PGE GKS Bełchatów gra ostatni mecz w I lidze. Feta

- To będzie bardzo ciekawe i przyjemne popołudnie - zapowiadają w Bełchatowie. Sobotnim meczem z Sandecją piłkarze PGE GKS pożegnają się z pierwszą ligą, a później - razem z kibicami - przywitają ekstraklasę.
Czy trudniej walczyć o utrzymanie w ekstraklasie czy o awans do niej? - Uważam, że to drugie - słowa trenera Kamila Kieresia chyba najlepiej oddają presję, z jaką drużyna z Bełchatowa musiała radzić sobie w ostatnich miesiącach.

O ile wiosną ubiegłego roku utrzymanie GKS w ekstraklasie było marzeniem, o tyle tym razem było celem. Udało się go osiągnąć przed tygodniem, gdy bełchatowianie wygrali w Stróżach z Kolejarzem. - Trzeba przyznać, że pierwsza liga jest jednak specyficzna. Nie jestem jeszcze doświadczonym trenerem, bo samodzielnie pracuję od trzech lat, dlatego dla mnie ten sezon był prawdziwym uniwersytetem - dodaje Kiereś.

Szkoleniowiec GKS podkreśla, że przez ostatnie dni treningi wyglądały zupełnie inaczej. Jak tłumaczy, był to czas wielkiej radości dla całego klubu, w którym ze wszystkich mogła spłynąć wreszcie presja związana z awansem. Po tygodniu "luzu i świętowania" przed piłkarzami z Bełchatowa ostatni akcent sezonu. Będzie nim sobotni mecz z Sandecją Nowy Sącz, która skończy rozgrywki w środku stawki. Jeśli gospodarze wygrają, mogą powrócić do ekstraklasy z pierwszego miejsca, o ile Górnik Łęczna nie wygra na wyjeździe z walczącym o utrzymanie Stomilem Olsztyn. - Jest to nasz ostatni cel na ten sezon i mam nadzieję, że uda nam się go zrealizować - dodaje Kiereś.

Bez względu na wynik sobotnie popołudnie i tak minie w Bełchatowie pod znakiem wielkiej radości. Fetowanie awansu rozpocznie się jeszcze przed meczem, na który podobno wybiera się rekordowa w tym sezonie grupa kibiców. Zainteresowanie pożegnalnym spotkaniem jest na tyle duże, że klub wydłużył godziny otwarcia punktów sprzedaży biletów. Tłumy spodziewane są zarówno na sektorze rodzinnym, na który mają zasiąść dzieci z całego regionu (m.in. ponad setka z Ręczna), jak i na trybunie południowej, na którą cenę biletów obniżono do 5 zł. Już po końcowym gwizdku - ok. godz. 20 - rozpocznie się druga część fety, tym razem na placu Narutowicza.