PGE GKS Bełchatów po zmianach. I wreszcie na zero z tyłu

Ostatni wygrany mecz z Dolcanem Ząbki był dla PGE GKS Bełchatów pierwszym od dwóch miesięcy, w którym nie stracili gola.
W ostatnich tygodniach bełchatowianie radzą sobie znacznie gorzej niż na początku sezonu. Główne powody obniżki formy to duża nieskuteczność i problemy z grą w defensywie. Wystarczy powiedzieć, że do soboty GKS tracił gole we wcześniejszych ośmiu meczach z rzędu. Ostatni raz Arkadiusz Malarz zachował czyste konto 24 sierpnia, gdy GKS wygrał w Grudziądzu z Olimpią 2:0.

Z defensywnych problemów drużyny doskonale zdawał sobie sprawę Kiereś, który przed meczem z Dolcanem przeprowadził męską rozmowę z drużyną. Postanowił tez wprowadzić kilka zmian w składzie (na ławce wylądował boczny obrońca Marcin Flis i pomocnik Patryk Rachwał) i wyczulić zawodników przede wszystkim na to, by wreszcie zagrali na zero z tyłu. - W ekstraklasie naszym znakiem firmowym była obrona, bo mimo walki o utrzymanie wiosną straciliśmy tylko dziewięć bramek. Wiedzieliśmy więc, że stać nas na zdecydowanie lepszą grę w defensywie. Przed ostatnim meczem uznałem więc, że pewna formuła się wyczerpała, i musiałem spojrzeć na naszą grę inaczej. Po prostu trzeba było pewnych zmian - czy to taktycznych, czy personalnych - opowiada Kiereś.

Szkoleniowiec GKS cieszy się, że wprowadzone zmiany zdały egzamin. Liczy też na to, że następne mecze pokażą, że nie był to przypadek. - Mam nadzieję, że kolejne spotkania pokażą, że możemy mówić o trwałej poprawie i stabilizacji - dodaje.

Prowadzona przez niego drużyna będzie mogła udowodnić to już w najbliższą sobotę, gdy o godz. 13 zmierzy się w Świnoujściu z 16. w tabeli Flotą.

Więcej o: