Ruch Chorzów - PGE GKS Bełchatów 2:4. Bełchatowianie jak z jesieni

PGE GKS pokonał Ruch Chorzów 4:2 i daje nadzieję na utrzymanie w ekstraklasie. Jeśli drużyna Kamila Kieresia będzie tak prezentowała się do końca sezonu, pozostanie w elicie.
Bełchatowianie w Chorzowie zagrali pod wodzą nowego-starego szkoleniowca. Kiereś po powrocie na stanowisko pierwszego trenera zrobił rewolucję. W kadrze na spotkanie z Ruchem zabrakło czterech zawodników odsuniętych wcześniej do rezerw, a także m.in. Mateusza Szymorka i Pawła Komołowa, czyli pewniaków u poprzednika Marka Zuba. Wrócili za to zapomniani już nawet w Bełchatowie Seweryn Michalski i Andreja Prokić. W wyjściowej jedenastce znaleźli się także bramkarz Emilijus Zubas oraz Marcin Flis, a Łukasz Wroński zastąpił bezproduktywnego w poprzednich spotkaniach Macieja Małkowskiego.

Powrót trenera Kieresia i zmiany dobrze wpłynęły na drużynę. Mimo zaledwie czterech treningów PGE GKS prezentował się zdecydowanie lepiej niż ostatnio. Wreszcie przypominał drużynę, która jesienią straszyła najlepszych. Taktyka bełchatowian nie polegała już na posyłaniu bezsensownych podań do przodu, zawodnicy nie tracili notorycznie piłki. W grze gości było widać jakąś myśl. Tworzyli także groźne sytuacje ze stałych fragmentów gry. Po jednej z nich główkował Paweł Baranowski, ale obrońca wybił piłkę sprzed pustej bramki.

Ruch w pierwszej połowie miał swoje szanse, bo pokonać Zubasa - mogli to zrobić m.in. Grzegorz Kuświk i Michał Helik. Jednak bełchatowianie grali lepiej. Ustawiony na lewym skrzydle Michał Mak doskonale współpracował z Arkadiuszem Piechem. Dzięki nim bełchatowscy kibice zobaczyli w 28. minucie kapitalną akcję. Obaj zawodnicy ograli defensorów Ruchu, a po dośrodkowaniu Maka Piech przyjął piłkę w polu karnym i z powietrza huknął do siatki.

Po przerwie gospodarze rzucili się do ataku i wyrównali. Wydawało się, że na tym nie poprzestaną, bo przecież zwycięstwo dawało im utrzymanie.

Jednak to bełchatowianie pokazali charakter. W ciągu siedmiu minut na listę strzelców dwukrotnie wpisał się Arkadiusz Piech. Najpierw dostał świetne dośrodkowanie od Adama Mójty i znalazł się sam na sam z bramkarzem, następnie wykorzystał prostopadłe podanie Damiana Zbozienia, wyprzedził obrońców i dał swojemu zespołowi prowadzenie 3:1.

To nie był jednak koniec emocji. Po dośrodkowaniu Grodzickiego piłka odbiła się od nogi Pawła Baranowskiego i zaskoczyła Zubasa. Bełchatowianie zaczęli się denerwować, a przede wszystkim pozwolili zepchnąć się do defensywy. Wydawało się, że desperacka obrona będzie trwała do końca... Na boisku był jednak Piech, który boleśnie przypomniał się chorzowskim kibicom i po raz czwarty pokonał bramkarza, tym razem po świetnej kontrze Maka. Po żadnym z trafień snajper PGE GKS-u nie cieszył się wylewnie.

Zwycięstwo pozwoliło PGE GKS-owi odbić się od dna tabeli i wyprzedzić Zawiszę Bydgoszcz. Jeśli beniaminek z takim zaangażowaniem zagra z Zawiszą, Koroną Kielce i Górnikiem Łęczna, to nie powinien spaść.

Ruch Chorzów - PGE GKS Bełchatów 2:4 (0:1)

Bramki: Piech (28., 63., 70., 90.) - Helik (58.), Baranowski (80., samobójcza).

Ruch: Putnocky - Konczkowski, Grodzicki Ż, Helik, Szyndrowski - Babiarz, Surma - Zieńczuk Ż, Starzyński (26. Efir Ż), Gigolaev (67. Kowalski) - Kuświk Ż (76. Visnakovs).

PGE GKS: Zubas - Zbozień, Baranowski, Flis, Mójta - Rachwał Ż, Szymański (45. Witasik) - Wroński Ż (82. Prokić), Wacławczyk (71. Poźniak), Mak Ż - Piech.