PGE GKS - Legia Warszawa 0:3. Twierdza Bełchatów zdobyta przez mistrza Polski

Piłkarze PGE GKS Bełchatów po 16 kolejkach po raz pierwszy przegrali na własnym boisku. Na GIEKSA Arenie podopieczni Kamila Kieresia przegrali z Legią Warszawa 0:3
Piłkarze PGE GKS byli rewelacją pierwszej rundy T-Mobile Ekstraklasy. Po pierwszych piętnastu meczach uplasowali się na bardzo wysokim czwartym miejscu. Sukces jest tym większy, że bełchatowianie są beniaminkiem na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Co więcej, stracili tylko 12 bramek, najmniej w całej lidze, a do prowadzącej w tabeli Legii tracili zaledwie trzy punkty.

O tym, że PGE GKS potrafi grać w piłkę, przekonali się także sami mistrzowie Polski, którzy w piątek przyjechali na mecz rewanżowy. Przy Łazienkowskiej lepsi okazali się bowiem bełchatowianie, którzy wygrali 1:0 po bramce Bartosza Ślusarskiego. Zarówno Kamil Kiereś, szkoleniowiec PGE GKS, jak i Henning Berg, trener Legii, zapowiedzieli jednak, że drugi mecz będzie kompletnie inny. - Warszawianie wszystko wypracowali potencjałem, a my ciężką pracą. Nie stoimy jednak na straconej pozycji i chcemy, by trzy punkty zostały w Bełchatowie - deklarował przed meczem Kiereś.

- Nie byliśmy wtedy jeszcze przygotowani w 100 procentach. Teraz spodziewamy się ciężkiego pojedynku, ale zamierzamy wyjść na boisko skoncentrowani i po prostu wygrać - zapowiadał zaś Berg.

Jeszcze przed meczem Kiereś został wyróżniony. Przypomnijmy, że jest aktualnie najdłużej pracującym szkoleniowcem w jednym klubie w całej T-Mobile Ekstraklasie. Ostatni mecz z Cracovią był setnym spotkaniem, w którym Kiereś prowadził zespół PGE GKS. Z rąk zarządu klubu trener otrzymał pamiątkową statuetkę.

Zmotywowani bełchatowianie od początku meczu grali agresywnie, dzięki czemu akcje Legii kończyły się najwyżej na 25. metrze boiska. Warszawianie nie potrafili wykorzystać zaś stałych fragmentów gry. Wydaje się, że taktyką PGE GKS na Legię było przeprowadzanie akcji skrzydłami. Goście nie pozostali rywalom dłużni i również skutecznie grali w defensywie. Żadna z drużyn nie zostawiała rywalom wiele wolnego miejsca i zarówno gospodarze, jak i goście wyraźnie czekali na błąd przeciwnika.

Pierwszy strzał w meczu dopiero w 13. minucie oddał Ondrej Duda. Nie trafił jednak w bramkę. Bliżej szczęścia był Michał Żyro, który sprytnie minął Błażeja Telichowskiego i próbował otworzyć wynik z dystansu. Kiedy Legia z minuty na minutę próbowała tworzyć przewagę, bełchatowianie próbowali gry z kontry. Zdecydowanie lepiej grali z lewej strony boiska, gdzie na skrzydle mądre akcje przeprowadzał Michał Mak przy pomocy dobrze wychodzącego do przodu Adama Mójty.

Ostry pressing bełchatowian pozwolił odebrać legionistom piłkę jeszcze na ich połowie, a futbolówka trafiła pod nogi Damiana Szymańskiego. Młody zawodnik miał dużo miejsca i uderzył na bramkę Kuciaka, ale niecelnie. Jeszcze lepszą okazję chwilę później w polu karnym miał Pavel Komołow, ale trafił w rywala.

W dalszej części meczu również sporo się działo. Legioniści przeprowadzili kolejną składną akcję, a Ivica Vrdoljak podał na wolne pole do powracającego do składu Jakuba Koseckiego, ale górą okazał się Arkadiusz Malarz. Odpowiedź bełchatowian była błyskawiczna. Piłka z rzutu rożnego poszybowała na głowę Pawła Baranowskiego i gdyby była dośrodkowana odrobinę niżej, wysoki obrońca trafiłby do bramki Legii.

Gol od dłuższego czasu wisiał w powietrzu, a do bramki w końcu trafiła Legia. W 33. minucie dobre dośrodkowanie wykorzystał jeden z najniższych piłkarzy na boisku, czyli Jakub Kosecki. Pomocnik Legii ubiegł obrońców gospodarzy i głową otworzył wynik spotkania. Jeszcze przed przerwą warszawianie strzelili drugą bramkę. Tym razem słynna bełchatowska defensywa nie pokazała się z najlepszej strony, a przepuszczoną przez Adriana Bastę i Błażeja Telichowskiego piłkę między słupki Malarza wpakował Ondrej Duda. To był kolejny plus Słowaka, bowiem wcześniej asystował przy pierwszej bramce.

W drugiej połowie drużyny miały już odmienne cele. Legia mogła grać spokojniej, bo liczyło się utrzymanie korzystnego wyniku. Bełchatowianie zaś musieli zniwelować przewagę, by wywalczyć w meczu z drużyną ze stolicy jakiekolwiek punkty. Podopieczni Berga nie osiedli jednak na laurach i starali się podwyższyć wynik. Najbliżej szczęścia był znakomicie grający w piątek Jakub Kosecki, ale minimalnie przestrzelił. Bełchatowianie również tworzyli okazje, jednak brakowało takiej akcji, po której mógłby paść gol. Trenerzy obu drużyn w końcu zdecydowali się na zmiany. W Bełchatowie Komołowa zastąpił Andreja Prokić, a w Legii Orlando Sa został zmieniony przez Marka Saganowskiego. Skrzydłowy PGE GKS starał się ożywić grę i próbował konfrontacji jeden na jeden, jednak w każdej z sytuacji był zatrzymywany przez obrońców Legii. Prowadzący spokojną grę legioniści przejęli inicjatywę na boisku i choć gospodarze próbowali bardziej ofensywnej gry, to na niewiele to się zdało. W 75. minucie Legia wbiła kolejny gwóźdź do trumny gospodarzy. Po rzucie rożnym kompletnie niepilnowany w polu karnym stał Jakub Rzeźniczak. Piłkarz pochodzący z Łodzi nie mógł zrobić nic innego, niż pewnym strzałem głową podwyższyć i ustalić wynik meczu.

Bełchatowianie nie zasłużyli w tym spotkaniu na zwycięstwo. Grali dobrze tylko przez część pierwszej połowy. Później gołym okiem było widać, że Legia radzi sobie lepiej, nawet bez kilku podstawowych zawodników. Twierdza Bełchatów w końcu została zdobyta, choć bełchatowianom należy się duży szacunek za tak długą jej obronę.

PGE GKS Bełchatów - Legia Warszawa 0:3 (0:2)

Bramki: Jakub Kosecki (33.), Ondrej Duda (44.), Jakub Rzeźniczak (75.)

PGE GKS: Malarz - Basta, Baranowski, Telichowski, Mójta - Rachwał (82. Baran), Szymański - Komołow (61. Prokić), Poźniak (69. Wacławczyk), Mak - Ślusarski

Legia: Kuciak - Lewczuk, Rzeźniczak Ż, Astiz, Guiljerme - Vrdoljak, Helio Pinto - Żyro, Duda (79. Bielik Ż), Kosecki (69. Kucharczyk) - Sa (60. Saganowski)