PGE GKS Bełchatów po inauguracji: Nowa drużyna, stare problemy

Choć PGE GKS Bełchatów podszedł do rundy wiosennej mocno odmieniony, to wciąż musi radzić sobie z problemami, które nękały go jesienią.
PIŁKA NOŻNA. Nie tak wyobrażano sobie inaugurację rundy wiosennej ekstraklasy w Bełchatowie. Solidnie przepracowany okres przygotowawczy, szybkie i przemyślane wzmocnienia, zwłaszcza w ofensywie, czy wreszcie wprowadzenie nowej taktyki, miały sprawić, że obniżka formy z końca jesieni będzie już tylko wspomnieniem. Niestety, sobotnie starcie z Podbeskidziem Bielsko-Biała niewiele różniło się od tych sprzed dwóch, trzech miesięcy.

GKS dobrze zagrał jedynie przez pierwszy kwadrans, czyli do momentu straty gola po przypadkowym rzucie karnym i tak naprawdę pierwszej groźnej akcji rywali. - Do tego momentu na pewno było widać pomysł na grę w ustawieniu z dwójką napastników. Stwarzaliśmy akcje po grze skrzydłami czy środkiem, a piłka często chodziła po ziemi - mówi Kamil Kiereś, trener bełchatowian.

Niestety, później wróciły demony z przeszłości. Jesienią jednym z największych problemów beniaminka była bezradność w ataku pozycyjnym. Gdy GKS musiał gonić wynik albo rywal zadowalał się remisem, przebijanie się przez defensywę najczęściej przypominało tzw. bicie głową w mur. I tak samo było w meczu z Podbeskidziem, które w sobotę nie pokazało niczego wielkiego. Po objęciu prowadzenia umiejętnie się jednak broniło, co na bezradnych bełchatowian w zupełności wystarczyło. Skończyło się na 2:1 dla gości. - Nie kontrolowaliśmy tego meczu, cofnęliśmy się za głęboko, mieliśmy błędy w obronie, a fizycznie też nie wyglądaliśmy rewelacyjnie - tak postawę swojej drużyny komentował Leszek Ojrzyński, trener bielszczan. Ale ci wygrali, co najlepiej pokazuje, jak zagrali gospodarze.

Ale na braku pomysłu na grę inną niż z kontrataku porównania z jesienią się nie kończą. Zmorą GKS wciąż pozostają bowiem urazy. Jeszcze w trakcie przygotowań kontuzji doznali Alexis Norambuena i Damian Szymański, a na dzień przed meczem infekcja wykluczyła z gry Marcina Flisa. Co więcej, jeszcze w trakcie pierwszej połowy boisko z urazami opuścili Adrian Basta i Bartosz Ślusarski. Ten pierwszy zwichnął bark, a Ślusarski ma problemy z kolanem. - Jeszcze nie znamy wyników badań, więc trudno powiedzieć, kiedy ci gracze wrócą do gry - mówi Michał Antczak, rzecznik GKS. Wszystko wskazuje jednak na to, że na najbliższe spotkanie bełchatowianie wyjdą bez wspomnianej piątki. A przecież od wielu miesięcy leczy się już Mateusz Mak...