Sport.pl

PGE GKS Bełchatów. Marek Zub dla Łódź.sport.pl: ?Zakładałem, że pracę zacznę od nowego sezonu zagranicą [WYWIAD]

- Przyznam szczerze, że trochę inaczej starałem się planować swoją przyszłość. Zakładałem, że rozpocznę pracę od nowego sezonu. Co więcej, zdecydowanie bardziej nastawiałem się na to, że nie będę pracował w Polsce - mówi w obszernej rozmowie z Łódź.sport.pl Marek Zub, nowy trener PGE GKS Bełchatów.
Rozmowa z Markiem Zubem, nowym trenerem PGE GKS Bełchatów

Szymon Bujalski: Pierwszy tydzień pracy w Bełchatowie za panem. Jak wrażenia?

Marek Zub: W takiej sytuacji jak zwykle dużo czasu trzeba poświęcić na złapanie pierwszego kontaktu i poznanie się. To teraz najważniejsza część pracy. Oczywiście nie zapominamy przy tym, że za kilka dni gramy z Lechem Poznań.

Powiedział na swej pierwszej konferencji, że aby leczyć, najpierw trzeba poznać diagnozę. Doszedł już pan do przyczyn ostatnich niepowodzeń?

- Tego nikt do końca nie wie i nie będzie wiedział. Na pewno jakaś diagnoza jednak jest. Kontynuując lekarskie porównanie, teraz głównym celem jest sprawienie, by zawodnicy do najbliższego meczu przystąpili "zdrowi".

Po pięciu porażkach w sześciu wiosennych spotkaniach nie jest z tym zdrowiem chyba najlepiej. Jak bardzo drużyna jest rozbita ostatnimi niepowodzeniami?

- Nie uważam, by była bardzo rozbita. Oczywiście ten ostatni okres pod względem wyników na pewno był trudny dla zawodników. Ale według mnie nie na tyle, by w wielkim stopniu się tym przejmować. Jestem przekonany, że jeżeli w ogóle problemy z odpowiednim nastawieniem psychicznym miały miejsce, to z nich wychodzimy i idziemy razem w dobrym kierunku. Zawodnicy po zmianie trenera patrzą na wszystko inaczej, podchodzą do tego, jak do nowego rozdania. Teraz patrzymy więc nie w przeszłość, a w przyszłość.

Rozumiem więc, że indywidualne rozmowy dają efekt?

- Moim zdaniem dają bardzo duży. Dzięki temu mam możliwość poznać zawodników osobiście z każdej strony. Nie tylko piłkarskiej, ale i prywatnej. Z tych bezpośrednich rozmów można budować pełniejszy obraz całości. Oczywiście każdy z graczy jest inny, ma za sobą inne doświadczenia związane z grą w GKS. Niektórzy grają tu już od dłuższego czasu, inni - co myślę, że ma dość duże znaczenie - są tu od niedawna. Oni mają inną ocenę tego, co przez ostatni czas działo się w Bełchatowie. Z racji tego, że trafili tu niedawno, być może bardziej obiektywną. Te rozmowy z wielu powodów były więc bardzo istotne.

Jak zamierza pan wykorzystać potencjał drużyny? Bo że jest on duży, przekonaliśmy się jesienią.

- Odpowiem w prosty sposób: w tym momencie najistotniejsze jest, by drużyna, która grać będzie w najbliższych spotkaniach, była optymalna pod każdym względem. Żadnej magii i czarodziejskich sztuczek stosować nie będę. Dalej pracować będą tu ci sami ludzie, którzy współpracowali z trenerem Kieresiem. Nic szczególnego dziać się więc nie będzie. Zmianą będzie po prostu moje oko trenerskie, moje doświadczenie i decyzje co do wyboru najlepszego składu.

Jesienią GKS słynął z bardzo solidnej obrony, wiosną chciał postawić bardziej na atak i skończyło się tym, że zawodzi i w jednym, i w drugim. Co więc będzie dla pana ważniejsze - gola nie stracić czy go strzelić?

- Mecz to ciągłe przechodzenie z ataku do obrony i na odwrót, więc nie da się tego tak łatwo rozgraniczyć. Choć na pewno podstawą w tym momencie - po słabych wynikach i przy zmianie trenera - jest przede wszystkim defensywa. GKS miał ostatnio duże problemy, gdy pierwszy tracił bramkę. W tym czasie w bardzo niewielu meczach był w stanie zmienić niekorzystny rezultat na swoją korzyść. Wiedząc, jak trudno grało się GKS po stracie bramki, trzeba więc postarać się, by samemu otworzyć wynik. Bo musimy przecież myśleć o zdobywaniu jak największej liczby punktów.

W ostatnich niepowodzeniach drużyny niebagatelną rolę odegrało odejście Arka Malarza do Legii. Z tego co widziałem, a co potwierdzają rozmowy z piłkarzami, Arek był kluczową postacią nie tylko w defensywie, ale przede wszystkim był niekwestionowanym liderem grupy. Jego odejście miało więc istotne znaczenie dla pogorszenia gry w defensywie i mentalnego nastawienia zespołu.

Długo zastanawiał się pan nad ofertą z GKS?

- Decyzja nie była błyskawiczna, ale jej podjęcie nie trwało też zbyt długo. Przyznam szczerze, że trochę inaczej starałem się planować swoją przyszłość. Zakładałem, że rozpocznę pracę od nowego sezonu. Co więcej, zdecydowanie bardziej nastawiałem się na to, że nie będę pracował w Polsce. Pojawiło się jednak zainteresowanie ze strony klubów ekstraklasy, nie tylko GKS, przez co zacząłem rozważać i te oferty. Na pewno podejmowanie pracy w trakcie sezonu i gdy zespół od jakiegoś czasu nie punktuje nie jest komfortowe, ale ostatecznie zdecydowałem się podjąć to ryzyko. Tak jak już mówiłem, ważnym argumentem "za" było to, że przychodzę do środowiska, które w jakimś stopniu znam. Co prawda od mojego odejścia z Bełchatowa minęło siedem lat, ale można powiedzieć, że charakter klubu, klimat wokół niego, czy też ludzie z nim związani są ci sami. Zdawałem sobie więc sprawę, że moje wejście do drużyny będzie dla obu stron łatwiejsze.

Bardzo się pan zmienił przez te siedem lat poza Bełchatowem?

- Jeżeli chodzi o kwestie trenerskie, to pewnie tak. Od tego momentu w decydowanie większym wymiarze pracuję już jako trener prowadzący zespół, a przecież w Bełchatowie byłem drugim szkoleniowcem. Poza tym jestem o siedem lat starszy (śmiech). Choć momentami trudno uwierzyć, że minęło aż tyle czasu. Gdy ostatnio w pokoju dla asystentów trenera usiadłem na kanapie vis-a-vis Zbyszka Robakiewicza, z którym przychodziłem wtedy do klubu, to powiedziałem mu: wydaje mi się, jakbym wczoraj stąd wyszedł. Choć przez te siedem lat nabyłem więc dużo doświadczenia, to w takich momentach wydaje się, że to wszystko było ledwie wczoraj.

Pana indywidualną pracę najbardziej naznaczył ostatni okres w Żaligirsie Wilno, który wypełniony był wieloma sukcesami.

- Ten okres bez dwóch zdań dał mi bardzo wiele i był niezwykle istotny. Wiem, że z perspektywy Polski liga litewska wydaje się mało ważna, ale nie mam zamiaru się z nikim się o to spierać. Dla mnie najważniejsze jest to, że podczas pobytu na Litwie zrealizowałem postawione przed sobą cele i osiągnąłem sukcesy. A jak to się ma do oceny w Polsce poziomu ligi na Litwie nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.

O potencjale ligi litewskiej mógł się przekonać chociażby Lech Poznań, którego wyeliminował pan z europejskich pucharów.

- Nie ma co jednak tak tego przekładać. Wyeliminowanie Lecha przez Żalgiris nie jest czymś, czym powinno się mierzyć poziom ligi litewskiej. Bez dwóch zdań jest ona słabsza od polskiej. Kwestią dyskusyjną pozostaje już jednak to, o ile. Najczęściej pojawia się pytanie, czy Żalgiris poradziłby sobie w ekstraklasie. Według mnie absolutnie tak. Nie mówię, że walczyłby o czołowe pozycje, ale z bardzo wieloma klubami z górnej części tabeli można byłoby go już porównać.

Tak czy inaczej wtedy plan na pokonanie Lecha był. Teraz tez jest?

- Oczywiście, że tak. Każdy stara się znaleźć drogę do zwycięstwa i nie inaczej jest z nami.

Dobrze, że już w pierwszym meczu z panem na ławce GKS mierzy się z czołową drużyną ligi?

- Czy to Lech, Legia, Jagiellonia, czy jakikolwiek inny zespół z czołówki nie ma to aż takiego znaczenia. Uważam już jednak, że o wiele lepiej grać z Lechem, niż z kimś z dołu tabeli.

Więcej o:
Komentarze (1)
PGE GKS Bełchatów. Marek Zub dla Łódź.sport.pl: ?Zakładałem, że pracę zacznę od nowego sezonu zagranicą [WYWIAD]
Zaloguj się
  • j0922

    Oceniono 1 raz 1

    Szanowny Panie Redaktorze!
    Wracamy z zagranicy. Wyjeżdżamy za granicę i pracujemy za granicą.
    Jak robiąc takie błędy można zdać maturę?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX