PGE GKS Bełchatów. Kamil Kiereś musi posprzątać bałagan po Marku Zubie

Marek Zub po kolejnym kompromitującym wyniku nie jest już trenerem PGE GKS. Umowa ze szkoleniowcem została rozwiązana za porozumieniem stron, a w czwartek trening z bełchatowianami ma poprowadzić Kamil Kiereś, który wróci na swoje stanowisko
PGE GKS po rundzie jesiennej miał okazję zostać niespodzianką sezonu. Drużyna pod wodzą trenera Kamila Kieresia namieszała w rozgrywkach ekstraklasy i dużo wskazywało na to, że bełchatowianie będą walczyli w grupie mistrzowskiej, a nie o utrzymanie. W rundzie wiosennej PGE GKS zaczął jednak zawodzić. W niczym nie przypominał drużyny z jesieni i seryjnie tracił punkty. Także Kiereś nie ukrywał, że stracił kontakt z piłkarzami. Szkoleniowiec postąpił honorowo i choć był najdłużej pracującym szkoleniowcem w jednym klubie ekstraklasy (ponad dwa lata), zdecydował się zrezygnować z prowadzenia zespołu. Jego dymisję przyjęto.

Drużyną tymczasowo opiekował się drugi trener Andrzej Orszulak, a włodarze PGE GKS rozpoczęli poszukiwania nowego szkoleniowca. Wśród kandydatów był m.in. Dariusz Wdowczyk, jednak ostatecznie zakontraktowano Marka Zuba. Wybór nie był przypadkowy: szkoleniowiec wcześniej przez ostatnie trzy sezony pracował w litewskim Żalgirisie Wilno, z którym na krajowym podwórku wywalczył wszystko, co mógł: wicemistrzostwo oraz dwa mistrzostwa Litwy, puchar oraz superpuchar. Po zdobyciu ostatniego tytułu Zub został nawet trenerem roku na Litwie, ale zdecydował się odejść z Żalgirisu. - Patrząc na warunki do pracy, otoczenie czy zainteresowanie mediów, to pełnego spełnienia nie miałem - powiedział szkoleniowiec w jednym z wywiadów, mając na myśli m.in. problemy z wynajmowaniem boiska na każdy trening lub mecz.

Zub w zespole z Bełchatowa miał za zadanie wprowadzić nową jakość i przede wszystkim utrzymać zespół w ekstraklasie. Był optymistycznie nastawiony do swojej nowej pracy. - Jestem przekonany, że jeżeli w ogóle problemy z odpowiednim nastawieniem psychicznym miały miejsce, to z nich wychodzimy i idziemy razem w dobrym kierunku. Zawodnicy po zmianie trenera patrzą na wszystko inaczej, podchodzą do tego jak do nowego rozdania. Teraz patrzymy więc nie w przeszłość, a w przyszłość - mówił "Wyborczej" po swoim pierwszym tygodniu pracy w PGE GKS.

Weryfikacja nadeszła jednak bardzo szybko i Zub zdał sobie sprawę, że ligi polska i litewska to kompletnie inna bajka. W swoich trzech pierwszych meczach w ekstraklasie przegrał odpowiednio z Lechem Poznań (1:2), Zawiszą Bydgoszcz (1:4) oraz Górnikiem Zabrze (0:2). Bełchatowianom następnie udało się zanotować bezbramkowy remis z Jagiellonią Białystok, który miał być odskocznią od porażek. Czar prysł jednak po kolejnej porażce z Cracovią (1:3). PGE GKS pod wodzą Zuba zanotował jeszcze remis z Cracovią w pierwszym meczu grupy o utrzymanie (1:1), a w kolejnych dwóch bełchatowianie z kretesem przegrali z Podbeskidziem (0:2) i Piastem Gliwice (3:6). Bilans pracy Zuba to więc dwa zdobyte punkty w ośmiu meczach, stosunek bramek 7:20 oraz ostatnie miejsce w tabeli.

Zub po żadnym meczów nie przyznał się honorowo do swoich błędów, nie wspominał też o dymisji. Po meczu z Piastem podkreślał wręcz, że klub się pali, ale nie tylko on występuje w roli strażaka, bo to wspólna sprawa drużyny. Tyle że sami piłkarze byli zdziwieni niektórymi metodami motywującymi szkoleniowca, które nie przynosiły żadnych rezultatów. Zub działał więc raczej w pojedynkę. Na szczęście działacze poszli po rozum do głowy i po blamażu w Gliwicach wreszcie podziękowali trenerowi za pracę.

To jednak nie pierwszy raz, kiedy Zub przyczynił się do upadku polskiego klubu, a nie chciał odejść z drużyny. W sezonie 2007/2008 prowadził łódzki Widzew i z 20 meczów wygrał ledwie cztery. Przegrał za to dziewięć, w tym po raz pierwszy od 11 lat niezwykle prestiżowe derbowe spotkanie z ŁKS-em. Został wówczas uznany za jednego z najgorszych trenerów w historii Widzewa. Klub podziękował mu na kilka kolejek przed końcem sezonu i zastąpił go Janusz Wójcik. Mimo to Widzew spadł do I ligi. Gdyby jeszcze sięgnąć dalej pamięcią, Zub zanotował też degradację z czwartoligową Pogonią Grodzisk Mazowiecki (sezon 2002/2003).

Od czwartku drużynę z powrotem ma przejąć Kiereś. Być może to i ośmieszający działaczy ruch, ale może dać swoje owoce. Wybór jest dobry: Kiereś dobrze zna zespół, a poza tym ma duży sentyment do drużyny. W połączeniu z ambicją i walecznością piłkarzy wspólnie mogą uratować ekstraklasę dla Bełchatowa.

Więcej o: