Rafał Ulatowski, trener PGE GKS: "Wiemy, gdzie mamy problemy" [WYWIAD]

PGE GKS Bełchatów w sobotę przegrał z MKS Kluczbork 0:2. Po meczu trener Rafał Ulatowski wiedział już, którym piłkarzom podziękuje za testy i nie będą grali w I lidze
Rozmowa z

Rafałem Ulatowskim

trenerem PGE GKS Bełchatów

Maciej Nowocień: Nie może być pan zadowolony po sobotnim sparingu z MKS Kluczbork. PGE GKS czeka dużo pracy.

Rafał Ulatowski: Trudno, żeby było inaczej, skoro mamy nowy zespół, budowany od podstaw. Pracujemy ze sobą dwa tygodnie. Wiemy, z czym się mierzymy i ile będzie kosztował nas ten okres, w którym musimy postawić solidny fundament. To jest wkalkulowane w to, co robimy.

Stawia pan na młodzież, ale pierwszej ligi młodym zespołem się nie zawojuje.

- Mamy Patryka Rachwała, który jest doświadczony, podobnie jak 28-letni Vaclav Cverna. To nie jest tak, że będziemy grali jedenastoma młodymi zawodnikami. Znamy realia tej ligi. Mamy określoną strategię w klubie i będziemy ją wypełniać. Pion sportowy wie, na co możemy liczyć. Nie ma co robić tragedii z porażki z Kluczborkiem, bo odeszło od nas ośmiu doświadczonych zawodników. Zdajemy sobie sprawę z konsekwencji. Nie zostaje nam nic innego, niż tylko pracować, sprawdzać kolejnych zawodników. Musimy się też liczyć z tym, że piłkarze z niższych lig będą popełniać błędy indywidualne, tak jak w meczu z Kluczborkiem. Ryzyko jest wkalkulowane.

Rozumiem, że takie błędy skreślają tych zawodników?

- Tak, ale nie mogę zdradzić, którzy się z nami pożegnają, bo oni muszą dowiedzieć się o tym pierwsi ode mnie, a nie z prasy. Tak samo paru graczy z nami zostanie, ale też nie zdradzę, o kogo chodzi.

PGE GKS na razie nie ma jakości w ofensywie. W meczu z Kluczborkiem stworzył jedną bramkową sytuację, której nie wykorzystał.

- Widzę ten problem i wiem, że trzeba sprowadzić zawodników, którzy dadzą nam jakość. Gwarantuję, że z zawodnikami, którzy grali w ofensywie w sobotę, na pewno nie wystartujemy w lidze. Oni nie dają nam jakości, jakiej byśmy chcieli. Mecze sparingowe są po to, żeby testować, sprawdzać. Formacja ofensywna nie pokazała praktycznie nic. Trudno brać zawodników, którzy w sparingach nie pokazują tego, co byśmy chcieli. Szukamy dalej. Nie mamy wiele czasu do ligi, ale nasza strategia jest długofalowa, dwu-, trzyletnia. Mamy kilka okien transferowych, w których musimy zbudować zespół, który awansuje do ekstraklasy. Na razie z dyrektorem sportowym Jackiem Krzynówkiem budujemy obronę. Sprowadziliśmy Vaclava Cvernę i Lukasa Klemenza. Wiemy, gdzie mamy problemy, wiedzieliśmy to też przed sparingiem. Potwierdziło się, że dalej musimy szukać odpowiednich zawodników.

Będzie pan miał pełną kadrę na inauguracyjny mecz I ligi ze Stomilem Olsztyn?

- Nie. Okno transferowe zamyka się 31 sierpnia. Po tym, co widziałem w sobotę, jestem przekonany, że będziemy kontraktować zawodników także w sierpniu. Zdaję sobie sprawę z konsekwencji, jakie to ze sobą niesie, ale taka jest rzeczywistość. Pracujemy z nowym zarządem nad nowym pomysłem dopiero nieco ponad 10 dni. Trudno sprowadzić w tym czasie dziesięciu zawodników, którzy będą pasowali do naszej strategii. To jest proces długofalowy. To nie skończy się do meczu ze Stomilem, po meczu ze Stomilem czy po trzeciej lub czwartej kolejce. Budujemy nowy PGE GKS Bełchatów.

Co z kontuzjowanymi Damianem Szymańskim i Mateuszem Makiem? Zostaną w klubie?

- Obaj mają ważne kontrakty. Szymański jest wyłączony do grudnia, ale jest naszym piłkarzem. Mak jeszcze się rehabilituje, jak przyjedzie do Bełchatowa, to będziemy dalej rozmawiać.