PGE GKS Bełchatów pokonał Stomil Olsztyn. Ale po mękach

Aż 84 minuty potrzebowali piłkarze PGE GKS, aby strzelić bramkę w meczu ze znacznie niżej notowanym Stomilem Olsztyn. Dzięki temu utrzymali pierwsze miejsce w tabeli I ligi.
W środowym meczu przeciwko Stomilowi piłkarze z Bełchatowa musieli radzić sobie bez czterech zawodników. Wciąż leczą się Krzysztof Michalak i Kamil Wacławczyk, a Michał Mak pauzował za kartki. Nie zagrał też Maciej Wilusz, który w poprzednim meczu z Górnikiem Łęczna tak niefortunnie upadł na bark, że również nabawił się urazu. Kamil Kiereś zdecydował, że najbardziej wartościowego zawodnika PGE GKS-u zastąpi na środku obrony pomocnik Szymon Sawala.

Mecz był równie ważny dla PGE GKS, jak i Stomilu. Nie trzeba przecież przypominać, że gospodarze walczą o awans do T-Mobile Ekstraklasy, a ostatnim zwycięstwem z Górnikiem Łęczna znacznie przybliżyli się do celu. Olsztynianie zaś chcą na zapleczu ekstraklasy jedynie pozostać, dlatego muszą zdobywać punkty w każdym meczu, nawet kiedy nie są faworytem. - Zostaliśmy liderami, ale musimy dalej grać swoją piłkę, by utrzymać tę pozycję - mówił przed meczem Paweł Baranowski, obrońca PGE GKS, który w przeszłości grał w Stomilu.

Na godzinę przed meczem w Bełchatowie zaczął padać deszcz, co oznaczało śliskie boisko. Niekorzystne warunki dla bramkarzy chciał wykorzystać Alexis Norambuena, który uderzył piłkę na bramkę Piotra Skiby, ten jednak poradził sobie ze strzałem. Chwilę później wynik spotkania mógł otworzyć Hristijan Kirovski, lecz bramkarz Stomilu znów był na posterunku.

Do 20. minuty meczu bełchatowianie przeważali, jednak agresywnie grający stomilowcy również szukali swoich szans. Okazje mieli m.in. Paweł Łukasik czy Piotr Darmochwał.

Do końca pierwszej połowy kilkakrotnie dał o sobie znać Kirovski, jednak Macedończyk może mówić o prawdziwym pechu, bo raz za razem jego strzały minimalnie mijały bramkę. Do przerwy bezbramkowy rezultat był więc bardziej korzystny dla Stomilu. - Nie powiedzieliśmy jednak jeszcze ostatniego słowa - uśmiechnął się w przerwie Jacek Czałpiński, prezes OKS.

Druga połowa tradycyjnie już rozpoczęła się od dwóch niecelnych prób bełchatowian, a na bramkę znów strzelali Kirovski oraz Łukasz Wroński. Kibicom PGE GKS ciśnienie podskoczyło w 59. minucie, kiedy to Darmochwał ograł Baranowskiego i wyłożył piłkę na czystą pozycję Łukasikowi. I tu znów trzeba pochwalić Arkadiusza Malarza, który obronił mocny strzał z bliskiej odległości. W 67. minucie Kiereś podziękował za grę Kirovskiemu, a na jego miejsce wszedł Michał Renusz, który... również kiedyś reprezentował barwy Stomilu.

Z minuty na minutę na boisku było coraz więcej chaosu. Mimo kolejnych akcji żadna z drużyn nie potrafiła dobrze uderzyć na bramkę. Najlepszym potwierdzeniem jest postawa Michała Maka w końcówce meczu. Najpierw przestrzelił z najbliższej odległości, choć miał przed sobą pustą bramkę, a chwilę później Skiba wygrał z nim pojedynek sam na sam.

Bramkarz Stomilu został jednak antybohaterem meczu. Fatalnie wypuścił piłkę z rąk po dośrodkowaniu Maka, a Adrianowi Baście nie pozostało nic innego, jak wepchnąć ją do pustej bramki. Jak się okazało, było to jedyne trafienie w tym meczu.

PGE GKS zdobył kolejne trzy punkty. Trenera Kieresia z pewnością ucieszyła postawa zmienników, a szczególnie Wrońskiego, który rozegrał bardzo dobry mecz.

W kolejnym spotkaniu bełchatowianie na wyjeździe zagrają z Arką Gdynia.

PGE GKS Bełchatów - Stomil Olsztyn 1:0 (0:0)

Gol: Basta (84.)

PGE GKS: Malarz - Basta, Sawala, Baranowski, Norambuena Ż, - Mateusz Mak (87. Prokić), Baran, Szymański, Wroński (81. Poźniak) - Turkovs, Kirovski (67. Renusz)

Stomil: Skiba - Bucholc, Czarnecki, Kucharski, Szymonowicz - Warcholak (46. Mroczkowski), Darmochwał, Jegliński, Kato (78. Trzeciakiewicz), Lech - Łukasik (63. Piotr Głowacki)