Sport.pl

PGE GKS Bełchatów - Cracovia 1:1. Wygrana (słusznie) stracona w końcówce

Jeden jedyny celny strzał z rzutu karnego oddany w 86. minucie mógł dać PGE GKS Bełchatów wygraną z Cracovią. Nie dał, bo goście wyrównali już w doliczonym czasie gry.
Piłkarze z Bełchatowa podchodzili do meczu w roli faworyta. Mimo to atakować rywala od pierwszej minuty nie zamierzali, podobnie zresztą jak rywale, którzy na wyjeździe w tym sezonie jeszcze nie wygrali. Obawa przed stratą gola przełożyła się na atrakcyjność meczu, która była - pisząc delikatnie - bardzo znikoma. Pierwszy celny strzał padł w 16. min, ale Arkadiusz Malarz nie miał problemów ze złapaniem piłki po lekkim uderzeniu Marcina Budzińskiego. Akcja ta rozpoczęła kwadrans wyraźnej dominacji Cracovii, która w tym czasie miała kilka okazji do objęcia prowadzenia. Najpierw uderzenie z bliska jednego z krakowian w ostatniej chwili zblokowali obrońcy, później główkę Denisa Rakelsa na rzut rożny sparował Malarz, a po jego wykonaniu Patryk Rachwał wybił piłkę tuż przed linią po strzale Przemysława Kity, a dobitka Krzysztofa Nikiela była niecelna.

Cracovia do końca pierwszej połowy miała przewagę, a GKS do końca pierwszej połowy praktycznie nie istniał. Wystarczy zresztą napisać, że bełchatowianie nie oddali w tym czasie ani jednego celnego strzału. Na siłę wymienić można jedynie niecelne uderzenia Bartosza Ślusarskiego (z narożnika pola karnego) i Michała Maka (z dystansu) i... to by było na tyle.

Niestety, z pierwszej połowy zostanie też zapamiętana sytuacja z jej początku, gdy po przypadkowym starciu z rywalem groźnego urazu nabawił się Łukasz Wroński. Pierwsze diagnozy mówią o kontuzji więzadła pobocznego, a to oznaczałoby przynajmniej kilkutygodniową przerwę w treningach. W ten sposób GKS do końca rundy będzie musiał radzić sobie bez dwóch skrzydłowych - przypomnijmy, że Wroński dostał szansę gry w pierwszej jedenastce ze względu na kontuzję Mateusza Maka, który wróci do treningów za wiele miesięcy.

Wracając do meczu, to w drugiej połowie obraz gry zmienił się niewiele, a jeśli już, to na gorsze. O ile GKS cały czas grał równie słabo, o tyle do poziomu beniaminka dostosowała się Cracovia. Goście co prawda cały czas przeważali, ale w przeciwieństwie do pierwszych 45 minut nie potrafili dojść do groźnych sytuacji. Tę naprawdę groźną stworzyli sobie dopiero w 79. min, gdy niepilnowany przez nikogo Mirosław Covilo z siedmiu metrów fatalnie główkował.

Gdy wydawało się, że goli w Bełchatowie nie będzie, Mateusz Żytko przy rzucie rożnym pociągnął za koszulkę Bartosza Ślusarskiego. Sędzia odgwizdał jedenastkę, a zawodnik Cracovii za drugą żółtą kartkę wyleciał z boiska. Do karnego podszedł Adam Mójta, który silnym strzałem wyprowadził gospodarzy na prowadzenia. I trudno było stwierdzić, że było to prowadzenie zasłużone.

Ambitnie walczący krakowianie nie odpuszczali jednak i choć grali w osłabieniu mocno przycisnęli bełchatowian. Efektem była seria rzutów rożnych, z których szczęśliwy okazał się ostatni. Po zamieszaniu w polu karnym w 92. min zdobył Bartosz Kapustka.

Więcej o:
Komentarze (1)
PGE GKS Bełchatów - Cracovia 1:1. Wygrana (słusznie) stracona w końcówce
Zaloguj się
  • hockib

    Oceniono 2 razy -2

    Oczywiście faulu na Ciovillo w polu karnym Pan sędzia oraz "obiektywny" Pan dziennikarz nie widział. Nie warte odnotowania było także wykartkowanie Cracovii. Ot prowincjonalne i stronnicze dziennikarstwo sportowe.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX