Sport.pl

Kamil Kosowski o PGE GKS Bełchatów: Jedni z nielicznych, którzy trenują schematy [WYWIAD]

- GKS jest jedną z nielicznych drużyn w Polsce, po których widać, że trenuje jakieś schematy - ocenia Kamil Kosowski, były zawodnik drużyny z Bełchatowa, a obecnie ekspert telewizyjny.
ROZMOWA Z KAMILEM KOSOWSKIM, BYŁYM ZAWODNIKIEM PGE GKS BEŁCHATÓW, OBECNIE EKSPERTEM TELEWIZYJNYM

Szymon Bujalski: Po siedmiu meczach bez wygranej PGE GKS wreszcie zdobył trzy punkty. Przebudził się na dobre?

Kamil Kosowski: Wydaje mi się, że zawodnicy z Bełchatowa po prostu zagrali wreszcie na swoim poziomie. Zdobyli piękne bramki, a Małkowski, Wacławczyk czy Piech zagrali świetnie.

Bełchatowianie wreszcie nie popełnili głupich błędów?

- Błędów nie popełnili, ale wielki zrobił za to sędzia, który powinien odgwizdać jedenastkę po zagraniu ręką Pawła Baranowskiego. Jeśli chodzi o GKS, to przede wszystkim wyglądał dobrze w kontratakach, jak za starych czasów. Oczywiście było to możliwe dzięki szybko zdobytej bramce. Myślę, że bełchatowianie mają problem wtedy, gdy pierwsi tracą gola. Bardzo rzadko potrafią się wtedy podnieść. To spory problem mentalny, ale najlepszy sposób na poradzenie sobie z nim to wygrywanie. Jestem przekonany, że tacy zawodnicy jak Małkowski, Piech, Wacławczyk czy Mak nabiorą pewności siebie i wiary we własne możliwości. Bo mają talent i potencjał, by grać naprawdę dobrze. Mam też nadzieję, że Wacławczyk, który jest po ciężkiej kontuzji, w końcu będzie grał na miarę swojego talentu. Jego ostatnia asysta przy bramce Piecha to coś fantastycznego, bardzo rzadko spotykanego na boiskach polskiej ekstraklasy. To pokazuje, jak duże możliwości ma Kamil.

Skoro o golach mowa, to nie sposób pominąć pierwszą bramkę zdobytą po fenomenalnej kontrze. Aż trudno było uwierzyć, że to polska liga...

- GKS jest jedną z nielicznych drużyn w Polsce, po których widać, że trenuje jakieś schematy. Nie zawsze to wychodzi, ale przynajmniej próbuje. A jak już się uda, to efekty są takie, jak przepiękny gol na 1:0.

Wspomniał pan o Piechu i Małkowskim. Widać, że ci zawodnicy poprawili ofensywę GKS.

- Arek pokazuje, że duże miasto, duży klub i on to rzeczy, które raczej nigdy się nie połączą. On najlepiej czuje się właśnie na takich piłkarskich peryferiach, jak w Bełchatowie czy Lubinie. Obaj mieli szansę, żeby zagrać na troszeczkę większych stadionach i dla większej publiczności, ale nie mogą tych okresów zaliczyć do udanych. Arek miał szansę w Legii, ale tam okazje marnował. Teraz przyjechał do Bełchatowa i do siatki wpada praktycznie wszystko, co kopnie. Może to jest więc miejsce na ziemi dla takich chłopaków?

Pytanie, czy tak dobry początek w wykonaniu Piecha [cztery gole w trzech meczach] nie sprawi, że poczuje się zbyt pewnie?

- Wydaje mi się, że nie. Obstawiam, że Arek skończy sezon z ponad 10 golami. Jakby popatrzeć na jego mecze w Legii, to te cztery bramki mógł zdobyć w dwóch meczach, ale pudłował. W Bełchatowie nie pudłuje i wydaje mi się, że będzie trafiał dalej.

Teraz przed GKS mecz z Lechią, która zagra u siebie i nastawi się raczej na mocną ofensywę. A takich rywali w Bełchatowie lubią najbardziej.

- Nie będzie to łatwy mecz. Zwłaszcza że Lechia jest zdecydowanie mocniejsza w obronie niż w ataku. Przede wszystkim ma bardzo dobre boki obrony, na których grają byli lub obecni reprezentanci Polski [Grzegorz Wojtkowiak i Jakub Wawrzyniak - przyp. red.]. Małkowski i Mak nie będą mieli łatwo. Dlatego wydaje mi się, że większe pole do popisu będzie w środku dla Piecha. Lechia ma wysokich i mniej zwrotnych obrońców, a Arek jest szybki i ma dobre przyspieszenie. W tym upatruję dla niego szansy. Znając Kamila Kieresia, jestem jednak pewien, że bełchatowianie pojadą do Gdańska po trzy punkty.

GKS spokojnie stać na ósemkę czy będzie musiał się o nią bić do końca?

- Liga jest nieprzewidywalna, że od góry do dołu wszystko może się pozmieniać. Nawet Zawisza zaczął punktować. Nic mnie więc nie zdziwi. I dlatego też pierwsza ósemka jest sprawą otwartą. Jest jeszcze wiele drużyn, które mogą z niej wypaść i do niej wskoczyć.

Więcej o: