Pogoń Szczecin - PGE GKS Bełchatów 3:0. Słaby, słabszy, GKS

Beniaminek z Bełchatowa to od kilku miesięcy najsłabszy zespół ekstraklasy. Piątkowym antyfutbolem w Szczecinie pokazał, że przypadku w tym nie ma.
PIŁKA NOŻNA. Zespoły ze Szczecina i Bełchatowa są jedynymi, które w ostatnich dziesięciu meczach nie zanotowały dwucyfrowej zdobyczy punktowej. To razem z Wisłą Kraków także najgorsi ligowcy w rundzie wiosennej - przed piątkowym starciem GKS miał w dorobku ledwie trzy punkty, a Pogoń dwa. Wydawało się więc, że grając przeciwko równie słabemu rywalowi, obie drużyny zrobią wszystko, by wreszcie wygrać i oddalić się od strefy spadkowej, której widmo zaczęło zaglądać w oczy coraz mocniej.

Nic jednak bardziej mylnego. Mecz w Szczecinie od pierwszej minuty był męcząco nudny. Ani Pogoń, ani GKS nie zamierzały atakować, jakby bojąc się tego, że przeciwnik to wykorzysta. Tego, co oglądali kibice, nie można nazwać inaczej, jak antyfutbolem. Zresztą najlepiej świadczy o tym to, że przez pierwsze 45 minut zobaczyliśmy ledwie jeden celny strzał. I to niegroźny, gdy w ostatniej akcji z bardzo ostrego kąta próbował szczęścia Marcin Robak. Wspomnieć można jeszcze sytuację z 30. min, gdy po wyskoczeniu do piłki Dariusz Trela tak niefortunnie upadł na murawę, że opuścił ją z kontuzją. Tak na dobrą sprawę na tym relację z pierwszej połowy można byłoby zakończyć.

Kompletnie nic nie dały zmiany w wyjściowym składzie GKS. A próbujący wstrząsnąć zespołem trener Kamil Kiereś przeprowadził ich kilka. Tą najważniejszą było posadzenie na ławce rezerwowych Michała Maka, który chyba zbyt bardzo uwierzył w swoją wielkość i w ostatnich tygodniach jest cieniem samego siebie. Zastępujący go Paweł Komołow był jednak jeszcze bardziej bezproduktywny, podobnie zresztą jak i jego pozostali koledzy. Zupełnie niewidoczni byli też drugi ze skrzydłowych Maciej Małkowski i rozgrywający Kamil Wacławczyk. Zresztą nie ma co wymieniać bełchatowian z nazwisk, bo beznadziejnie słabo grali wszyscy. Trudno pochwalić któregokolwiek z nich za cokolwiek, bo piłkarze beniaminka grali przestraszeni, wręcz unikając piłki i odpowiedzialności.

Jeśli ktoś myślał, że gorzej być nie może, to druga połowa pokazała, jak bardzo się mylił. Pogoń od początku była tym zespołem, któremu po przerwie bardziej się chciało. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo już w 58. min wynik otworzył Robak. Napastnik gospodarzy wykorzystał dobre podanie od Rafała Murawskiego i - oczywiście - fatalne zachowanie gości w defensywie. Już kwadrans później Robak mógł cieszyć się ze skompletowania hat tricka, bo dwukrotnie trafił do siatki po rzutach karnych. Oba były podyktowane za głupie zachowania bełchatowian. Najpierw bezmyślny faul zanotował Adam Mójta, a później ręką przy strzale z rzutu wolnego zagrał Wacławczyk.

GKS w szóstym wiosennym meczu przegrał po raz piąty. I po raz piąty z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie. Jeśli wyniki 25. kolejki będą niekorzystne, beniaminek może spaść nawet na 14. miejsce i mieć tyle samo punktów, co będący w strefie spadkowej Ruch Chorzów. Jeszcze bardziej niż tabela martwi jednak fatalna postawa GKS, którego gra z każdym tygodniem wygląda coraz gorzej. Choć gorzej niż w Szczecinie wyglądać już chyba nie może...