Bramkarze Widzewa w trybie awaryjnym. Jeden nawet prosto z... browaru!

W sobotnim meczu Widzewa z Ruchem Chorzów (godz. 13.30) zagra Michał Pytkowski, który zastąpi pauzującego za kartki Macieja Mielcarza. To nie pierwszy bramkarz w drużynie z al. Piłsudskiego od ostatniego mistrzostwa w 1997 roku, który, jako debiutant wejdzie do bramki w trybie awaryjnym
Marcin Ludwikowski Marcin Ludwikowski Fot. Marcin Miler / AG

Marcin Ludwikowski

25 czerwca 1997 r. Widzew - Raków Częstochowa 5:1

Marcin Ludwikowski, który po raz pierwszy stanął w bramce Widzewa w ekstraklasie w czerwcu 1997 roku, nie mógł sobie wymarzyć piękniejszego debiutu. Drużyna grała u siebie z Rakowem Częstochowa, a na trybunach było 18 tys. kibiców, którzy fetowali drugie z rzędu mistrzostwo Polski. Widzew wygrał aż 5:1. 20-letni wówczas bramkarz z konieczności musiał zastąpić kontuzjowanego Macieja Szczęsnego, który urazu doznał we wcześniejszym meczu z Legią na Łazienkowskiej (3:2), czyli najlepszym pojedynku w historii polskiej ligi.

W spotkaniu z Rakowem, Ludwikowski nie miał zbyt wiele pracy. Widzewiacy grali jak natchnieni, a pięć goli strzelił Jacek Dembiński. Młody bramkarz tylko raz musiał wyciągnąć piłkę z siatki. W 74. min pokonał go Grzegorz Skwara.

Sławomir Olszewski

30 maja 1998 r. Ruch Chorzów - Widzew 1:2.

W sezonie 1997/98 Sławomir Olszewski walczył o miejsce w składzie z Arkadiuszem Onyszką. Przez większość rozgrywek podstawowym bramkarzem był ten drugi, ale to Olszewski zagrał w pierwszym składzie w eliminacyjnym meczu do Ligi Mistrzów z Neftchi Baku, wygranym na wyjeździe 2:0. Na debiut w ekstraklasie musiał jednak czekać do 31. kolejki. W meczu z Ruchem Chorzów w maju 1998 roku zastąpił Onyszkę, który we wcześniejszym spotkaniu z Legią dostał czerwoną kartkę. Olszewski wykorzystał swoją szansę, bronił pewnie i pozostał podstawowym bramkarzem do końca rozgrywek.

Sławomir Olszewski i Marcin Ludwikowski Sławomir Olszewski i Marcin Ludwikowski dab

Tomasz Lech

16 maja 1999 r. Stomil Olsztyn - Widzew 2:1.

Słyszeliście kiedyś o Tomaszu Lechu? Był sezon 1998/99, a Widzew walczył o wicemistrzostwo Polski. Do końca sezonu pozostały tylko cztery kolejki, a drużynie przytrafił się ogromny pech. Dwóch podstawowych bramkarzy, czyli Ludwikowski i Olszewski, doznało kontuzji. - Potrzebowaliśmy od zaraz awaryjnego bramkarza na jeden mecz. W całej Polsce było głośno, że Widzew został bez golkipera. Pamiętam, że wtedy pomocną dłoń wyciągnął do nas Stanisław Terlecki, który pracował w warszawskiej Gwardii. To on polecił nam Lecha - wspomina Tadeusz Gapiński, były kierownik drużyny. - To był bardzo sympatyczny chłopak. Tyle tylko, że wydawał się nieco zbyt okrągły, jak na bramkarza ekstraklasy. Niestety, w Olsztynie przegraliśmy 1:2. Wszyscy potem krytykowali naszego nowego zawodnika, że bramki padły z jego winy, ale według mnie ogromnych błędów nie popełnił

I dodaje: - Później się dowiedzieliśmy, że ten chłopak grę w piłkę łączył też z pracą w browarze. Pewnego dnia przyjechał do nas trening i zostawił zawodnikom dwie skrzynki piwa. Cieszył się i bardzo dziękował, że mógł zadebiutować w ekstraklasie. Gdyby nie Widzew, to takiej możliwości nigdy by nie miał.

Michał Kula (w środku) Michał Kula (w środku) Fot. Ma3gorzata Kujawka / AG

Michał Kula

8 maja 2004. r. Widzew - Górnik Zabrze 1:2

Michał Kula (w środku) w 20. min spotkania z Górnikiem musiał zastąpić Norberta Tyrajskiego. Widzew przegrał 1:2. To był czas, kiedy w klubie z al. Piłsudskiego nie było pieniędzy na nic. Piłkarze uciekali z drużyny, która z hukiem spadała z ekstraklasy.

Prawdziwy debiut, czyli od pierwszej minuty meczu, Kula zaliczył w ostatniej kolejce feralnego sezonu z Groclinem Grodzisk Wlkp. Wychowanek klubu znowu zastąpił kontuzjowanego Tyrajskiego. W 74. min wpuścił gola po strzale Roberta Górskiego. Dziesięć minut później kibice wtargnęli na murawę i sędzia musiał przerwać spotkanie, które ostatecznie zweryfikowano, jako walkower dla Groclinu.

Jakub Hładowczak

19 maja 2007 r. Widzew - Odra Wodzisław 1:2.

Józef Młynarczyk, który był trenerem bramkarzy w Widzewie nazwał go dużym talentem, który wymaga jednak odpowiedniego oszlifowania.

Może najwybitniejszy polski bramkarz miał rację, ale Hładowczak wielkiej kariery nie zrobił. Obecnie występuje w trzecioligowym Lubaniu Maniowy.

W Widzewie zadebiutował w spotkaniu z Odrą Wodzisław. Zastąpił - ale już nie podczas meczu - kontuzjowanego Bartosza Fabiniaka. 20-letni bramkarz nie uchronił jednak drużyny od porażki.

Bartosz Kaniecki

8 grudnia 2007 r. PGE GKS Bełchatów - Widzew 3:1.

W meczu z drużyną z Bełchatowa Kaniecki musiał zmienić zniesionego na noszach Fabiniaka. Młody bramkarz tak naprawdę nie miał czasu, aby oswoić się z myślą, że stanie w bramce. Przez ostatni kwadrans meczu Kaniecki spisywał się dobrze, obronił kilka groźnych strzałów, ale przy uderzeniu Dawida Nowaka, który ustalił wynik spotkania był bez szans.

Podsumowując - debiuty awaryjne dwóch bramkarzy kończyły się wygraną Widzewa, a aż cztery porażkami. Jak będzie tym razem? Wiele zależy od niespełna 23-letniego Pytkowskiego.