Sport.pl

PGE GKS Bełchatów - Korona Kielce 2:2. Kamil Kiereś: "Muszę przyjąć to na klatę"

- Wygodniej byłoby nie wracać do PGE GKS, ale chciałem podjąć się tej pracy i teraz muszę przyjąć to na klatę, bo drużyna spada z ekstraklasy - mówi Kamil Kiereś, trener bełchatowian, po remisie z Koroną Kielce 2:2.
- Przed spotkaniem z Ruchem, w którym znów poprowadziłem zespół, można by pomyśleć, że nie warto wrócić do Bełchatowa i brać na siebie takiego ciężaru. Po dwumiesięcznym odpoczynku i otrzymaniu propozycji powrotu i ratowania zespołu w czterech ostatnich kolejkach uznałem, że utrzymanie jest możliwe - mówi Kiereś. - Stwierdziłem, że przy odpowiednich ruchach kadrowych dotrę do zawodników i to mi się udało. Nie zdobyliśmy kompletu punktów w trzech meczach, a tylko cztery. Mogliśmy grać w Łęcznej z Górnikiem w takim finale o utrzymanie. Tym bardziej szkoda tej straconej bramki w ostatnich sekundach. Gdybyśmy wygrali, na pewno nabralibyśmy jeszcze większej siły, by bić się z Górnikiem o utrzymanie. Bramka na 2:2 zamknęła nam tę drogę i to spotkanie będzie miało tylko wymiar statystyczny.

I dodaje: - Wygodniej byłoby nie wracać, ale chciałem podjąć się tej pracy i teraz muszę przyjąć to na klatę, bo drużyna spada z ekstraklasy. Trudno mi powiedzieć, jak to dalej będzie wyglądało. Nie jest to teraz odpowiedni moment na takie rozmowy. Zależy mi jednak na tym zespole, bo przez trzy ostatnie lata włożyłem w niego dużo wysiłku. Po spadku awansowaliśmy do ekstraklasy, mieliśmy dobry start, ale teraz znów spadamy. Chciałem pomóc i robiłem wszystko co mogłem. Mimo że jesteśmy w I lidze, zależy mi na tym klubie i nie chciałbym, żeby PGE GKS przepadł w I lidze. Trzeba usiąść, porozmawiać i pomyśleć o nowych perspektywach, ale teraz nie potrafię powiedzieć, jak to będzie wyglądało.

Więcej o: