Sport.pl

W PGE GKS Bełchatów nie będzie kominów płacowych. Odejdą najlepsi?

- Skończyły się czasy, kiedy w klubie podpisywano kontrakty, nie mając na nie pokrycia w budżecie - zapowiada Konrad Piechocki, prezes rady nadzorczej PGE GKS Bełchatów. Co to oznacza?
Drużyna z Bełchatowa spędza zimę w niezłych nastrojach. Mimo słabszej końcówki rundy jesiennej zajmuje drugie miejsce w tabeli I ligi, a jeszcze lepszą wiadomością było podpisanie umowy sponsorskiej z Polską Grupą Energetyczną. To zapewnia klubowi spokój, konieczny w walce o powrót do ekstraklasy.

Nie wszystko jednak układa się tak dobrze. Choć pod względem personalnym GKS jest najsilniejszy w lidze, to czołowymi zawodnikami już interesują się zamożniejsze kluby z ekstraklasy. Najgłośniej jest o braciach Mak, którzy już od pół roku są na liście życzeń kilku drużyn. Pytały o nich m.in. Piast Gliwice, Lechia Gdańsk, Zagłębie Lubin czy ostatnio Lech Poznań.

Ten ostatni zespół już ponoć wycofał się rywalizacji o zdolnych 22-latków. Ponoć odstraszyła go zaporowa cena podyktowana przez szefów PGE GKS-u. Menedżer bliźniaków Ireneusz Hurwicz ujawnił, że trzeba za nich zapłacić milion euro. Agent robi zresztą wszystko, by wymusić transfer. Przed sezonem był oburzony, że trener i szefowie bełchatowskiego klubu nie chcą puścić Maków do Piasta. Słynne wtedy były niecenzuralne słowa, że bracia powinni grać w reprezentacji, a nie jeździć z Bełchatowem do Niepołomic, Brzeska czy Rybnika.

W PGE GKS-ie nie potwierdzają słów menedżera o milionie euro. Klub zadowoliłby się połową tej kwoty (zapłacił za piłkarzy Ruchowi Radzionków pół miliona złotych). Przede wszystkim jednak nikt nie spieszy się z transferem, bo bracia Makowie mają jeszcze dwuletnie kontrakty. Z drugiej jednak strony z niewolnika nie ma pracownika, a Michał i Mateusz Makowie chcieliby odejść.

To niejedyne problemy wicelidera I ligi, bo za pół roku kończą się umowy dwóm liderom drużyny: Maciejowi Wiluszowi i Kamilowi Wacławczykowi. Obaj wyróżniali się już w ekstraklasie, a po spadku spisywali się bardzo dobrze. Wilusza docenił zresztą selekcjoner reprezentacji Polski Adam Nawałka, powołując go do kadry na zimowe mecze sparingowe. 25-letni stoper strzelił wiosną trzy gole, co nie mogło zostać niezauważone przez możniejszych w polskiej piłce. Podobno jest na liście życzeń Wisły Kraków, Lecha czy Lechii Gdańsk.

Podobnie jest z Wacławczykiem, liderem drugiej linii PGE GKS. On w 16 spotkaniach czterokrotnie pokonał bramkarzy rywali. I też ma oferty z ekstraklasy, m.in. z Wisły i Lechii. Co ciekawe, ma tego samego menedżera co bracia Makowie.

Jest mało prawdopodobne, żeby obaj odeszli z Bełchatowa już zimą, ale klub już rozpoczął rozmowy o przedłużeniu z nimi kontraktów. Oczekiwania ich agentów są jednak bardzo wysokie, bo sięgające ponad 30 tys. zł miesięcznej pensji.

Według przewodniczącego rady nadzorczej bełchatowskiej spółki skończyły się czasy, kiedy w PGE GKS-ie piłkarze zarabiali krocie, choć sytuacja finansowa na to nie pozwalała. - Nigdy nie zgodzę się na kominy płacowe w klubie. Wszystko musi mieć pokrycie w budżecie, tak jak to jest w siatkówce - mówi Piechocki, który jest też prezesem PGE Skry Bełchatów.

Jeśli Wilusz i Wacławczyk nie zmniejszą żądań, latem odejdą. Według naszych informacji, bliższy porozumienia z PGE GKS-em jest Wilusz. Już w środę obaj będą mogli podpisać kontrakty z nowymi pracodawcami. Trudno jednak przypuszczać, żeby w ekstraklasie znaleźli klub, który zapłaci im ponad 30 tys. zł.

Drużyna PGE GKS rozpocznie przygotowania do rundy wiosennej 9 stycznia.

Więcej o: