Ruch Chorzów - PGE GKS Bełchatów. Czy Kamil Kiereś uleczy PGE GKS?

Piłkarze PGE GKS w poniedziałek zmierzą się z Ruchem Chorzów w kolejnym ważnym meczu. Czy trener Kamil Kiereś, który objął drużynę w czwartek, uratuje drużynę przed spadkiem?
W czwartek na stanowisko trenera PGE GKS po dwóch miesiącach przerwy wrócił Kamil Kiereś. Zastąpił Marka Zuba, pod kierunkiem którego drużyna zdobyła tylko dwa punkty. - Po pierwsze, trener zna ten zespół, bo jeszcze dwa miesiące temu z nim pracował - mówił Konrad Piechocki, prezes PGE GKS. - Po drugie, nie mieliśmy czasu, by szukać trenera, bo liga potrwa jeszcze kilkanaście dni. Kamil Kiereś będzie miał inne spojrzenie na ten zespół. Wykorzystał czas, by pooglądać drużynę z boku, nabrać dystansu.

Od czwartku do wyjazdu na poniedziałkowy mecz z Ruchem Chorzów Kiereś poprowadził cztery treningi z drużyną. - Ciężko jest coś powiedzieć po czterech dniach współpracy, ale teraz to wygląda trochę lepiej, przede wszystkim psychicznie - tłumaczy Adam Mójta, obrońca PGE GKS. - Spodziewaliśmy się takiej zmiany, dlatego gdy do szatni wszedł trener Kiereś, nie byliśmy zaskoczeni. On ma swoją filozofię gry i od razu ją wdraża. Zmiana w drużynie była bez wątpienia potrzebna. W poniedziałek zobaczymy, jak na nią zareagujemy.

Kiereś po przyjściu do zespołu wziął się też za porządki. Dość drastyczne. Od razu odsunął od treningów z pierwszą drużyną czterech zawodników: Szymona Sawalę, Bartosza Ślusarskiego, Grzegorza Barana i Błażeja Telichowskiego. - Nawet jeśli kiedyś podpadli szkoleniowcowi, to są to doświadczeni gracze. Z niektórymi z nich Kiereś odnosił też sukcesy. Nikomu korona by z głowy nie spadła, gdyby jeszcze ten miesiąc potrenowali z pierwszą drużyną - uważa Kamil Kosowski, były piłkarz PGE GKS, teraz ekspert telewizyjny. - Nawet jeśli trener nie stawiałby na nich, to zawsze zwiększaliby rywalizację w zespole. Tę sytuację można porównać do zdjęcia zawodnika w 89. minucie tylko po to, żeby go zgnoić. Sam grałem w Bełchatowie i wiem, że takie sytuacje mają miejsce. Ale nawet jeśli trzeba się z kimś rozstać, to trzeba zrobić to z klasą.

Jak drużyna zareagowała na tę sytuację? - Trener wszedł do szatni, powiedział, że to jego decyzja i zakończył temat - opowiada Mójta. - Nie mnie to oceniać, czy decyzja była słuszna. Oczywiście dla nas był to szok, ale to trener bierze za to odpowiedzialność. Nie rozpaczamy, musimy skupić się na grze i wygrywać.

Wyniki weekendowych meczów ekstraklasy ułożyły się tak, że jeśli Ruch wygra poniedziałkowe spotkanie, zapewni sobie byt w ekstraklasie. - Postawa zespołu, a co za tym idzie rezultaty osiągane w ostatnich spotkaniach są na pewno budujące. To pomaga w pracy. Atmosfera jest dobra, ale nie wolno nam się rozluźniać czy popaść w samozadowolenie - zastrzega Waldemar Fornalik, trener Ruchu. Przypomnijmy, że w ostatnim spotkaniu PGE GKS przegrał u siebie z chorzowskim zespołem 0:1. Pechowo, bo w końcówce nie wykorzystał rzutu karnego. Jesienią na wyjeździe zwyciężył.

W poniedziałek przeciwko swojemu byłemu klubowi zagra Rafał Grodzicki, który w PGE GKS występował w latach 2005-2008. - Bełchatów to klub, który darzę pewnym sentymentem, bo tam debiutowałem w ekstraklasie i tam zdobyłem pierwszy medal mistrzostw Polski. Spędziłem tam dobry czas, ale to było dawno. Sentymentów w poniedziałek nie będzie - zapowiada stoper. - Postawiliśmy sobie jasny cel przed rundą finałową, dlatego chcemy jak najszybciej zapewnić sobie utrzymanie, żeby końcówka sezonu nie była nerwowa. Poza tym mam nadzieję, że podtrzymamy dobrą passę i damy radę wygrać na własnym stadionie.

Grodzicki będzie musiał powstrzymać Arkadiusza Piecha, który w Ruchu rozegrał 80 spotkań, strzelając 24 gole. W 12 tegorocznych występach w PGE GKS siedmiokrotnie pokonywał bramkarzy.

Do zakończenia sezonu pozostały trzy kolejki, a Bełchatów traci do bezpiecznego miejsca w tabeli cztery punkty. - Wszyscy nas już skreślili, ale patrzymy na siebie. Musimy wygrać i odbić się od dna tabeli, choć tak naprawdę nie przykuwamy uwagi do tego, jak grają rywale. To my musimy wygrywać i to jest klucz do tego, by się utrzymać. Ja wierzę w zwycięstwo i mam nadzieję, że z Chorzowa wrócimy w dobrych humorach. - mówi Mójta.

Początek poniedziałkowego meczu o godz. 18. Transmisja w Canal+.

Więcej o: