniej było pod bramką gości. Wystarczy powiedzieć, że bełchatowianie aż trzykrotnie trafiali do siatki, ale za każdym razem sędzia dopatrywał się pozycji spalonej. Dwukrotnie znalazł się na niej Michał Mak, który w ostatniej akcji meczu mógł zostać bohaterem GKS. Najlepszy napastnik gospodarzy dostał piłkę na piątym metrze, ale niepilnowany główkował wprost w kapitalnie interweniującego Kajzera. - Nie lubię mówić o tematach sędziowskich, ale zbyt dużo niedobrego się dzieje, jeśli chodzi o prowadzenie meczów - powiedział po spotkaniu Kamil Kiereś, trener GKS.

I dodał: - Wiedzieliśmy, jak grać przeciwko ROW, ale tracąc dwie bramki w krótkim czasie, gdzieś się zagubiliśmy. To był bardzo trudny moment dla zespołu. Muszę w tym miejscu pochwalić zawodników, że z tego wyniku wyciągnęli remis i cały czas dążyli do zdobycia trzeciego gola. Ze względu na to, że przegrywaliśmy 0:2, musimy jednak docenić ten wynik - podsumowuje Kamil Kiereś, trener GKS.

Co ciekawe, dla ROW był to już siódmy remis w dziewiątym wyjazdowym spotkaniu. Wliczając ten z soboty aż trzy z nich kończyły się wynikiem 2:2. Dla kibiców gospodarzy najbardziej smutna jest jednak inna statystyka. Mimo że bełchatowianie utrzymali pozycję samodzielnego lidera, to jednak na własnym stadionie nie wygrali już trzech kolejnych spotkań. Ostatni raz cieszyli się z domowego zwycięstwa 1 września. - Na wyjazdach jesteśmy niemal stuprocentowo skuteczni, a tutaj te punkty tracimy. W kontekście walki o awans to nie jest dobra sytuacja. Obecnie idziemy do celu małymi krokami, a na początku sezonu szliśmy dużymi - przyznaje Kiereś.

PGE GKS - Energetyk ROW 2:2 (1:2)

Bramki: Mateusz Mak (40.), Wacławczyk (51.) - Feruga (22.), Krotofil (26.)

PGE GKS: Podleśny - Basta, Wilusz, Baranowski, Flis - Baran, Rachwał (72. Renusz), Mateusz Mak, Kamil Wacławczyk, Michał Mak - Szymon Sawala Ż.

Energetyk ROW: Kajzer - Krotofil Ż, Jary, Szary, Kutarba Ż - Staniczek, Muszalik, Feruga, Nowacki (84. Kurzawa), Kostecki - Szatkowski (68. Cisse).