Piłkarz PGE GKS na nowo uczy się chodzić. Brał zastrzyki z... krwi

Kamil Wacławczyk z PGE GKS Bełchatów przechodzi rehabilitację po okropnej kontuzji. Do treningów chce wrócić pod koniec sierpnia.
Poważnej kontuzji zerwania więzadeł w stawie skokowym oraz złamania kości strzałkowej Wacławczyk doznał w ubiegłym sezonie podczas spotkania PGE GKS z GKS Tychy. Brutalnie sfaulował go wówczas Mateusz Mączyński. - Nie mam do niego żalu - mówi Wacławczyk w rozmowie z "Przeglądem Sportowym". - Nie zawsze wszystko dobrze się układa. Choć przyznaję, w pierwszych dniach po tym zdarzeniu nie byłem tak wyrozumiały.

I dodaje: - Początki były dramatyczne. Prześwietlenie wykazało, że konieczna jest operacja. Były chwile zwątpienia, ale miałem wsparcie rodziny. Nie zostawili mnie też koledzy z zespołu. Cały czas utrzymywaliśmy kontakt telefoniczny, raz nawet drużyna i trener Kiereś odwiedzili mnie w szpitalu. Za to jestem im wdzięczny i dla nich chcę wrócić na boisku w dobrym stylu. Silniejszy niż przed kontuzją.

Wacławczyk aktualnie rehabilituje się w Łodzi i Bełchatowie. Skupia się na ćwiczeniach wzmacniających oraz... na nowo uczy się chodzić. - Przecież dwa miesiące nie wstawałem z łóżka, a później poruszałem się w specjalnym bucie ortopedycznym. Żeby wszystko szybko się goiło, brałem zastrzyki z krwi - mówi zawodnik.

Wacławczyk planuje pod koniec sierpnia rozpocząć normalne treningi i we wrześniu zagrać w pierwszych ligowych meczach. - Jak patrzę na grę kolegów, to nie wiem, czy przypadkiem nie będę im przeszkadzał, tak dobrze się prezentują - śmieje się piłkarz.