PGE GKS Bełchatów potrzebuje doświadczenia. Na kłopoty nowy napastnik

PGE GKS przegrał na inaugurację I ligi ze Stomilem Olsztyn 0:1. Wkrótce do drużyny ma dołączyć napastnik, który ma częściowo rozwiązać kłopoty bełchatowian.
Latem PGE GKS został bowiem kompletnie przebudowany. Z doświadczonych piłkarzy został tylko Patryk Rachwał, a większość pozostałych graczy dopiero wchodzi na wysoki poziom w seniorskiej piłce. Stomil, który w swoim zespole ma więcej uznanych piłkarzy, był faworytem sobotniego meczu.

Co więcej, drużyna PGE GKS przed meczem z olsztynianami miała ledwie dwóch napastników w kadrze. Pierwszym z nich był 24-letni Bartłomiej Bartosiak, a drugim pozyskany w piątek 20-letni Szymon Stanisławski. Żeby tego było mało, w meczu nie mógł wystąpić Vaclav Cverna, czyli filar obrony PGE GKS. Do meczu nie dotarł certyfikat zawodnika z Czech.

Rafał Ulatowski, trener PGE GKS, w wyjściowym składzie pokusił się o niespodzianki. Z przodu zagrał nie Bartosiak, ale nominalny skrzydłowy Łukasz Wroński, który szybkością miał zaskoczyć rywali. Napastnik zaś został ustawiony z boku pomocy. Niewiele brakowało, a właśnie ta dwójka wypracowałaby pierwszego gola, ale Wroński minimalnie przestrzelił po dośrodkowaniu swojego kolegi.

To było jednak na tyle, jeśli chodzi o dobrą postawę bełchatowian w pierwszej połowie. Od 20. minuty PGE GKS oddał inicjatywę rywalom. Kiedy wydawało się, że gol w pierwszej połowie już nie padnie, Stomil strzelił bramkę. Janusz Bucholc znalazł lukę w obronie PGE GKS i podał do Łukasza Suchockiego, który technicznym strzałem w długi róg pokonał Macieja Krakowiaka.

W drugiej połowie Ulatowski dokonał ofensywnej zmiany. Skrzydłowego Mateusza Szymorka zastąpił Stanisławski, który został przesunięty do ataku, a Wroński wrócił na swoją nominalną pozycję. Trzeba przyznać, że bełchatowianie zaczęli przeważać, mieli też kilka sytuacji strzeleckich. Z dobrej strony pokazali się też młodzi rezerwowi Dawid Flaszka i Paweł Zięba. Niestety, żaden z piłkarzy nie zdołał pokonać dobrze dysponowanego Piotra Skiby i mecz zakończył się zwycięstwem Stomilu 1:0. - Druga połowa jest dla nas nadzieją na przyszłość - skomentował Ulatowski. - Widzieliśmy całkiem inne oblicze tego zespołu. Przegrywając, postawiliśmy na szalę wszystko, co mieliśmy. Jedna czy dwie sytuacje przez nas stworzone mogły zakończyć się bramką i remisem. Taki wynik byłby dla tak młodego zespołu czymś, po czym moglibyśmy podnieść głowę w szatni.

Za przyczyny porażki bełchatowian można uznać brak doświadczenia oraz napastnika z prawdziwego zdarzenia, który podniósłby jakość gry ofensywnej. Wroński nie radził sobie z przodu fizycznie, a Stanisławskiemu brakuje ogrania na wyższym szczeblu rozgrywkowym. - Mam nadzieję, że z każdym meczem będziemy nabierać doświadczenia, bo mecz ze Stomilem pokazał, że nam go brakuje - ocenia Wroński. I dodał: - Prezes zapewnił nas też, że jeszcze wzmocni zespół. Do drużyny ma przyjść napastnik.

Za tydzień piłkarze PGE GKS ponownie na własnym boisku zmierzą się z Chojniczanką.

PGE GKS Bełchatów - Stomil Olsztyn 0:1 (0:1)

Bramki: Łukasz Suchocki (42.)

PGE GKS: Krakowiak - Witasik, Michalski, Flis Ż, Kuban - Rachwał, Klemenz Ż - Bartosiak (72. Zięba), Serafin (64. Flaszka), Szymorek (46. Stanisławski) - Wroński

Stomil: Skiba - Bucholc, Czarnecki, Ratajczak Ż, Remisz - Głowacki, Lech - Meskhiia (70. Trzeciakiewicz), Suchocki (77. Żwir), Szymonowicz - Kujawa (83. Łukasik)