Sport.pl

Biegł w Nowym Jorku i Alpach. Teraz czas na... schody [ROZMOWA]

Często ludziom nie chce się pieszo wejść nawet na drugie piętro w bloku. Trzech łodzian w weekend pokona ich 49, i to w jak najszybszym tempie
ROZMOWA Z

JAROSŁAWEM PIECHOTĄ*,

ŁÓDZKIM BIEGACZEM

Maciej Nowocień: Korzysta pan z windy?

Jarosław Piechota: (śmiech ) To zależy od dnia. Jeśli nie jestem z cyklu treningowym i się nie spieszę, to czasem sobie nawet wbiegnę na któreś piętro. W innym przypadku staram się nie przesadzać. Trzeba dać trochę odpocząć nogom. Mieszkam na pierwszym piętrze, więc daleko nie mam.

Dlaczego biega pan po schodach?

- To nie tak, że biegam tylko po schodach. Biorę udział także w biegach ulicznych czy górskich. Bieganie po schodach to dla mnie taka odskocznia. Brałem udział m.in. w maratonie w Nowym Jorku.

Jak pan się do niego dostał? To marzenie wielu biegaczy.

- Zgłosiłem swój wynik w odpowiedniej kategorii wiekowej i to wystarczyło. Poza tym za sobą mam m.in. udział w Pucharze Europy w biegach górskich w Alpach, w którym biegłem 13 km pod górę. Startowałem także w najcięższym maratonie górskim w Alpach szwajcarskich. Za mną też międzynarodowy półmaraton w Budapeszcie, a także szereg innych imprez w Polsce.

Czym różni się bieganie po płaskim terenie od "tower runningu"?

- Na pewno bazę trzeba mieć z biegów po płaskim, bo musimy nabrać odpowiedniej prędkości. Na schodach nie da się tego zrobić. Do tego trzeba znacznie wzmocnić nogi, więc ważne są treningi crossowe. Na schodach trzeba wytrenować odpowiednią technikę wbiegania. Można między innymi korzystać z obręczy, a wszystko zależy od biegacza. To dużo bardziej męczące zajęcie niż normalne bieganie, choć krótkotrwałe, bo ja wbiegam na 49. piętro w około siedem minut, a najlepsi w pięć. Amatorzy traktują bieganie po schodach jako uatrakcyjnienie swojego normalnego treningu. Można w ten sposób wzmocnić siłę biegową. Wiadomo jednak, że ilu biegaczy, tyle opinii.

Pan traktuje to jednak priorytetowo.

- Staram się. Mam ambicję i dużo motywacji, ale trzeba też spojrzeć czasem w PESEL, a mam już 42 lata. Nie zawsze uda się wygrać, a w biegu po schodach tak naprawdę dla mnie liczy się samo ukończenie, bo to mordercze zajęcie. Podczas biegu często łapią skurcze, bo powstaje olbrzymi głód tlenowy. Można to podpisać pod delikatny hard core (śmiech ). Niektórzy wbiegają i wchodzą na zmianę. W niektórych biegach nie można od razu iść na sto procent. Czasami u góry odpoczywałem, leżąc, bo inaczej się nie da.

Co ma kluczowe znaczenie w bieganiu po schodach?

- Na pewno technika, wytrzymałość i przygotowanie fizyczne. Trzeba mieć jednak siłę biegową i trochę kilometrów w nogach. W końcu w mistrzostwach Polski wbiegamy na 49. piętro. Nie można pozwolić sobie też na błędy, bo różnice czasowe liczone są w setnych częściach sekundy. Jest bardzo ciasno w wynikach.

W jaki sposób pan trenuje?

- Głównie u rodziców, mieszkających w dziesięciopiętrowym bloku. Czasem też można iść do lasu i szukać długich odcinków o lekkim nachyleniu, lub krótkich, o dużym. Liczy się też intensywność podbiegu. Czasami zakładam też na treningi po schodach kilkukilogramowy plecak, by zwiększyć obciążenie. Poza tym mogę trenować w klubie FitFabric w Sukcesji, gdzie jest specjalny sprzęt do biegania po schodach. Bardzo dziękuję z tego miejsca pani Karolinie Libertowskiej.

Zastanawiam się, jak reagują sąsiedzi, gdy widzą pana raz po raz wbiegającego na ostatnie piętro...

- Bardzo pozytywnie. Wszyscy mnie znają i wiedzą, że od kilkunastu lat trenuję bieganie, a teraz także po schodach. Trzymają za mnie kciuki i nie dziwią się, gdy na którymś z pięter znajdą napój izotoniczny. Czasami są zaskoczeni, że szybciej wbiegłem, niż oni wjadą na swoje piętro windą. Nikt nie ma z tym najmniejszego problemu. Kolizje też się raczej nie zdarzają. Wymienimy tylko uprzejmości, jeszcze usłyszę słowa otuchy.

W bieganiu po schodach łatwiej jest o kontuzje?

- W każdym sporcie wyczynowym można złapać jakiś uraz, także w bieganiu, czy to po schodach czy płaskim terenie. Bardzo obciążone są kolana oraz ścięgno Achillesa, bo wbiegamy na śródstopiu, a nie całej stopie. Korzystamy z co drugiego schodka, bo trzy to już za długi krok, a po jednym to tzw. młynek.

Jaki sprzęt dobrać, by szybko wbiec po schodach?

- Trzeba mieć lekkie buty startowe. Niektórzy startują też boso, ale tego nie polecam. Łatwo stłuc palce. Inni stosują także specjalne rękawiczki, by łatwiej się podciągać na obręczach. Ja nigdy nie miałem jakiegoś poważniejszego wypadku. Moi koledzy również, a przynajmniej o tym nie słyszałem. Czasami niektórym zabraknie sił na trasie, gdy za mocno wystartują. Ale u nas się to nie zdarza.

Gdyby miał się pan zmierzyć z najlepszymi biegaczami startującymi na stadionie, kto by wygrał?

- Myślę, że na schodach mielibyśmy wyrównane szanse. Wiadomo, że taki Adam Kszczot będzie miał lepszą prędkość, bo na stadionie jest biegaczem wybitnym. Ja jednak na pewno dysponuję lepszą techniką na schodach. Dlatego żaden z nas nie jest na straconej pozycji. Adam jest młodszy, więc tutaj też ma przewagę. Mamy inną wydolność. To jedna wielka niewiadoma, dlatego sport jest tak piękny.

W weekend wystartuje pan w mistrzostwach Polski we Wrocławiu. Jak wyglądają takie zawody?

- Będziemy wbiegać na budynek Sky Tower, czyli najwyższy w Polsce. To jest 212 metrów w pionie, a do pokonania będziemy mieli 1114 schodków. Zawodnicy są wypuszczani co kilkadziesiąt sekund. Po kwalifikacjach wystartujemy na dochodzenie. Suma tych czasów da końcowy rezultat i wygrywa ten, kto najszybciej pokona dystans.

Ciekawie byłoby, gdyby wprowadzono start wspólny.

- Nigdy nie startowałem w takich zawodach, ale wiem, że taka formuła obowiązuje w Nowym Jorku, gdzie zawodnicy wbiegają na słynny Empire State Building. Z przodu stoi elita, a kto ma gorszy czas, musi zająć miejsce z tyłu. Tam są jednak 84 piętra, więc grupa ma się gdzie rozciągnąć.

Łokcie idą wtedy w ruch?

- Na początku tak, bo trzeba jak najszybciej dostać się do wąskich drzwi. Po kilkunastu piętrach grupa się jednak rozciąga i kto ma wygrać, ten wygrywa.

Która impreza jest marzeniem biegaczy po schodach?

- Jeśli miałbym sponsora, któremu mocno nie zależałoby na wyniku czy miejscu, ale po prostu chciałby pomóc spełnić moje marzenie, to pobiegłbym właśnie w Nowym Jorku. To sztandarowa impreza. Ciekawie wyglądają także zawody w Dubaju, gdzie są przecież najwyższe budynki na świecie. Ostatnio Piotr Łobodziński, jeden z najlepszych zawodników na świecie, startował też w zawodach Subida Vertical Gran Hotel Bali w Hiszpanii. Wbiegał na najwyższy hotel w Europie. Dużo jest marzeń, ale to bieg w Nowym Jorku byłby takim ukoronowaniem mojej kariery sportowej.

Wracając do wrocławskiej imprezy, wspólnie z kolegami pobiegniecie dla podopiecznych Fundacji Gajusz.

- To prawda. Wspólnie z Arturem Chmielewskim i Filipem Stratyńskim, bo oni też wystartują, zyskaliśmy sponsora, którym jest firma Jazpol. Pan Marcin Lefik obiecał nam po tysiąc złotych za ukończenie biegu. Przekaże nam je Rafał Pietrkiewicz, a my postanowiliśmy przekazać całość dzieciom z Fundacji Gajusz. Mimo że dokuczają nam choroby i kontuzje, chcemy pobiec jak najlepiej.

*Jarosław Piechota ma 42 lata. Jego rekord w maratonie wynosi 2:59:36, trenuje po kierunkiem Jacka Chmiela

Więcej o: