T-Mobile Ekstraklasa. Najgorsze i najlepsze transfery w Widzewie i ŁKS

Za nami runda jesienna ekstraklasy. Przed jej rozpoczęciem lub już w jej trakcie łódzkie kluby sprowadziły aż 13 nowych piłkarzy - Widzew trzech, a ŁKS - aż dziesięciu. Jak się spisali? Bywało z tym różnie
Robert Szczot podczas prezentacji w ŁKS Robert Szczot podczas prezentacji w ŁKS Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta

13. Robert Szczot

Miał być najszybszy w drużynie, a tymczasem najszybciej doznał kontuzji i stracił całą rundę. Zapamiętamy go też z tego powodu, że kiedy już się prawie wyleczył, doznał kolejnej kontuzji podczas... spaceru.

Paweł Golański jesienią grał jeszcze w ŁKS. Teraz przyczynił się do jego porazki Paweł Golański jesienią grał jeszcze w ŁKS. Teraz przyczynił się do jego porazki Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

12. Paweł Golański

Po byłym reprezentancie Polski i zawodniku występującym w Lidze Mistrzów mieliśmy prawo spodziewać się najwięcej. Szkoda, że po Golańskim zostało już tylko nazwisko. Wiemy już, dlaczego wychowanka ŁKS nie chcieli w Steaule Bukareszt, a nawet w Koronie Kielce. Z grona byłych ełkaesiaków, którzy wrócili do klubu, on był zdecydowanie najgorszy. Wiosną będzie lepiej? Jest na to nadzieja, bo gorzej być już chyba nie może.

Tomasz Nowak w derbach Łodzi Tomasz Nowak w derbach Łodzi Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

11. Tomasz Nowak

O jego wielkim talencie słyszymy od lat. Mówią o tym m.in. trenerzy, którzy z pracują z nim na treningach. Przychodzi mecz i czar pryska. Z Nowakiem jest trochę jak z niektórymi trenerami - mówi się, że są dobrzy, tylko wyników nie mają. Chociaż jedną piękną asystę Nowak zaliczył, do... Dudu Bitona w meczu z Wisłą Kraków.

Igor Alves z Widzewa w meczu z PGE GKS Bełchatów Igor Alves z Widzewa w meczu z PGE GKS Bełchatów Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

10. Igor Alves

Pomysł ze sprowadzaniem do polskiej ligi Brazylijczyka z Republiki Południowej Afryki od początku wydawał się dziwny, tym bardziej że Widzew przeprowadził transfer Alvesa w ostatnim dniu okresu transferowego. Nie sprawdził go w choćby w jednym sparingu. Zderzenie z polską ekstraklasą Brazylijczyk miał bolesne, już w debiucie odniósł bowiem poważną kontuzję. Po jej wyleczeniu 23-latek zagrał w dwóch ligowych meczach (75 minut) i znów doznał urazu. Alves miał być kolejnym rozgrywającym z prawdziwego zdarzenia w Widzewie, a tymczasem tak jak poprzednicy (m.in. Fernando Arriero, Dejan Miloseski, Velibor Durić i Riku Riski) okazał się transferowym niewypałem. Może wiosną będzie lepiej, chociaż raczej nie ma sensu robić sobie zbyt dużych nadziei.

Radosław Pruchnik jeszcze w koszulce ŁKS Radosław Pruchnik jeszcze w koszulce ŁKS Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

9. Radosław Pruchnik

Z rundy jesiennej najbardziej zapamiętamy jego zagranie ręką w meczu ze Śląskiem Wrocław. Gdyby chodziło o siatkówkę, to mógłby być komplement, ale Pruchnik to piłkarz, do tego słaby. - Do dziś nie mogę znaleźć racjonalnego wytłumaczenia, jak można w ten sposób zagrać piłkę ręką w polu karnym, jak Pruchnik zrobił to we Wrocławiu - mówił Filip Kenig, właściciel drużyny. I chyba nikt nie może...

Cezary Stefańczyk i trener Ryszard Tarasiewicz Cezary Stefańczyk i trener Ryszard Tarasiewicz Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

8. Cezary Stefańczyk

Zadebiutował w ekstraklasie w wieku 27 lat i już wiemy, dlaczego czekał na to tak długo. Przed przyjściem do ŁKS przychodził jako najlepszy asystent drugiej ligi w barwach Zawiszy Bydgoszcz, więc mieliśmy prawo mieć nadzieję, że i w ekstraklasie Stefańczyk chociaż kilka razy przebiegnie po skrzydle pod bramkę rywali i celnie dośrodkuje. Niestety, niczego takiego nie zobaczyliśmy. Za to w obronie piłkarz był jak bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć. I kilka razy wybuchała - a to Stefańczyk strzelił gola samobójczego, a to zagrał piłkę w polu karnym. Chyba lepiej, by te błędy popełniał i uczył się na nich chociażby wychowanek ŁKS-u Szymon Salski.

7. Princewill Okachi

Od niego zaczynamy klasyfikację piłkarzy, którzy nie zawiedli lub nie zawiedli na całej linii. Gdy latem Widzew oświadczył światu, że testuje Nigeryczyka z drugiej ligi maltańskiej cała piłkarska Polska zrywała boki ze śmiechu. Ale Okachi szybko wszystkich uciszył. Dobrze grał w sparingach i bardzo dobrze zaczął swoją przygodę z T-Mobile Ekstraklasą. W swoim debiucie na stadionie Widzewa strzelił nawet zwycięską bramkę w meczu z Polonią Warszawa. Później było już tylko gorzej, ale kilka razy Nigeryjczyk pokazał, że w piłkę grać potrafi. Na pewno warto dać mu szansę, tym bardziej, że niedawno skończył dopiero 20 lat.

6. Mladen Kaszczelan

Reprezentant Czarnogóry furory nie zrobił, ale chyba nikt się tego po nim nie spodziewał. Wypożyczony z Jagiellonii Białystok piłkarz spełnił jednak swoje zadanie - łatał dziury i walczył za dwóch. To był Kaszczelan jakiego znamy i cenimy.

Marek Saganowski, ŁKS Marek Saganowski, ŁKS Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

5. Marek Saganowski

Wychowanek klubu wrócił do ŁKS po 11 latach. To był wyjątkowo długi powrót do domu przez Płock, Wodzisław, Warszawę, Portugalię, Francję, Anglię, Danię i Grecję. To już na pewno nie jest ten sam Saganowski, co kiedyś, lata zrobiły swoje. Poniżej pewnego poziomu 33-letni napastnik jednak nie zszedł. Strzelił trzy gole w lidze i jednego w Pucharze Polski i zawsze walczył na boisku, nigdy nie odstawiał nogi.

Sebastian Szałachowski Sebastian Szałachowski Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

4. Sebastian Szałachowski

Właściwie go nie widać, zarówno na boisku, jak i poza nim. To wyjątkowo cichy i spokojny człowiek, w ogóle nie rzuca się w oczy. Ale najlepszym strzelcem ŁKS jesienią był, strzelił cztery gole, m.in. Wiśle Kraków i Legii Warszawa. Tego od niego oczekiwaliśmy.

ŁKS - Ruch Chorzów 0:4. Pavle Velimirović ŁKS - Ruch Chorzów 0:4. Pavle Velimirović Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

3. Pavle Velimirović

Najlepszą reklamą młodzieżowego reprezentanta Czarnogóry jest fakt, że wygryzł ze składu ikonę ŁKS Bogusława Wyparłę, co przez lata nie udawało się nikomu. Velimirović, którego idolem i wzorem jest Iker Casillas, kilka razy bardzo pomógł drużynie, popisał się też kilkoma bardzo efektownymi interwencjami. Mało prawdopodobne, by wiosną stracił miejsce w pierwszym składzie i to mimo faktu, że nowym trenerem bramkarzy jest... Wyparło, czyli jego konkurent.

Lechia Gdańsk - Widzew Łódź 0:0 Lechia Gdańsk - Widzew Łódź 0:0 Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta

2. Hachem Abbes

Tunezyjczyk długo czekał na debiut w Widzewie, bo najpierw załatwiał w swojej ojczyźnie formalności związane z przenosinami do Polski, a później nadrabiał zaległości treningowe. Zagrał w pięciu meczach ligowych i dwóch Pucharu Polski. To wystarczy, by ocenić, że to piłkarz o sporych jak na polską ligę umiejętnościach. Abbes, który 1 grudnia skończy 25 lat, jest wysoki i silny, a do tego dobry technicznie i szybki. Jego wielką zaletę jest też wszechstronność. W pięciu meczach T-Mobile Ekstraklasy Tunezyjczyk zdążył zagrać po lewej stronie obrony, w jej środku, a także w roli defensywnego pomocnika. Za każdym razem z dobrym skutkiem. W Widzewie dodają też, że Abbes ma jeszcze jedną ważną cechę - potrafi mobilizować drużyną. Kto wie, czy to nie przyszły lider.

Antoni Łukasiewicz Antoni Łukasiewicz Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

1. Antoni Łukasiewicz

Były piłkarz m.in. hiszpańskiego Elche i portugalskiej Leirii wejście do ŁKS miał znakomite - w debiucie strzelił gola Cracovii i to gola, który dał drużynie pierwszą wygraną w sezonie. Rundę jesienną Łukasiewicz zakończył podobnie, też zdobył gola, tym razem Jagiellonii Białystok (tym razem był remis). Ale wypożyczenie 28-letniego pomocnika ze Śląska Wrocław trzeba uznać za udane nie tylko dlatego, że zdobył dwa tak ważne gole (przed przyjściem do ŁKS w 138 meczach w ekstraklasie strzelił... jednego). To przede wszystkim dobry duch drużyny, jeden z jej liderów, który potrafi (i to podobno czasem w bardzo ostrych, żołnierskich słowach) mobilizować kolegów. Jedyny minus jest taki,, że Łukasiewicz jest do ŁKS tylko wypożyczony.