PGE GKS Bełchatów - Zawisza Bydgoszcz 1:4. Mecz o życie dla rywali

Efekt starej miotły Kamila Kieresia zadziałał tylko jednorazowo. Piłkarze PGE GKS przegrali u siebie z Zawiszą Bydgoszcz 1:4 i najprawdopodobniej pożegnają się z ekstraklasą.
Humory w Bełchatowie po dobrym meczu z Ruchem Chorzów były nie najgorsze. PGE GKS wygrał 4:2 i po raz pierwszy od dłuższego czasu dobrze prezentował się na boisku. Jedynym zmartwieniem przed ważnym meczem z Zawiszą był brak Michała Maka (nadmiar kartek) i Damiana Szymańskiego (kontuzja). Obaj piłkarze dobrze grali w Chorzowie i na pewno przydaliby się podczas arcyważnego meczu z bydgoszczanami. Sytuacja w tabeli jest tak napięta, że przegrana drużyna sobotniego meczu na GIEKSA Arenie praktycznie żegnała się z T-Mobile Ekstraklasą.

Obie drużyny zdawały sobie sprawę, jak wielka jest stawka meczu w Bełchatowie. Od początku na boisku było więc sporo agresji, a sędzia raz po raz przerywał grę. Pierwszą groźną sytuację stworzyli goście. Cristian Pulhac dośrodkował wprost na głowę Bartłomieja Pawłowskiego, ale ze strzałem byłego gracza Malagi poradził sobie Emilijus Zubas. Zawisza wciąż prowadził grę, a kilka minut później wyszedł na prowadzenie. Koszmarny błąd z lewej strony boiska popełnił Adam Mójta, a piłkę przejął Jakub Wójcicki. Następnie świetnie podał do Miki, a ten bez problemu pokonał Zubasa.

Strata jednej bramki nie była jeszcze tragedią, dlatego bełchatowianie nie stracili nadziei na korzystny wynik. Z kolei Zawisza wciąż szedł do przodu i trzy minuty później wykorzystał kolejne nieporozumienie wśród obrońców PGE GKS. Znów fatalnie zachowali się Mójta i Paweł Baranowski. Strzelec pierwszej bramki tym razem zaliczył asystę, bo podał do zupełnie niepilnowanego Josipa Barisicia, a ten z najbliższej odległości strzelił do siatki Zubasa.

Bełchatowianie po jedenastu minutach przegrywali 0:2 i wynik ich sparaliżował. Zaczęli grać tak źle, jak za kadencji Marka Zuba. Bezsensownie wybijali piłkę do przodu, brakowało im spokoju i pewności w grze. Pierwszą składną akcję przeprowadzili dopiero w 29. minucie, kiedy to Mójta dośrodkował z rzutu wolnego. Grzegorz Sandomierski, bramkarz Zawiszy, chyba chciał pomóc rywalom, bo piąstkował na tyle niefortunnie, że piłka wylądowałaby w jego siatce. Piłkę próbował jeszcze dobijać Marcin Flis, ale ostatecznie futbolówkę wybił jeden z obrońców gości.

Zawisza mógł pogrążyć PGE GKS jeszcze przed przerwą. Alvarinho bez problemów wypracował sobie wolne pole na lewej stronie boiska i dośrodkował w pole karne. Tam piłkę przejął Barisić i mocno strzelił, ale w Zubasa. Gdyby trafił do siatki, byłoby po meczu.

Zdenerwowany Kiereś nie mógł patrzeć, jak bydgoszczanie dominują na boisku, dlatego na pierwszą zmianę zdecydował się już w 42. minucie. Bardzo kiepsko spisującego się Witasika zastąpił Paweł Komołow. Trener PGE GKS powinien też pomyśleć o zastępcach dla Kamila Wacławczyka i Macieja Małkowskiego. Dobrego meczu nie rozgrywali też obrońcy.

W Bełchatowie liczyli jednak, że w końcu obudzi się Arkadiusz Piech, który w Chorzowie strzelił cztery bramki. Napastnik był niewidoczny, ale nie mógł też liczyć na dobre podania od kolegów. Piłka wpadła mu pod nogi w zamieszaniu w polu karnym tuż przed przerwą. Najlepszy strzelec PGE GKS fatalnie jednak przestrzelił, a na trybunach było słychać tylko jęk zawodu.

W przerwie Kiereś nie dokonał już żadnych zmian, a jego zmobilizowany zespół od razu ruszył do ataku. Nie próżnowali także rywale, dobrą akcję zanotował Alvarinho, ale strzał obronił Zubas. Bełchatowianie grali mądrzej, blisko siebie, ale nic z tego nie wynikało. To Zawisza wciąż prowadził dwoma bramkami i mógł spokojnie się bronić. Czujność bydgoszczan w 60. minucie uśpił jednak Małkowski. Przejął piłkę na wysokości pola karnego, minął dwóch obrońców i pewnym strzałem pokonał Sandomierskiego.

Kiedy nadzieje bełchatowian na remis lub nawet wygraną odżyły, szpilkę gospodarzom po raz drugi wbił Barisić. Kapitalną lukę między piłkarzami PGE GKS dostrzegł Kamil Drygas i posłał długie podanie przez niemal całą połowę. Napastnik przejął i wykorzystał sytuację sam na sam z Zubasem. Zawisza prowadził więc 3:1.

Chwilę później Chorwat opuścił boisko, a zastąpił go Jakub Świerczok. Dwie minuty po wejściu napastnik także wpisał się na listę strzelców. Przy dośrodkowaniu Alvarinho z rzutu wolnego znów zaspali bełchatowscy obrońcy, a Świerczok, stojąc tyłem do bramki, przelobował głową Zubasa. Jeśli ktoś miał déja vu z ostatniego meczu PGE GKS z Zawiszą w Bełchatowie, czuł dobrze...

Kiereś na stratę dwóch goli zareagował zmianami. Z boiska zeszli Łukasz Wroński i Wacławczyk, a zastąpili ich Andreja Prokić i Sebastian Olszar. Gra gospodarzy niewiele się jednak zmieniła. Zawisza kontrolował już wydarzenia na boisku. Ostatni kwadrans spotkania przebiegał już w grobowej atmosferze, jakby kibice pogodzili się już z porażką. Bijących głowami w mur piłkarzy PGE GKS dopingowały już tylko dzieci na sektorze rodzinnym. Bełchatowianie przegrali 1:4 i zamiast kroku w przód, zrobili ogromny krok w tył.

Po porażce z Zawiszą PGE GKS znów zamienił się z bydgoszczanami miejscami w tabeli. Bełchatowianie są ostatni i do pozycji gwarantującej pozostanie w ekstraklasie tracą cztery punkty. W tej sytuacji do utrzymania nie wystarczą im już dwie wygrane w ostatnich kolejkach. Oprócz obligatoryjnego zdobycia sześciu punktów, przegrać muszą rywale. Kolejny mecz już we wtorek, a do Bełchatowa przyjedzie Korona Kielce.

PGE GKS Bełchatów - Zawisza Bydgoszcz 1:4 (0:2)

Bramki: Maciej Małkowski (60.) - Mica (8.), Josip Barisić (11., 63.), Jakub Świerczok (66.).

PGE GKS: Zubas - Zbozień, Baranowski, Flis, Mójta - Rachwał, Witasik (41. Komołow) - Wroński (69. Prokić), Wacławczyk (69. Olszar), Małkowski, Piech.

Zawisza: Sandomierski - Wójcicki, Micael, Marić, Pulhac - Majewskij, Drygas - Pawłowski (80. Smektała), Mica, Alvarinho (90. Denković) - Barisić (64. Świerczok).