Kamil Kiereś po porażce ze Śląskiem: Nie byliśmy tłem dla gospodarzy

- Spotkanie było wyrównane, a o wyniku zadecydowała jakość takich zawodników jak bracia Paixao czy Sebastian Mila - mówi Kamil Kiereś, trener PGE GKS Bełchatów, po porażce ze Śląskiem Wrocław 1:2.
Kiereś podkreślił, że niewiele osób wierzyło, że PGE GKS będzie potrafił wywieźć dobry rezultat. - Tym bardziej że nasza sytuacja kadrowa nie napawała optymizmem - mówi szkoleniowiec bełchatowian. - W tygodniu poprzedzającym to spotkanie skupiliśmy się na pracy. Nigdy nie narzekamy, ale przez ciężkie treningi staramy się budować optymizm. I to było widać na boisku. Zostawiliśmy sporo zdrowia na boisku i z perspektywy całego meczu nie byliśmy tłem dla Śląska. Spotkanie było wyrównane, a szczególnie pierwsza połowa. Mieliśmy sporą jakość w ofensywie. Gdybyśmy potrafili wykorzystać sytuacje z mniej więcej 30. minuty, to mecz mógłby potoczyć się inaczej. Niestety, Damianowi Szymańskiemu, który wówczas trafił w poprzeczkę, może brakuje trochę doświadczenia. Takie mecze procentują u młodych ludzi. Brakowało tej kropki nad "i" w postaci gola. Bramkę strzelił Śląsk i to był zwrotny moment. A trzeba przyznać, że przyjeżdżając do Wrocławia, nie mogliśmy liczyć na wiele sytuacji.

Szkoleniowiec PGE GKS nie zgadza się z opiniami, że po przerwie Śląsk był lepszy. Twierdzi, że mecz wciąż był wyrównany. - O wyniku zadecydowała jakość takich zawodników jak bracia Paixao czy Sebastian Mila - mówi Kiereś. - Oni mogą być niewidoczni, a przy jednej akcji mogą zaważyć na dalszych losach meczu. Tak właśnie było. Cieszę się, że moja drużyna się nie poddała, dążyła dalej do wyrównania. Moim zdaniem sędzia skrzywdził nas, gdy podyktował karnego. Ta decyzja była na wyrost i zwiększyła szanse na zwycięstwo Śląska.

I dodaje: - Drużyna dalej nie zwątpiła i grała, by odwrócić losy meczu. W efekcie strzeliliśmy bramkę na 2:1. Muszę pochwalić zespół za zaangażowanie i serce, które włożyli w mecz. Cieszę się z dobrej postawy młodych zawodników, takich jak Flis czy wspomniany Szymański. Zięba zaś zaliczył asystę i tak naprawdę "zrobił" bramkę Ślusarskiemu. To duży plus.

Jeśli chodzi o całą rundę, to Kiereś nie jest zadowolony z jej końcówki. - Mieliśmy kryzys, choć w meczach z Łęczną i Śląskiem drużyna pokazała, że się podniosła - mówi szkoleniowiec PGE GKS. - Brakuje jednak jakości w finalnych akcjach. Jeśli dalej chcemy coś znaczyć i być widoczni w ofensywie, to potrzebujemy wzmocnień. Na tym skupimy się w okienku transferowym.

Kiereś podkreśla, że przed sezonem zakładał niespodziankę związaną z jego drużyną. - Nie mówiliśmy o konkretnym miejscu, ale jako beniaminek zdobyliśmy sporo punktów. Liczyłem jednak na 30, więc zabrakło nam tych trzech - mówi. - Jest mały niedosyt, ale idąc na święta, nikt nie zwiesza głów. Po powrocie trzeba znów rzucić się w wir pracy, dobrze się przygotować i szukać niespodzianek. Naszym celem jest awans do ósemki.