PGE GKS Bełchatów przegrał wygrany mecz. W fatalnym stylu

Po pierwszej połowie meczu z GKS Katowice chyba nikt w Bełchatowie nie przypuszczał, że ich drużyna może nie zdobyć ani jednego punktu. A jednak doznała drugiej z rzędu porażki w I lidze.
W 10. minucie spotkania dwóch górniczych drużyn stoper gości Adrian Jurkowski sfaulował wbiegającego w pole karne Cezarego Demianiuka. Sędzia wyrzucił go z boiska, a gości pokarał dodatkowo Seweryn Michalski, strzelając gola z rzutu wolnego. Nic nie wskazywało, że PGE GKS zejdzie z boiska bez punktów, tym bardziej że grał rozsądnie. Długo rozgrywał piłkę, zmuszając rywali do biegania. Stwarzał też sporo okazji, przede wszystkim dzięki świetnej postawie Bartłomieja Bartosiaka, który ogrywał katowiczan niczym juniorów.

Brakowało tylko kropki nad i, czyli drugiego gola. Szanse były, jednak żadnej nie udało się wykorzystać. Ale nawet brak skuteczności nie zwiastował katastrofy, ponieważ GKS Katowice nie był w stanie zbliżyć się w pobliże bramki bronionej przez debiutującego w I lidze Pawła Lenarcika. W 56. min trener Rafał Ulatowski dokonał dwóch zmian, zdejmując z boiska Demianiuka i Łukasza Wrońskiego. I stało się coś zupełnie nieoczekiwanego: gospodarze przestali grać. Zamiast robić to, co przed przerwą wychodziło im świetnie, czyli wymieniać bezpieczne podania, bełchatowianie starali się szybko przedostać w pobliże bramki przeciwnika. Szymon Stanisławski nie potrafił utrzymać się przy piłce, jak to robił Demianiuk. Trudno się jednak temu dziwić, skoro problemy stwarzało mu poprawne przyjęcie piłki. Ani on, ani Hieronim Gierszewski, ani Jakub Serafin nie umieli wykorzystać słabej dyspozycji katowickich obrońców. Strzały z daleka albo były słabe i niecelne (jak Lukasa Klemenza), albo brakowało szczęścia, jak Michalskiemu, który trafił w poprzeczkę.

Pracowity i dużo biegający Patryk Rachwał nie był w stanie przeciwstawić się coraz odważniej poczynającym sobie katowiczanom. Starał się rozgrywać piłkę, przerywać akcje, jednak jego koledzy spisywali się coraz gorzej. GKS przeprowadził w końcówce dwie akcje, które zakończył golami. W doliczonym czasie musiał jeszcze grać w dziewiątkę, bo za faul wyleciał z boiska jego kapitan Grzegorz Goncerz. Niespodziewanie jednak goście wrócili do domu z kompletem punktów. A PGE GKS przekonał się, że do stabilizacji dużo mu jeszcze brakuje.

PGE GKS Bełchatów - GKS Katowice 1:2 (1:0)

Gol: Michalski (12.) - Burkhardt (78.), Pielorz (86.)

PGE GKS: Lenarcik - Witasik, Michalski Ż, Cverna, Kubań Ż - Wroński (56. Stanisławski), Rachwał, Klemenz, Bartosiak (81. Szymorek) - Demianiuk (56. Serafin), Gierszewski

GKS: Dobroliński - Czerwiński, Jurkowski CZ, Kamiński, Pietrzak - Ciechański (61. Szołtys), Leimonas, Trochim (68. Burkhardt), Pielorz, Frańczak (61. Januszkiewicz) - Goncerz CZ